Historia

Święta włócznia

Wpisany przez Admin

Stare legendy mają to do siebie ,że dotykając ich zawsze, wcześniej czy później dotkniemy rzeczy autentycznej. To właśnie odróżnia je od współczesnej SF. Bezcennym i legendarnym przedmiotem narodowej kultury i wręcz mitologii jest przechowywana w skarbcu Katedry na Wawelu kopia włóczni św. Maurycego. Legendarna , starsza niż Państwo Polskie , nabrała wartości bezcennego autentyku .Przez wiele lat rzucała samą swoją obecnością na kolana tych przedstawicieli narodu ,którzy dopuszczeni w jej pobliże dostrzegali św. Przedmiot w królewskich rękach , chwila ta zawsze była najbardziej uroczysta.Jest to rzecz którą na pewno miał w ręku kiedyś Bolesław Chrobry. To Ona jako przedmiot największej narodowej dumy zabija ,na obrazie mistrza Matejki, głównego wroga Polski ,Mistrza Zakonu Krzyżackiego w Bitwie pod Grunwaldem.

To było coś więcej niż kij osiki w serce wampira. Wszystkim pobierającym nauki w szkołach podczas lekcji historii na ogół mówiono ,że Otton III wręczył Bolesławowi Chrobremu na znak uznania ,włócznię św. Maurycego i prawie wszyscy wierzyli, że wręczył włócznię autentyczną. Tylko historycy wiedzieli, że mógł jedynie wręczyć kopię przedmiotu , ponieważ autentyczna włócznia była symbolem koronacyjnym cesarzy niemieckich ,którego pilnie strzegły cesarskie skarbce. Gall Anonim pisząc historię Polski wspomina cyt.: “I zdjąwszy z głowy swój diadem cesarski włożył go na głowę Bolesława na przymierze przyjaźni i na chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z Krzyża Pańskiego z włócznią św. Maurycego”.

Włócznię ponownie odkryto około 926 roku ,kiedy to cesarz niemiecki Henryk I Ptasznik pokazał ją pierwszy raz jako swój trybut. Kojarzona była z zabitym w roku 290 rzymskim oficerem legii tebańskiej chrześcijaninem i męczennikiem św. Maurycym, który stacjonując za czasów cesarza rzymskiego Dioklecjana w szwajcarskim Agaune, poniósł wraz z całym legionem śmierć męczeńską nie chcąc przed wyruszeniem na wojnę oddać zwyczajowej czci bogom Rzymu .Nie była Ona jednak jego bronią tylko relikwią, ponieważ wg legendy to Nią właśnie, inny oficer rzymski imieniem Longin późniejszy męczennik i święty miał przebić bok Pana Naszego Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla zwiększenia czci relikwii chrześcijanie rozcięli na pół jeden z gwoździ, które przebijały na Krzyżu Chrystusa Pana i połowę wprawili w ostrze włóczni mocując ją tam drutem jako, że kucie młotem św. przedmiotu źle się kojarzyło. Włócznia ta symbol Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego przechowywana obecnie w austriackim narodowym skarbcu Schatzkammer jest zresztą też kopią, wykonaną w VIIIw.za panowania Karola Wielkiego.

Dla pokazania całego kolorytu sprawy posłużę się fragmentami artykułu Jerzego Madejskiego pt. Święta kopia zamieszczonego 7 VII.2000r.w Tygodniku Powszechnym.
Cyt.: “Nasza Włócznia świętego Maurycego jest więc wczesną ,bo liczącą sobie już 1000 lat, a jednocześnie powstałą tuż po wykonaniu oryginału kopią. Lecz kopią w średniowiecznym rozumieniu tego słowa, czyli kopią umowną, bo powtarzającą jedynie wygląd zewnętrzny, a nie konstrukcję oryginału, jako, że nasza włócznia jest monolityczna całością. Okucie niczego nie spaja ani niczego w swoim wnętrzu nie kryje, gdyż gwóźdź został jedynie zaznaczony i tym samym istnieje jakoby w domyśle tylko. W swym fizycznym wymiarze, gdyż w istocie średniowiecza kopia przejmowała duchową moc oryginału, podobnie jak stawał się relikwią skrawek materiału otarty o suknię świętego męża”.

Wiemy wiec o włóczni wszystko lub też tak nam się wydaje, gdyż jednym z największych uroków historii sztuki są niespodzianki. Jest możliwość nagłego odkrycia jakiejś nieznanej informacji, która jak błysk pioruna rozświetla tajemnicę i obala wszystkie dotychczasowe hipotezy, a nawet pewniki, czy też raczej ,co za nie uchodziło, bo w tej nauce nic nigdy nie jest tak naprawdę i do końca pewne. Br>Cyt:”Wiemy więc wszystko poza jednym: nie wiemy, ile podobnych kopii sporządzono i kto je otrzymał poza naszym Bolesławem. Zapewne Stefan Węgierski co poświadcza współczesna miniatura, w której obaj świeżo upieczeni monarchowie stoją z identycznymi kopiami u tronu Ottona III”. I nagle jest kolejna kopia. Kopia która zwyczajem legendarnych przedmiotów wyłoniła się nagle, z pomroki dziejów w sposób zupełnie tajemniczy i godny swojej istoty.

Przez Warszawę okresu II wojny światowej przewijały się rzesze ludzi i liczne armie wożąc ze sobą ,jak to się wtedy nazywało- szaber. Przedmioty te różnej wartości zdobyte w rozmaitych miejscach terenów objętych wojną, przewożone celem zwykłego posiadania czy dalszego handlu. Powstanie Warszawskie wybuchłe nagle ,wyrzuciło wszystkich ze zajmowanych przez siebie kwater pozbawiając też często rzeczy osobistych. Po powstaniu istniejące morze gruzów zatarło tak doskonale kontury miasta, że często trudno było ustalić istnienie konkretnego miejsca nawet rdzennym warszawiakom. W gruzach pozostała część znajdujących się tam skarbów.

Jako jedni z pierwszych, posiadając specjalne przepustki weszli obok saperów do zaminowanych jeszcze ruin stolicy, wytypowani przez Dowództwo Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej stacjonujące w odległej Legnicy, polscy rzeczoznawcy mający rzekomo zabezpieczyć ,a jak się potem okazało przygotować do wywozu w głąb Rosji walające się pomiędzy gruzami dobra. Pośród nich do stolicy wszedł nie rozpoznany przez czerwonoarmistów, jako specjalista z dziedziny łączności oficer AK , będący przedwojennym oficerem zawodowym, specjalistą z dziedziny łączności i współpracownikiem przedwojennego II Oddziału (wywiadu,) miał za zadanie przyglądać się poczynaniom nowego okupanta. Przebywał właśnie pośród gruzowiska ,gdzieś jak mu się wydawało blisko centrum i śledził przebieg widniejących tam kabli telefonicznych kiedy to znalazł. Pod gruzami leżała włócznia świętego Maurycego, wtedy wydawało mu się ,że to polski oryginał. Widok rzucił go na kolana i zaraz zrodziła się myśl: “zabiorą to sowieci i nie można do tego dopuścić w żadnym wypadku”. Powoli schował kopię pod ubranie i szczęśliwie wyniósł z gruzów.

Tak trafiła na przechowanie aż na podstrzyżowską wieś, a potem do Rzeszowa. Czasy powojenne uniemożliwiały jakiekolwiek przekazanie informacji o znalezisku bez jego utraty bo ,przecież wszystko miało stanowić własność komunistów i winno być oddane. Do śmierci mniemał ze posiada polski oryginał. Potem kopia została w rodzinie. Z czasem okazało się, że polska kopia jest przechowywana wśród skarbów wawelskich i nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego jest druga i skąd przybyła do Polski. Być może potrzeba już to wyjaśnić.
Jan Lucjan Wyciślakkrakowska-włócznia-św.-Maurycego