Inne artykuły Newsy

Kazimierz Ożóg, Wpływ chrztu Polski na język ojczysty

Wpisany przez Admin
Kazimierz Ożóg, Wpływ chrztu Polski na język ojczysty

Motto: w języku polskim wyraz chrzest pochodzi od słowa Chryst.

   Kiedy pięćdziesiąt lat temu w roku 1966 obchodziliśmy jako naród Millenium chrztu Polski,  miałem już kilkanaście lat i doskonale pamiętam tamte warunki polityczne i tamte uroczystości. Świętowano oddzielnie;  władza polityczna i Kościół, czyli  zdecydowana większość narodu.  Komuniści polscy, sprawujący z woli Związku Radzieckiego władzę, wściekle walczący od zakończenia II wojny światowej z Kościołem katolickim, obchodzili tę rocznicę po swojemu. Nie mówili, że jest to rocznica przyjęcia chrztu, tylko 1000 lat Państwa Polskiego. Akcentowali przy tym „słowiańskość” tego państwa i jego odwieczną walkę z naporem germańskim, podkreślali zgubną  dla kultury polskiej rolę łaciny. Nie zgodzili się na przyjazd Ojca św. Pawła VI do Częstochowy na centralne uroczystości 3 maja 1966 roku. Było to wielkim skandalem, bo Paweł VI odbył tylko kilka pielgrzymek. Wtedy, kiedy naród dziękował Bogu za te tysiąc lat wiary w Chrystusa, tron papieski był pusty i tylko leżała na nim złota róża jako piękne wotum dla Maryi od tego wielkiego papieża. Na Jasnej Górze  była jednak obecna przeszło milionowa rzesza wiernych i tacy giganci polskiego Kościoła, jak prymas Stefan Wyszyński i arcybiskup Krakowa Karol Wojtyła. Była też obecna wielka niepodległa i chrześcijańska myśl narodu, że chrzest Polski był najważniejszym wydarzeniem w jej dziejach. Podkreślano to nie tylko wtedy, ale ta wielka idea  i związana z nią odnowa moralna całego narodu (prócz władzy), obecna była od dziewięciu lat, kiedy prymas Wyszyński ogłosił Wielką Nowennę przed Millenium. Naród przygotowywał się do wolności, zdobywając w tamtym okresie przygotowań wolność ducha. Tak, obchody Millenium chrztu Polski  zaważyły w dziejach zniewolonego narodu bardziej niż niejedno powstanie. Do zbioru zrywów narodowych w obronie wolności trzeba dodać wielkie powstanie milenijne roku 1966! W dalszej perspektywie dało ono polskiego papieża i Solidarność.

   Dzisiaj mamy zupełnie inną sytuację. Polska w roku 1989 wybiła się na niepodległość, władza państwowa i naród mogą razem świętować rocznicę, powtórzmy, tego najważniejszego w dziejach narodu wydarzenia. Styczniowa konferencja prasowa  w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski, kiedy obok siebie występowali przedstawiciele hierarchii, kościelnej, profesorowie mediewiści i marszałkowie Sejmu i Senatu RP wyraźnie to udowodniła. Jednak są inne siły, które teraz, w roku 2016, nie mówią o tych uroczystościach, spychając rolę chrztu Polski na margines,  są to środowiska lewicowe (lewackie), kosmopolityczne, zafascynowane liberalną, świecką wypraną z wartości chrześcijańskich, Unią Europejską, a także niby nowoczesne, polskie tylko  nazwy,  środowiska konsumpcyjne i medialne, bo „bogiem ich jest brzuch i używanie w rzeczach ziemskich”. Co tam chrzest Polski, liczy się teraźniejszość! Wyrzucić historie ze szkół! Po co komu potrzebna! Jeśli Mieszko I żyłby dzisiaj, to doradcy liberalni namawialiby go, aby chrztu nie przyjmował,  bo Europa – jak nam mówią – powinna być świecka.

   My jednak z uporem powtarzamy: rok 966, data chrztu Polski, z wielu względów należy do dat przełomowych w historii naszego narodu. Jest to data najważniejsza i z niej jesteśmy wszyscy jako Polacy, obojętnie czy wierzący czy pozostający poza Kościołem. W roku 966 rozpoczęła się dla Polski prawdziwa nowa era. Z tego wiekopomnego aktu narodziła się inna polska wspólnota, powiązana nie tylko wiarą w Chrystusa, ale ugruntowana w nowych wartościach moralnych, opartych na Dekalogu, w nowym języku i kulturze. Plemiona polskie z chwilą przyjęcia chrztu otrzymały dynamiczny, spójny, prawdziwie pokojowy, twórczy – tak! bardzo twórczy –  niespotykany wcześniej impuls rozwojowy, szczególnie integrujący odrębne grupy plemienne, rzutujący na wszystkie dziedziny życia młodego i stopniowo krzepnącego państwa, poczynając od rodziny, przez wspólnoty osad, wsi, grodów, potem budowanych miast,  przez sprawowanie władzy, nowe sposoby gospodarowania i uprawy ziemi, handlu, rzemiosła, zdobywania, gromadzenia i przekazywania wiedzy, budowy kościołów, aż do obronności i sądownictwa. Trzeba to podkreślać, bo nam „wciskają ciemnotę”, że chrzest Mieszka był tylko aktem politycznym, a on sam był pijakiem i rozpustnikiem.

   Język zawsze odbija to, co dzieje się w posługującej się nim społeczności. Skoro po chrzcie nastąpiły tak rewolucyjne zmiany w Polsce, to wszystkie te zależności musiały być oddane przez język. Rzeczywiście tak jest.

    Język polski z chwilą przyjęcia przez Mieszka I chrztu był już w pełni ugruntowanym językiem narodowym, zdolnym do wyrażania skomplikowanej niekiedy rzeczywistości psychicznej dawnych Polaków i świata fizycznego. Jednak po  966 roku nasz język ojczysty wszedł na nowe drogi rozwojowe. Zmiany były, rzecz jasna, rozciągnięte w czasie. Najpierw zaczęła się era pisma. Naród uzyskał potężny instrument pamięci, bo to, co zapisane, zostaje zatrzymane dla potomnych. Można gromadzić wiedzę, można ją upowszechniać, prowadząc szkoły, przez czytanie tekstu można z tej wiedzy korzystać. Kultura pisma wchodziła do Polski stopniowo, najpierw przez kilka wieków była to dominacja łaciny, która niczym starsza siostra wprowadzała język polski na wyżyny kultury europejskiej i przygotowywała do tworzenia tekstów w naszej mowie. Rola łaciny jest tu nie do przecenienia. Kilka pokoleń Polaków zdobywało wiedzę tylko po łacinie.  Później, już wykształceni, próbowali zapisać teksty w języku polskim. Alfabet łaciński został  stosunkowo szybko zaadaptowany do bardzo trudnych i oryginalnych dźwięków  polskich, i już w XIII wieku postawały arcydzieła po polsku jak chociażby dochowana do naszych czasów Bogurodzica czy fragmenty Kazań  Świętokrzyskich z cudownymi tłumaczeniami Pisma świętego. Potem były arcydzieła z XV wieku: Biblia Królowej Zofii. Psałterz Floriański, Psałterz Puławski. W roku 1543 sejm wydał konstytucję, w której zdecydowano, że zapisy sejmowe muszą być  po polsku.

   Ogromny wpływ chrześcijaństwa obserwujemy w warstwie leksykalnej i składniowej polszczyzny. W ciągu wieków utworzono bądź przejęto z innych języków tysiące leksemów oznaczających nowe realia wiary chrześcijańskiej, nazywających nowe życie szkoły, nauczania, pomnażania wiedzy tworzenia dóbr duchowych i materialnych. Naród wykonał niezwykłą pracę nad utworzeniem nowej semantyki ważnych, związanych z nową kulturą słów. Były to albo zapożyczenia, zwłaszcza z języków greckiego, hebrajskiego i łaciny, albo znakomicie utworzono nasze polskie słowa. Podajmy tylko kilka przykładów. Otóż, codziennie mówimy pacierz, jest to piękne, bardzo stare słowo, zostało ono utworzone od łacińskiego połączenia ‘pater noster’ (ojcze nasz).  Pierwszy wyraz zaadaptowali dawni Polacy jako pacierz. I mamy cudowny wyraz! I możemy mówić, że matka nauczyła nas pacierza po polsku. W każdym naszym pacierzu, kiedy mówimy modlitwę Ojcze nasz, znajdujemy tam frazę „I nie wódź nas na pokuszenie”. Występuje tu niezwykłe dla teologów i filozofów (także dla nas zwykłych ludzi) słowo pokuszenie. Teolodzy spierają się o jego sens. Czy Bóg nas może wodzić na pokuszenie? Stare, ważne słowo należące do grupy wyrazów takich jak,  pokusa, kusić, kuszony. To Jezus był kuszony przez diabła na pustyni, Ewa była kuszona w raju, a diabeł w wielu polskich dialektach nazywany jest kusy. Jak to wszystko zostało utworzone? Bardzo prostu – dawni Polacy dobrze słuchali przekazu biblijnego o  kuszeniu Ewy w raju. Diabeł namawiał ją, używając przewrotnych „mechanizmów perswazji”, aby skosztowała, czyli ugryzła kęs jabłka. W dawnej polszczyźnie ugryźć kęs to było pokuszać. I Ewa pokuszała, czyli ugryzła, a potem zjadła całe jabłko i dała Adamowi, on także pokuszał. A wiec pokusa, bardzo abstrakcyjny wyraz jest od konkretu kuszać. Diabeł kusi, czyli namawia człowieka: spróbuj tylko, skosztuj, to nic złego. Jeśli pokuszamy, czyli ulegniemy pokusie, murowana katastrofa! I jeszcze jedna grupa pięknych, polskich wyrazów: Zbawiciel, zbawić, zbawienie, są to bardzo ważne słowa, fundamentalne określenia naszej wiary. Prześledźmy drogę ich powstania, gdyż zawierają wpisane kapitalne treści teologiczne. Wyraz Zbawiciel odnoszony jest do Jezusa, znaczy ‘Ten, który zbawił’. Dawni Polacy rozumieli jego semantykę następująco: zbawić ma ten sam rdzeń, co być, bawać (wiele razy być), a więc Zbawiciel to ktoś, kto odmienił nasze bycie (bawanie) w czasie. Chrystus odmienił nasz czas, który dla człowieka był przed Jego przyjściem naznaczony grzechem, potępieniem. Chrystus nas zbawił, czyli zmienił nasze bycie, bawanie. Po Jego Męce, Śmierci na Krzyżu i Zmartwychwstaniu mamy otwarte niebo, i długo tam zabawimy. Polacy genialnie odczytali misję Chrystusa i umieścili to rozumowanie w słowie Zbawiciel.  Tego typu przykłady można mnożyć.

   Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa przyszły do Polski nowe imiona, obserwujemy w tym względzie wspaniałą mozaikę nazw greckich, łacińskich, hebrajskich. Jest to warstwa leksykalna używana powszechnie, na codzień, por. Maria, Anna, Elżbieta, Ewa, Adam, Józef, Jan, Jakub, Szymon, Mateusz,  Bartłomiej, Tadeusz, Tomasz (hebrajskie), Piotr, Paweł, Marek, Łukasz (łacińskie), Andrzej, Teofil, Dorota, Agata, Łucja. (greckie).

   Ogromny był wpływ chrześcijaństwa na polskie teksty literackie. Przez kilka wieków, praktycznie aż od wieku XVI  były to głównie zapisy pieśni religijnych, kazań, tłumaczeń Pisma Świętego. Potem dopiero przyszła twórczość świecka. Jednak ta twórczość była – nolens volens – ukształtowana przez wzory polskiej składni biblijnej. Działo się tak z bardzo prostego powodu – otóż Polacy uczyli się pisania po polsku na tekstach tłumaczenia Biblii Jakuba Wujka.

Foto: By Aung (photo) – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4404053