Inne artykuły Newsy

Ważne, jak czytamy Słowo Boże

Wpisany przez Admin

Kazimierz Ożóg, Ważne, jak czytamy Słowo Boże

   Niedawno obchodziliśmy 50. rocznicę zakończenia Soboru Watykańskiego II. W natłoku różnych zdarzeń i rocznic mało się mówi o fundamentalnym znaczeniu dla Kościoła tego zgromadzenia biskupów, które obradowało kilka lat, najpierw pod przewodnictwem Jana XXIII, potem Pawła VI. Wśród wielu ważnych decyzji tego Soboru było przekazanie pierwszego miejsce  w liturgii  językom narodowych. Po Soborze polszczyzna zajaśniała pełnym blaskiem swojej liturgicznej dostojności. Cudowny język polski stał się językiem Mszy św.

   Wprowadzono czytania tekstów lekcji (czytanie pierwsze i czytanie drugie) przez ludzi świeckich. Zwykle czynią to ministranci. Teksty biblijne są trudne, zawierają bowiem realia dawnych epok, niektóre określenia są bardzo oryginalne,  to wyrazy ze starych kultur, zwłaszcza hebrajskiej, greckiej, rzymskiej, obce współczesnemu człowiekowi zapatrzonemu w nowoczesność, konsumpcjonizm i medialność. Znajdujemy w nich bardzo ciekawe, obce kulturze polskiej systemy nazewnicze. Trzeba to wszystko dobrze odczytać, i jeśli jest taka możliwość, odpowiednio zinterpretować.

  A tymczasem nasza młodzież w ogóle  mało czyta, w  polskiej szkole prawie nie czyta się na głos,  mamy także wstręt do cichego czytania książek, niektórzy wcale nie umieją płynnie czytać i sylabizują, tak sylabizują. Najchętniej młodzi ludzie przeglądają ekrany komputerów, tabletów, komórek. A tu przed ewangelią trzeba przeczytać dwa fragmenty z kapitalnej kultury i przesłania Pisma. I co się dzieje? Starsi zwykle dobrze czytają. Rzecz zrozumiała, bo mają inne doświadczenie kulturowe, wiedzą np. co to żniwa, co to kąkol, zakwas,  co to wiejadło, mają też odpowiednią  wiedzę  religijną. Inaczej młodzi. Czasem lektor ma ogromne kłopoty z przeczytaniem zadanego tekstu. Tych tekstów nie można czytać „z marszu”. Trzeba wcześniej je przygotować. I tu ogromna rola duszpasterzy, którzy muszą wyegzekwować dobre czytanie, i to ze zrozumieniem. Trzeba lektorowi wyjaśnić sens niektórych słów, bo jeśli czytający nie rozumie, co dany wyraz znaczy, to przeczyta z pewnością źle. Oto przykłady: 10 stycznia 2016 była niedziela Chrztu Pańskiego. Czytanie pierwsze z proroka Izajasza „Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, ze nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w  dwójnasób za wszystkie grzechy.” (Iż 4 1-4). I tak, lektor w transmisji Mszy świętej (kanał Polonia o 13) przeczytał słowo  w dwójnasób (archaizm znaczący ‘podwójnie’) jako ‘w dwanaście osób’. Podobnie i lektor w moim kościele parafialnym: „odebrało z ręki Pana karę w dwanaście osób’. Pomyślałem, może nowe tłumaczenie? Nie, w tekście jest w dwójnasób. W niedzielę Zesłania Ducha Świętego, kiedy jest przytaczany słynny fragment  z Dziejów Apostolskich, i wymieniane są „ludy pod słońcem”, czytają okropnie: zamiast Pontu słyszałem Pontonu, zam. Kapadocji, było Kapadacji, zamiast Kreteńczycy, czytano Kretyńczycy. Przykłady można mnożyć.

   Wielkie problemy mają młodzi lektorzy z artykulacją polskich dźwięków. Samogłoski są często redukowane, bo czytający się śpieszy i po prostu nie otwiera szeroko ust. Zamiast czy-ta-nie mamy cztanie. Spółgłoski nie są „dociągnięte” i mało wyraziste, np., zamiast wolność, złość mamy wolnoś, złoś, zamiast grzech, po prostu grze. Częsty jest brak pauz i wyraźnego zakończenia zdania. Nie ma intonacji pytającej. Nie ma intonacji wyrażającej nakaz, żądanie. Wszystko leci „jednym cięgiem”. Papka. I znów ogromna rola naszych braci księży, aby uczulić młodych lektorów na sposób artykulacji. To są ważne sprawy. Słowo polskie powinno nienagannie rozbrzmiewać w  naszych świątyniach.

   Słowo to forma i treść. Jeśli lektor zrozumie sens danego wyrażenia, to z pewnością odczyta go dobrze i porządnie umieści w strukturze całego tekstu. To sprawa ważna, jak czytamy Słowo Boże. Ono samo domaga się o wiele większego szacunku niż słowo ludzkie. A przecież i słowo ludzkie powinno być szanowane. Daję słowo!