Inne artykuły Newsy

Adwentowe rozmyślania

Wpisany przez Admin

Nie wiem, dlaczego właśnie w adwencie przychodzi mi na myśl szlachetna postać ks. Jana Twardowskiego. 18 stycznia 2016 roku minęło 10 lat od jego śmierci. A przecież to było tak niedawno, 23 lata temu, kiedy to wraz z 12-letnią wówczas moją córką Agnieszką odwiedziłem go w kościele SS. Wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie był rektorem. Potem tych spotkań było więcej. Takiego spojrzenia pełnego dobroci, wyrozumiałości, ciepła, jak u ks. Jana, nie spotkałem już nigdy potem w moim dość już długim życiu. Może właśnie w adwencie, by oczyścić i przygotować swoje serce i duszę na przyjście Pana, szukamy tych, którzy potrafili w naszym życiu dotrzeć do tajemnych, głębokich pokładów naszej wrażliwości. Na otaczający świat i ziemię, na Boga i ludzi.

Dzielę się więc tym moim skromnym doświadczeniem – małym, jak biedronka, szczypawka, mrówka czy ważka z wierszy ks. Jana. Ale, jak pisał ks. Jan – gdyby zebrać te wszystkie drobne okruchy ludzkich dobroci – matek, ojców, dzieci, urosłyby do wielkości potężnego słonia. I taki jest mały Jezus – dobry i uśmiechnięty, w skromnej szopie położony, w pieluszkach, gdzie troskliwa Matka „siankiem go okryła”, by nie zmarzł zbyt wiele…

Od tego czasu sprzed ponad dwóch tysięcy lat nic się nie zmieniło. Ciągle czekamy na przyjście Pana, Zbawiciela Świata. A oto „Adwentowe rozmyślania” ks. Jana Twardowskiego.

W Adwencie czekamy na koniec świata, na przyjście Pana Jezusa i na święta Bożego Narodzenia. Okres oczekiwania na Boga, to jest chyba najpiękniejszy okres w życiu: okres tęsknoty za samym Bogiem.
Wszyscy tęsknimy za nim, wierzący i niewierzący. Człowiek niewierzący, jeśli pragnie miłości prawdziwej, dobrej, sprawiedliwej – to nieświadomie tęskni za Bogiem.

Na początku Adwentu czytamy o potrzebie czuwania. „Czuwajcie” a nie „oczekujcie”. „Czuwać” – znaczy więcej, niż czekać. Czuwanie zawiera przyjście naprzeciw i kryje miłość rozbudzoną, nie śpiącą.
Cokolwiek nas spotyka, jest zawsze od Pana Jezusa. Jest to świadomość Adwentu, który się nigdy nie kończy. Całe nasze życie jest Adwentem. Jest ciągłym czekaniem na przyjście Jezusa.

Dobrze o tym pamiętać: w każdej chwili mogę się z Nim spotkać. Jak często Go odrzucamy, zamykamy oczy, usypiamy, a On stale przychodzi, stale puka do drzwi, stale ma jakieś życzenie: nie bądź egoistą, nie myśl tylko o sobie, oczyść swoje serce.

…………………………………………………………..

Człowiek nigdy nie jest sam, rozmowa z ks. Janem Twardowskim w Warszawie, 1993 r.

Andrzej Szypuła: Czym dla Księdza jest poezja, którą Ksiądz pisze?
Ks. Jan Twardowski: Poezja, to dla mnie zbyt wielkie słowo. Wolę słowo: wiersze. Są one dla mnie sposobem na dogadanie się z drugim człowiekiem, szukaniem kogoś, kto odpowie na ten język. Myślę, że jest pewna grupa ludzi wrażliwych na wiersze. Wydaje mi się, że czasami łatwiej trafiają one do człowieka, niż kazania czy rekolekcje. Poza tym uważam, że nie ma poetów wielkich i małych. Raczej są różni poeci. I ta odmienność jest wartością.

AS: Czy łatwiej trafić człowiekowi do Boga drogą własnych, indywidualnych przeżyć i przemyśleń, czy też na zgromadzeniach, drogą zbiorowej modlitwy? Czy może jedno i drugie ma swoje własne drogi i wymiary?
JT: Gdy modlimy się wspólnie, to modlitwa ta jest pusta, jeśli nie było przedtem modlitwy osobistej. A jeżeli jest tylko modlitwa osobista, to znowu jest to za mało. Przecież człowiek nigdy nie jest sam. Choć właściwie – jest i razem, i osobno. Ale myślę, że najpierw trzeba mieć własny kontakt z Bogiem, by potem brać udział w zbiorowej modlitwie. Jedno i drugie jest potrzebne. W Ewangelii znajdziemy zdania przemawiające i za modlitwą osobistą, i za wspólną.

AS: Czy wiersze są raczej osobistą drogą do Boga?
JT: Nie sądzę. Niedawno byłem zaproszony do Kielc, gdzie przedstawiono program złożony z wierszy i muzyki. Przyszło wielu słuchaczy.

AS: Język sztuki posługuje się różnymi znakami. Cel jest jakby ten sam – poruszyć duszę człowieka.
JT: Muzyka wydaje mi się sztuką najbardziej głęboką, najbardziej uduchowioną. Jest to język szczególny, zwłaszcza w połączeniu z tekstem.

AS: Najszlachetniejszym przykładem w muzyce religijnej może być chorał gregoriański.
JT: Tak. W chorale jest ogromna oszczędność środków, a jednocześnie ogromna siła i głębia. Charakterystyczne, że każdy autor jest tu jakby ukryty, bezimienny. Najdawniejszym twórcą pieśni Kościoła był król Dawid. Ciekawe, że ludzie zwykle nie wiedzą, kto tworzył te piękne psalmy i hymny, a śpiewają je podczas nabożeństw. Pieśń Franciszka Karpińskiego „Kiedy ranne wstają zorze” przeszła już na własność ludzi, twórca stał się bezimienny. Podobnie jest z pieśnią „Kto się w opiekę”, która jest psalmem Dawida. Na całym świecie pieśni Kościoła śpiewają ludzie prości i wykształceni. To język uniwersalny, który łączy wszystkich. Tekst Ewangelii ma różne pokłady – i dla dzieci, i dla dorosłych. Każdy go zrozumie – i dziecko, i mędrzec.

AS: Ciągle trzeba nam wracać do korzeni naszej chrześcijańskiej kultury.
JT: Tak, trzeba nam wracać do korzeni. My jesteśmy teraz zalani tą podkulturą młodzieżową, która niesie z sobą wiele niepokoju. Młodzież mamy muzykalną, ale zagubioną w tej wrzaskliwej podkulturze.

AS: Ta muzyka, nazwijmy ją uliczną, ogarnia niemal wszystkich. Ta najgłębsza i najbardziej wartościowa staje się domeną wąskiej grupy ludzi.
JT: Muzyka uduchowiona zawsze miała na celu oderwanie się od tego zgiełku i ulicznego gwaru. Stanowiła jakby jego zaprzeczenie. Miała na celu uspokojenie człowieka, uleczenie go. Myślę, że ta żywa, podniecająca muzyka przeżyje się. Nic się tak szybko nie starzeje, jak to, co nowe.

AS: Czy zechciałby Ksiądz opowiedzieć swoich spotkania z kompozytorem Zygmuntem Mycielskim?
JT: Miałem z nim miłe spotkania. Wspólnie zastanawialiśmy się nad tekstami liturgicznymi, łacińskimi, które wykorzystywał on do swoich dzieł. Pomagałem w ich wyborze. Odwiedzałem go w szpitalu, kiedy był już bardzo chory.

AS. Bardzo dziękuję Księdzu za rozmowę.

……………………………………………………………

Dziś ciągle myślę o szlachetnej postaci ks. Jana Twardowskiego (1915-2006) – wspaniałego kapłana, dobrego ojca, miłującego Boga, ludzi, przyrodę. Jego postawa, twórczość, dobre serce – oto drogowskaz na całe nasze życie, które ciągle jest adwentem, oczekiwaniem na przyjście Pana. Niechże będzie mi wybaczony poniższy wiersz, napisany niedawno, na 100-lecie urodzin i w 10 lat od jego śmierci.

czasami przychodzi do mnie ksiądz Jan Twardowski
wpada na chwilę jak po ogień
pyta o wszystko
jakby go tu dawno nie było

pyta niespokojnie o losy wszystkich zapomnianych biedronek
muszek ważek jaszczurek
za nic mając ludzki los
i mnie samego

a my wyglądamy świętości
jak kania dżdżu
w swojej bezradności
czekając na cud zbawienia

tymczasem ksiądz poeta
kłuje nas dziobem drewnianego bociana
byśmy otworzyli oczy
na każdą chwilę istnienia

i pogłaskali białego królika
który w swoim spojrzeniu
ma tyle miłości
ile dusza zapragnie

Całe nasze życie jest nieustannym Adwentem. Oczekiwaniem na Przyjście Pana. I choć przeżywamy tę Tajemnicę we wspólnocie, to przecież każdy szuka tej drogi we własnym sercu, w tęsknocie duszy, która płacze, gdy widzi upadły świat i pustkę grzechu i rozjaśnia swoje wnętrze betlejemską gwiazdą nadziei. Pan już blisko… Oto moja skromna refleksja adwentowa.

z ciemności
wyłania się tęsknota

światło
jarzy się nadzieją

oto
Pan przychodzi

każdego dnia
pokojem

nieodpartym
marzeniem spełnienia

wstawaj
szary świt

razem czuwajmy
adwent

Jeszcze oddaję głos ks. Janowi Twardowskiemu. Bo już czas składać życzenia. Oto „Wiersz staroświecki” ks. Jana, mimo tytułu, ciągle aktualny.

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko nam się rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

I oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego
i niech nastraszy każdy smutek
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło,
było zwyczajne, proste sobie,
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska cichych, ufnych,
na zawsze wzięła swoje ręce.

Niech nam wszystkim jasnym blaskiem świeci Betlejemska Gwiazda Nadziei!

Andrzej Szypuła