Inne artykuły Newsy

Karol Wojtyła kochał książki

Wpisany przez Admin

A czy my je kochamy? Czy czytamy? Jakie miejsce w naszym życiu zajmuje Księga najważniejsza, Pismo święte? To tylko niektóre pytania zadawane w tym artykule.

   Habent sua fata libelli – mówi łacińskie przysłowie. Książki mają swoje losy, często są to niezwykłe dzieje, powiązane jednak zawsze z człowiekiem, który wymyślił książkę, aby spełniała we wspólnocie ludzkiej wiele ważnych funkcji.  Każda wartościowa  książka nie tylko opisuje świat, ale jest wielkim dialogiem z drugim człowiekiem. Dzieła religijne są natomiast dialogiem z Bogiem i z człowiekiem. Karol Wojtyła, Jan Paweł II był najpierw człowiekiem Księgi najważniejszej, Pisma Świętego, które szczególnie umiłował, bo było Ono rzeczywistą Księgą jego życia. I kolejno, był człowiekiem kochającym inne księgi, mniejsze niż Tamta, ale w jakiś sposób ważne. Ten największy z rodu Polaków kochał książki, które były żywiołem jego myśli i działania. Starał się, aby codzienny kontakt z książką, tak jak kontakt z Bogiem i drugim człowiekiem,  był  sensem jego  bycia w świecie. Bez cienia przesady można powiedzieć, że w ciągu całego swojego życia, od momentu, kiedy  tam w Wadowicach nauczył się czytać, obcował z książką codziennie. Nie było takiego dnia w życiu Papieża, aby nie miał książki w ręku, aby nie czerpał z niej mądrości, radości rozmowy z Bogiem  i zachęty do działania.  Opatrzność nagrodziła Go za tę miłość do książek, najpierw w swoich niezbadanych wyrokach czyniąc Go „wielkim w mowie i czynach” kapłanem, biskupem, kardynałem, wreszcie papieżem, ale też swoista nagroda została mu dana już po śmierci,   przypomnijmy sobie dzień Jego  pogrzebu,  ascetyczną trumnę, w której był złożony Ojciec święty, i obok krzyża na wieku trumny książka, której strony niby kolejne lata życia przewracał wiatr. Potem nastąpiło rzeczywiste  zamknięcie Księgi i symboliczne  życia,  które właśnie z powodu  Pisma, znalazło miejsce w innym Życiu. Tyle, dość, wystarczy, reszta w rekach Boga, zdawała się mówić zamknięta Księga.   Coś niezwykłego, scenariusz prosty i wzniosły, najlepiej charakteryzujący Karola Wojtyłę, który nie  tylko czytał i medytował nad książką, ale także pisał różne teksty, mniejsze i większe, pisał książki. encykliki, adhortacje, przemówienia, homilie, tworzył poezję –  by wymienić najważniejsze gatunki.  Jego dorobek jest ogromny i czytanie tych dzieł, tych tekstów powinno być naszym udziałem. A my, tacy zaaferowani „barwną codziennością medialną” nie garniemy się do czytania, nie chcemy obcować z wartościową książką. Unikamy  często czytania z czystego wygodnictwa.

Habent sua fata libelli, powtórzmy raz jeszcze to łacińskie przysłowie. Każdy z nas, czytający codziennie, ma takie ważne, życiowe książki, do których wraca, które są czymś istotnym w naszym życiu i działaniu, które znakomicie wchodzą w nasz  fundament aksjologiczny Dla mnie jedną z takich książek, którą odkryłem w młodości, kiedy Karol Wojtyła był jeszcze kardynałem w Krakowie, i znaliśmy Go osobiście,  są jego „Rekolekcje watykańskie” z roku 1976. Książka ta towarzyszy mi od momentu wydania i jest nieustannie przeze mnie czytana. Jest  to, według mojej oceny, jedna z najlepszych książek o Kościele i świecie współczesnym, napisana pod koniec XX wieku.  Karol Wojtyła, ówczesny kardynał krakowski, wygłosił  te rekolekcje dla  papieża Pawła VI i jego najbliższych współpracowników na początku Wielkiego Postu między 5 a 12 marca 1976 roku. Był to niewątpliwy zaszczyt dla polskiego kardynała. Rekolekcje były napisane po polsku, natychmiast przetłumaczono je na język włoski,  i właśnie w tym języku Karol Wojtyła je wygłaszał w kaplicy św. Matyldy w Watykanie. Skrócony tekst rekolekcji opublikował najpierw krakowski miesięcznik  Znak, a pod koniec 1976 katolickie wydawnictwo Pallotinum. Przechowuję te wydania jak cenną relikwię. Mam także pełne  wydanie emigracyjne, nieokrojone już przez cenzurę, które pod tytułem  Znak sprzeciwu ukazało się w Paryżu w roku 1980. Otóż krótkie Słowo wstępne do tego wydania napisał kardynał Stefan Wyszyński. Ucieszyłem się, kiedy przeczytałem następujące słowa Prymasa Tysiąclecia:  „Karol Kardynał Wojtyła, Arcybiskup Metropolita Krakowski, został wezwany przez Ojca  świętego Pawła VI, aby usłużył na Watykanie Słowem Życia – Papieżowi i jego najbliższym współpracownikom. Chociaż nie bez lęku, jednak z pełną uległością i ufnością w pomoc Ducha Świętego, podjął Biskup Krakowa to zaszczytne zadanie. Wprowadził w nie swoją wiarę, dorobek żarliwej modlitwy i doświadczenie pasterskie. Ubogacony tymi darami, mógł wypełnić zlecone Mu zadanie, wznosząc optymizm człowieka silnego w wierze i prostego w postawie Syna Narodu, który zwykł jest mówić  tak – tylko Bogu, Kościołowi Chrystusa i Jego Matce. Właśnie to  tak – wolne od zaplecza zwątpień –  wniósł na Watykan.” Ucieszyłem się, bo Kardynał Wyszyński potwierdzał moją wysoką ocenę książki Karola Wojtyły.

Wracajmy do autentycznych źródeł dobra, prawdy, piękna przez mądre książki. „Gdzie jesteś źródło, gdzie jesteś źródło?” Pyta Karol Wojtyła w „Tryptyku Rzymskim”. Czytajmy  jego teksty i znajdziemy w nich odpowiedź!

Kazimierz Ożóg