Homilie i kazania

Tajemnica Bożej Miłości

Wpisany przez Admin

Tajemnica Bożej Miłości

(Boże Narodzenie)

  1. Niezwykłe świadectwo.

Nie dawno można było przeczytać w prasie historię młodej Afrykanki z Mozambiku imieniem Olivia. Otóż ta 25-letnia kobieta, pozbawiona nóg, czołgała się 4 kilometry do najbliższego kościoła. Gdy siostry zakonne, pracujące w tamtym terenie, po raz pierwszy zobaczyły ją czołgającą się, nie mogły wprost wierzyć własnym oczom. A gdy dowiedziały się, że ona w ten sposób co niedzielę wędruje na Mszę św., to w głowie nie mogło się im pomieścić, że ktoś jest gotowy do takiego poświęcenia. Olivia, mimo że nie była ochrzczona, pokonywała spieczoną słońcem wiejską drogę w towarzystwie opiekunki z miejscowego plemienia. Dała tym samym niezwykłe świadectwo, tym większe, że gorący piasek, jaki napotykała na drodze, niemal spalił jej dłonie. Cała ta historia ma szczęśliwe zakończenie. W wyniku interwencji sióstr, zaczął przychodzić do jej domu katechista, aby przygotować ją do chrztu. Potem przyjęła ten sakrament, a jeden z dobroczyńców zgromadzenia zakonnego ofiarował jej wózek inwalidzki.

4 km bez nóg, czołgając się w palącym słońcu aby być na Mszy świętej. Nikt z nas nie musiał się czołgać, aby pokonać tej nocy drogę do naszej świątyni. Czy bylibyśmy zdolni aż do takiej ofiary, jak ta bohaterska kobieta ?

  1. Drogi do Betlejem.

Odnieśmy tę historię do tej chwili, którą przeżywamy. Oto niezwykła tajemnica. Tajemnica Bożego Narodzenia. Oto tajemnica, dzięki której ludzkość ujrzała światłość wielką. Oto tajemnica, w której nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Oto dziś narodził się Chrystus Pan, Zbawiciel. Oto ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom. Ta tajemnica zwiastuje nam radość wielką. Liturgia prowadzi nas do Betlejem. Do tego miejsca, w którym mnóstwo zastępów anielskich wielbi Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie.

Pasterze mimo nadzwyczajnych  okoliczności i niezwykłej wieści, umocnieni słowami anioła Nie lękajcie się, wybrali się w drogę. Jakże właściwa jest ich postawa wobec prawdy Bożego Narodzenia zawarta w jednym zdaniu: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił.

Noc Narodzenia Pańskiego to noc objawienia Bożej miłości. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał (J 3, 16). I chociaż dla brzemiennej Maryi i zatroskanego Józefa nie było miejsca w gospodzie, Bóg znalazł miejsce objawienia swojej miłości. Znalazł „ostatnie” miejsce w pasterskiej grocie, aby z niej rozpocząć poszukiwanie człowieka.

Zatem warto iść w tę noc do Betlejem, bo tam zapłonął ogień Bożej miłości. Do miejsca Narodzenia Zbawiciela prowadzą różne drogi. Dekret Cezara wyznacza drogę państwową, co więcej obcą dla ówczesnego Izraela, bo drogę rzymskiego okupanta. Spis ludności miał służyć podniesieniu podatków, zwiększonej kontroli nad życiem zwykłych ludzi. Wędrówka Józefa z Maryją wyznacza drogę małżeństwa, rodziny, drogę tradycji rodu i pochodzenia, drogę przyjęcia i wychowania dziecka. Pasterze i Trzej królowie to ci szczęśliwi, którzy odkryli tajemnicę Bożego objawienia. Ludzie z Betlejem, król Herod, jego żołnierze, mieszkańcy Jerozolimy nie rozpoznali tajemnicy narodzin Mesjasza.

A my ? gdzie odnajdziemy się na tych drogach do Betlejem? Co roku znamy je coraz lepiej – czy rozpoznajemy w Boże Narodzenie źródło Bożej miłości, czy umiemy z niej czerpać…?

  1. Każda świątynia to Betlejem

Zdaje się, że współczesny człowiek za Bogiem nie tęskni i u Boga nie szuka radości, a nawet Boga się nie lęka, dlatego dokonuje zamachu na ludzkie życie, zabijając jeszcze nie urodzone dzieci, próbuje skrócić życie ludziom starym i chorym. Za każdym razem jest to zamach na Boga, bo to Bóg jest Panem życia i śmierci.

Bojaźń Boga, jak uczy mędrzec, jest początkiem mądrości, ale taka  bojaźń to nie jest strach, Boga nie trzeba się bać, ale bać się trzeba człowieka, który uważa się za boga, za pana życia. To taki człowiek jest najbardziej niebezpieczny. To nie Boga mamy się bać, ale złych czynów, złych słów, złych myśli.

To nie Boga mamy się bać, ale tego, że nie chcemy się nawrócić, że mijają czasem długie lata, a ja nie idę do spowiedzi, nie chcę nawrócić swego serca ku Bogu. Nie chcę zmienić swego życia. To nie Boga trzeba się bać, ale serca, które człowiek zamienił w lód i tchnie chłodem, który widać w codziennym życiu.

Dzisiaj Bóg mówi do nas: Nie bój się, otwórz swe serce dla Mnie, zmień życie, stań się lepszy dla swych dzieci, współmałżonka, dla swych rodziców, bliskich, swych przyjaciół. A jeśli to uczynisz, to jesteś budowniczym domu zbudowanego na skale, którą jest Chrystus, usłyszysz radosną wieść o narodzinach Zbawiciela.

A ponieważ nasze serce może szybko wystygnąć, dlatego musimy temu jakoś zaradzić. Co zrobić? Podpowiada nam Bóg przez świadectwo owej Afrykanki z Mozambiku i przez świadectwo pasterzy. Ich serca były gorące, ich serca biły dla Boga – bo pokonując wszelkie trudności przyszli do Jezusa. Przeszkodą nie był brak nóg, spieczona ziemia i krwawiące ręce; przeszkodą nie była noc, czy zmęczone pilnowaniem owiec oczy i ciało. Wszystkie przeszkody, jakie pojawiły się na ich drodze, pokonali i przyszli do Jezusa.

Każda Msza św. to narodziny Jezusa. To przeżywanie i uczestniczenie w tajemnicy Bożego Narodzenia. Każda świątynia to Betlejem. Przychodzić do Jezusa, znaczy przychodzić na Mszę świętą pokonując wszelkie trudności czy niemożności. Więc dobrze, że tu jesteśmy. I bardzo pilnujmy, abyśmy tu przychodzili w każdą niedzielę i święto aż do końca naszych dni. Amen.

Ks. Ireneusz Folcik