Inne artykuły Newsy

K. Ożóg, Miłosierdzie w kulturze polskiej

Wpisany przez Admin

Kazimierz Ożóg

Miłosierdzie w kulturze polskiej

Ojciec święty Franciszek ogłasza w święto Niepokalanej Rok Miłosierdzia. Ten rok w kulturze i religijności polskiej trwa od 966 roku! Miłosierdzie znaczyło w dawnej polszczyźnie miłe serce. Miłe dla drugiego człowieka. Dobre, życzliwe, kochające serce. Piękno nazywane Miłosierdziem. Ileż tu mamy treści polskich i uniwersalnych!

Gdy myślimy o miłosierdziu jako o podstawowej wartości w życiu społeczeństw, jako o znaku dobra we współczesnym świecie, to przeżywamy rozdwojenie. Z jednej bowiem strony widzimy zanik tej postawy i tendencję do wyręczania zwykłych ludzi w sprawach czynnego miłosierdzia przez wyspecjalizowane instytucje państwowe, ruchy społeczne czy kościelne. Mamy też w czasach maksymalnego indywidualizmu trudności z postawą służenia drugiemu człowiekowi, a przecież miłosierdzie wymaga takiej postawy służby. Z drugiej zaś strony, obserwujemy ostatnio rozwój wspaniałego nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, które ciągle przekłada się na miłosierdzie względem bliźnich.. Jeszcze trzydzieści lat temu takie nabożeństwo było na marginesie życia Kościoła. Dziś Łagiewniki za pośrednictwem św. Jana Pawła II stały się prawdziwa iskrą rozpalającą na cały świat ogień Miłosierdzia Bożego.

Kultura polska u swoich źródeł i dalej przez stulecia prawdziwie chrześcijańska, w różnym stopniu w zależności od epoki, rozwoju kultury materialnej, wojny czy pokoju realizowała ideały miłosierdzia. Głównym wyznacznikiem była tu działalność Kościoła katolickiego, dworów możnowładców i dworu królewskiego, kolejno szlachty, bogatego mieszczaństwa i zwykłych, współczujących ludzi, zwłaszcza chłopów. Ludzie Kościoła i wszyscy inni świadczyli miłosierdzie wobec chorych i cierpiących (nie było dawniej służby zdrowia w dzisiejszym rozumieniu, nie było rent i emerytur), i kolejno wobec nędzarzy, żebraków, głodnych i spragnionych, bezdomnych i ludzi bez środków do życia. Tego typu potrzebujących nigdy nie brakowało, a liczba ich zwiększała się w okresach wojen czy niepokojów. W Polsce przedrozbiorowej zapewnienie opieki zdrowotnej i doraźnej pomocy potrzebującym leżało w głównej mierze w gestii Kościoła. To właśnie parafie i klasztory (zakony) spełniały te bardzo potrzebne w każdej wspólnocie w każdym czasie zadania społeczne. Była to głównie opieka nad chorymi i ubogimi. Kościół prowadził przytułki, szpitale, domy dla ubogich oraz podróżujących. Rzecz jasna, były to instytucje zupełnie różne od dzisiejszych, bardzo prymitywne, ale zawsze stanowiły jakieś wsparcie, dach nad głową oraz bezpieczne schronienie dla potrzebujących. Utrzymywały się te dzieła miłosierdzia z licznych fundacji ludzi możnych, a także z kwest i ofiar. Prócz parafii i zakonów działalnością na polu miłosierdzia zajmowały się specjalne bractwa religijne i cechy rzemieślnicze. Czyniły to jednakże zawsze z pobudek religijnych i w powiązaniu z nauką Kościoła.

Polska miała szczęście do wielkich ludzi miłosierdzia. Przypomnijmy kilka postaci. Najpierw należy wymienić św. Jadwigę królową. Należąca do dynastii Andegawenów, córka Ludwika Węgierskiego, króla Polski w latach 1372-1382, została wyniesiona na tron dzięki układom ojca ze szlachtą (przywilej koszycki), i objęła panowanie w roku 1384. Była znakomitym królem Polski, chyba największym w jej dziejach. Poślubiła Władysława Jagiełłę, co przyczyniło się do chrystianizacji Litwy i tak ważnej w dziejach państwa unii polsko-litewskiej. Zmarła w roku 1399, jednak zapisała się w naszych dziejach jako wzór miłosiernego władcy. Jej dobroć była tak wielka, że przetrwała w świadomości narodu przez stulecia. Królowa Jadwiga była opiekunką ubogich, wdów, sierot i wszystkich potrzebujących. Ufundowała wiele przytułków, szpitali i klasztorów zajmujących się miłosierdziem.

Ksiądz Piotr Skarga był jezuitą i znakomitym kaznodzieją na dworze króla Zygmunta III Wazy. Jego „Kazania sejmowe” są przykładem żarliwej miłości Ojczyzny. Wskazywał w nich śmiało na wady ustrojowe Rzeczypospolitej a, wzywając do opamiętania różne stany, przewidywał upadek tego potężnego państwa, jeśli nie będzie poprawy. To wszystko się spełniło w kolejnym wieku. Sam był wielkim człowiekiem miłosierdzia, a troszcząc się o jego szeroki krąg, nazwijmy to strukturalny charakter, założył w roku 1584 w Krakowie przy jezuickim kościele św. Barbary Arcybractwo Miłosierdzia. Ten pomysł przyniósł wspaniałe owoce. W całej Polsce i na Litwie powstało w XVII wieku ponad 100 takich bractw.

Najważniejszy w historii Polski wiek XIX można z powodzeniem uznać za wiek miłosierdzia. Polska – mimo że rozdarta między trzech zaborców – przetrwała lata niewoli, upokorzeń i prześladowań dzięki Kościołowi, potężnej kulturze, dzięki językowi polskiemu, a także… dzięki wielkiej, autentycznej, realizacji idei miłosierdzia, które rozlewało się niczym potężna fala na wielu mieszkańców polskich ziem. Dzieła miłosierdzia były spełniane przez niezliczone rzesze prostych ludzi, katolików, ale szczególnie przez polski dwór (ziemiaństwo) i nowe zgromadzenia zakonne. Przykładowo, bł. Edmund Bojanowski, ziemianin z Wielkopolski, urodzony w roku 1814, przez całe życie pragnął być księdzem. Nie mógł jednak spełnić tego marzenia z powodu słabego zdrowia. Realizował zatem ideały powołania inaczej, świadcząc potężne dzieła miłosierdzia. Zakładał pierwsze na ziemiach polskich ochronki dla dzieci wiejskich, w których opiekowano się szczególnie sierotami, dziećmi chorymi i kalekami. W roku 1850 powstała pierwsza ochronka, a Edmund Bojanowski przejawiając jako człowiek świecki niezwykłą determinację i troskę, prawie że szaleńca o sprawy miłosierdzia, założył specjalne zgromadzenie zakonne Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej, które znakomicie się rozwinęło i swym zasięgiem objęło tysiące polskich dzieci. Fundator tych ochronek i założyciel zgromadzenia troszczył się nie tylko o wymiar fizyczny spełnianych dzieł miłosierdzia, ale przede wszystkim o wymiar duchowy, opracował zatem specjalny program pracy w zakładanych zakładach opiekuńczych, napisał też cały tom dydaktycznych piosenek dla wiejskich ochronek. Był to doprawdy gigant polskich dzieł miłosierdzia.

Polski papież, św. Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował wielu polskich duchownych, kilka sióstr zakonnych i osób świeckich działających na niwie miłosierdzia w XIX wieku. W zaborze rosyjskim w bardzo trudnych warunkach działał kapucyn bł. Honorat Koźmiński (1829-1916). Po kasacie klasztorów, która nastąpiła jako odwet za Powstanie Styczniowe, dysponując jedynie możliwością spowiadania, doprowadził do powstania 22 żeńskich zgromadzeń zakonnych bezhabitowych i 4 męskich, opartych na duchowości franciszkańskiej, intensywnie pracujących w różnych środowiskach. Członkowie tych zgromadzeń świadczyli liczne czyny miłosierdzia. Był to fenomen w skali całego Kościoła. Obok swoich zgromadzeń bł. Honorat Koźmiński wraz z bł. Angelą Marią Truszkowską założył w roku 1853 Zgromadzenie Felicjanek, a w roku 1881 Serafitek. Fala miłosierdzia się rozlewała.

W wieku XIX za przyczyną świadczonych dzieł miłosierdzia dokonało się odrodzenie moralne narodu. Polacy nie tylko odkupili zadawnione winy, które były przyczyną upadku I Rzeczypospolitej, ale zgromadzili tak wiele nowych sił duchowych, które sprawiły, że w roku 1918 byliśmy jako naród gotowi do przywrócenia niepodległego bytu narodowego. Do tego wszystkiego przyczyniły się i inne zgromadzenia zakonne wykonujące czyny miłosierdzia. Bł. Franciszka Siedliska założyła w 1875 roku Nazaretanki, bł. Marcelina Darowska dała początek zgromadzeniu o nazwie Niepokalanki, św. brat Albert był założycielem Albertynów (1888) i Albertynek (1891). Święty Józef Sebastian Pelczar wraz z bł.. Klarą Ludwiką Szczęsną powołał do istnienia w roku 1894 Sercanki.

Największym człowiekiem miłosierdzia był w XIX wieku Adam Chmielowski. Brat Albert, geniusz miłosierdzia, był rzeczywiście w Krakowie na przełomie XIX i XX wieku wielkim znakiem miłości. Nieposiadający niczego, zakładał przytuliska, ogrzewalnie, domy schronienia dla najbiedniejszych, będących nie tylko w nędzy materialnej, ale i duchowej. Dzieło św. brata Alberta znakomicie rozwinęło się po jego śmierci. Był on wzorem dla Adama Stefana Sapiehy, biskupa krakowskiego, potem kardynała, największego w Polsce człowieka miłosierdzia z I i II wojny światowej. Postacią tego świętego fascynował się także Karol Wojtyła, który jako Papież dokonał jego beatyfikacji i kanonizacji. Wojtyła jako skromny ksiądz napisał także dramat o tym pokornym słudze miłosierdzia – Brat naszego Boga. Tam są mocne słowa Takie piękno nazywa się Miłosierdzie. Tak, Miłosierdzie to piękno idące od Boga.

Kultura polska – jak wynika z tego krótkiego z konieczności wykładu – karmiła się w ciągu stuleci ożywczymi ideami miłosierdzia. Opatrzność przygotowywała w ten sposób nowe dzieła, które wyszły za pośrednictwem objawień św. siostry Faustyny i przez działanie Jana Pawła II. Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, które z Polski rozlało się na cały świat, było przygotowane przez wieki sprawowania autentycznych czynów miłosierdzia, tak ważnych dla kultury polskiej. Jesteśmy zatem spadkobiercami wspaniałej tradycji. Rzecz w tym, aby umieć ją kontynuować, aby świadczyć na co dzień czyny miłosierne!