Zakony - teksty

Żyć na całość

Wpisany przez Admin

“Żyć na całość” – wizytki w Jaśle

30listopada br. w Kościele powszechnym rozpoczyna się rok życia konsekrowanego. Rok będzie obchodzony pod hasłem: “Ewangelia, proroctwo, nadzieja – życie konsekrowane w Kościele dzisiaj”. Jednym z celów roku wskazanym przez papieża Franciszka jest świadectwo piękna podążania za Chrystusem w różnorodnych formach, w jakich wyraża się życie konsekrowane.
Na terenie diecezji rzeszowskiej, w 65 domach zakonnych żeńskich i 13 domach zakonnych męskich, mieszka i pracuje 328 zakonnic i 125 zakonników. Liczby te nie obejmują osób konsekrowanych związanych z instytutami świeckimi. Poniżej prezentujemy artykuł pt. “Żyć na całość” o klasztorze sióstr wizytek w Jaśle, który ukazał się w 2012 r. w czasopiśmie “Kościółek” wydawanym przez parafię św. Stanisława w Jaśle.

Żyć na całość

Wybierając się do sióstr wizytek w Jaśle postanowiłem wcześniej się nie umawiać. Pamiętałem historię z czasów seminaryjnych, kiedy jeden z kleryków, pisząc pracę magisterską o wizytkach, pytał w rozmowie telefonicznej czy zastanie siostry na miejscu. Usłyszał w odpowiedzi, że wizytki to zakon kontemplacyjny i siostry nie opuszczają klasztoru do końca życia.

FOTOGRAFIA
Propozycję napisania artykułu o siostrach z klasztornej górki, jaką otrzymałem od redakcji „Kościółka”, przyjąłem dość chętnie, licząc, że przy okazji załatwię pewną ciążącą mi od lat sprawę. Otóż szesnaście lat temu wraz z Grzegorzem Krupą (obecnym asystentem czasopisma) pisaliśmy artykuł poświecony wizytkom w Jaśle. Jedna z sióstr – Joanna, pożyczyła nam zdjęcie przedstawiające ją w przyklasztornym ogrodzie, prosząc o zwrot fotografii. Wstyd się przyznać, ale nie spełniliśmy prośby. Ktoś powie: To tylko zdjęcie! Nie traktuję tego w sposób błahy ze względu na specyfikę życia klasztornego. Siostry nie mają zbyt wielu pamiątek i to zdjęcie mogło mieć wyjątkowe znaczenie. Wina jest tym większa, że siostry nie mają również możliwości kontaktowania się ze światem i raczej nie będą się upominać o swoją własność. Jak można coś takiego wykorzystać?

KRATA
Po przyjeździe do klasztoru wszystko zastałem tak jak szesnaście lat temu – żadnych remontów elewacji, czy nowoczesnych kamer. Obok drzwi rzucał się w oczy drut do uruchomiania dzwonka, który zapewne kiedyś służył odwiedzającym zamiast domofonu. Wcisnąłem przycisk. Za chwilę odezwał się głos: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przedstawiłem się pytając o możliwość rozmowy z siostrą Joanną Franciszką Węgrzyn. Drzwi się otworzyły i wszedłem do rozmównicy. Niewielki stolik przylegał do ściany z metalową kratą. Usiadłem wyciągając zdjęcie i stary artykuł. Zastanawiając się czy rozpoznam siostrę po tak długim czasie, myślałem jednocześnie o pytaniach, które zadam. W nawiązaniu do rozmowy sprzed lat planowałem zapytać, czy siostra nadal codziennie po przebudzeniu, dziękuje Bogu za powołanie? Czy potwierdziły się obawy jej rodziców, że trudno jej będzie się „zmieścić” w życiu klasztornym z tak żywym temperamentem? Jak wygląda jej życie uczuciowe, w związku z wyznaniem, że człowiek nie jest panem swojego serca?
Po kilku minutach drzwi się otworzyły. Siostra, która weszła oznajmiła, że siostry Joanny nie ma w klasztorze. Wyjechała do Częstochowy na spotkanie mistrzyń nowicjatów zakonów kontemplacyjnych. W pierwszej chwili miałem przeprosić i wyjść, ale przypomniałem sobie, że przyjechałem nie tylko oddać zdjęcie ale napisać nowy artykuł.

BEZRADNOŚĆ MATURZYSTKI
Za kratą siedziała aktualna przełożona sióstr wizytek w Jaśle siostra Maria Beata Olech, przebywająca w klasztorze od 42 lat. Opowiedziałem jej historię z 1996 r. podając zdjęcie. Poprosiłem, aby w moim imieniu przeprosiła siostrę Joannę. Nieśmiało zapytałem o jej powołanie spodziewając się ogólnej odpowiedzi w stylu: To jest tajemnica. Usłyszałem pełną dramaturgii historię młodej dziewczyny z Chwałowic k. Tarnobrzega, która w maturalnej klasie intensywnie myślała o swojej przyszłości nie widząc siebie w żadnych zarysowujących się świadomości scenariuszach. – Było już po maturze, z tej bezradności chodziłam codziennie do kościoła na nowennę przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego prosząc o dar rozeznania. Ksiądz proboszcz widząc moją modlitwę zatrzymał mnie pewnego dnia pytając wprost: Zosiu, do jakiego zakonu zamierzasz wstąpić? Odpowiedziałam, że nie mam takich planów, choć oczywiście gdzieś tam w świadomości była i taka możliwość. Proboszcz krótko mi opowiedział o różnych zakonach. Przedstawił pola działań zakonów czynnych, gdzie siostry zajmują się chorymi albo katechizują. Wspomniał też o zakonach kontemplacyjnych. Myślałam o tym długo. Nie wchodząc w szczegóły pomyślałam, że jak iść, to na całość. Tak pojmowałam życie w zakonie kontemplacyjnym. Odwołując się do znajomości z klasztorem w Jaśle ksiądz proboszcz napisał tutaj list i po jakimś czasie przyjechałam zobaczyć z bliska jak wygląda tego typu życie.

OFIARA
Po powrocie do domu wiedziałam, że moim powołaniem jest zostanie wizytką. Najtrudniejszym wyzwaniem było oznajmienie tego rodzicom. Bardzo to przeżywali. Może nie tyle, że zostanę zakonnicą, ale że będzie to zakon kontemplacyjny i już nigdy nie przyjadę do domu. Mamusia prędzej to zrozumiała, choć jak później zobaczyła kratę w rozmównicy to się przeraziła i chciała mnie zabrać. Gorzej było z tatusiem. Po podjęciu decyzji, jadąc do klasztoru uklękłam prosząc o błogosławieństwo. Powiedział, że na taką drogę mi nie pobłogosławi. Wyjechałam do Jasła bez błogosławieństwa ze łzami w oczach. Kiedy się nad tym zastanawiam, myślę, że większą ofiarę złożyli rodzice niż ja sama. Dwa tygodnie po moim wyjedzie rodzice wynajęli samochód z kierowcą i wybrali się mnie odwiedzić. W Rozwadowie mieli wypadek. Wszyscy przeżyli, ale jakoś trudno nie było odczytywać tego wydarzenia jako pewnego znaku. Przyjechali dopiero później. Tatuś ciągle płakał. Pobłogosławił mnie dopiero po dwóch latach. To był taki znaczący moment w moim i jego życiu. Potem, jak sam mówił, z każdym dniem był coraz bardziej szczęśliwy.

SZCZĘŚCIE
Zapytałem o jakiś bilans tych ponad czterdziestu lat. – Musiałabym opowiedzieć o każdym dniu – odpowiedziała siostra Maria. – Wbrew pewnemu stałemu porządkowi, każdy dzień jest inny. Przynosi różne duchowe emocje. Wiele z nich pozostaje dla mnie tajemnicą. Niezależnie od wszystkiego wiem, że Pan Bóg udzieli mi potrzebnych łask i przebywam tutaj z Jego woli. Każdą sytuację przedstawiam mu klęcząc przed Najświętszym Sakramentem. Życie siostry zakonnej to codzienne zawierzenie.
Jedną z częstych intencji modlitewnych sióstr wizytek jest sprawa nowych powołań. Aktualnie w klasztorze w Jaśle przebywa dziesięć sióstr. Siostra Joanna Franciszka jest mistrzynią nowicjatu, choć jest to funkcja tylko teoretyczna, ponieważ w klasztorze nie ma ani jednej nowicjuszki. Jasielskie wizytki w duchu zawierzenia proszą, aby dziewczyny i kobiety, które słyszą Boże wezwanie nie bały się wyboru życia zakonnego. Przykład siostry Marii pokazuje, że za powołaniem jednej osoby kryje się nieraz kilka ofiar. Ale też kryje się trudne do zmierzenia szczęście.

ks. Tomasz Nowak