Homilie i kazania Newsy

Nie pytam Cię Panie dlaczego nam Go zabrałeś, ale dziękuję Ci Panie że nam go dałeś – homilia na pogrzebie śp. ks. Marka Drausa

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Ekscelencjo – księże Biskupie, drodzy współbracia w kapłaństwie, drogie siostry zakonne, zgromadzeni na tej żałobnej uroczystości siostry i bracia, droga siostro Franciszko i kochani Rodzice śp ks. Marka.

Ból i smutek, po ludzku patrząc, przepełniają nasze serca z powodu niespodziewanej śmierci ks. Marka. Ale z tego bólu i smutku rodzi się także chrześcijańska nadzieja, że życie nasze zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdziemy mieszkanie przygotowane w niebie – mówi nam liturgia pogrzebowa.

Jak słyszeliśmy przed chwilą, św. Paweł poucza nas, że nikt z nas nie żyje dla siebie i niej nie umiera dla siebie: jeśli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana.

Dziś stając wobec trumny, w które spoczywa ciało śp. Ks. Marka, zasmuceni jego niespodziewanym odejściem, dziękujemy także Bogu za jego życie i kapłańską posługę. Nie pytam Cię Panie dlaczego nam Go zabrałeś. Ale dziękuję Ci Panie, że nam Go dałeś.

Marka znam od dzieciństwa i od tamtego czasu byliśmy przyjaciółmi. Był jak większość chłopaków w tamtym czasie, miał swoje zainteresowania, można było na Niego liczyć, chętnie pomagał, także i w domowych obowiązkach. Był też pilnym uczniem, starał się być zawsze przygotowanym. Wiele wspomnień się tu nasuwa. Pozwolę sobie przywołać je, gdyż Marek jako starszy o rok kolega zawsze był dla mnie wzorem. Zawsze chętnie brał z nami udział w zabawach przed blokiem, na boisku. Wspominam wspólne wyjazdy na rowerze. Jako interesujący się elektroniką wiele czasu spędzaliśmy na montowaniu układów, nawet kilka tygodni mieliśmy swoją rozgłośnię radiową własnoręcznie poskładaną, nagrywaliśmy swoje audycje na poważnie i na wesoło, słuchaliśmy płyt, które kolekcjonował ze swoimi ulubionymi zespołami, mieliśmy swój domofon. Na różne sposoby spędzaliśmy czas, ale zawsze wychodziło nam to na pożytek, gdyż nabywaliśmy niejednokrotnie nowych umiejętności. Wiele razy przychodząc do Marka, zastawałem go w kuchni przygotowującego obiad czy zmywającego naczynia, gdyż rodzice byli w pracy. Patrząc na to wszystko wiele się uczyłem. Mieliśmy w zwyczaju jako młodzieńcy uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. o 6:30 jeszcze w kościele Farnym, a to wiązało się ze wczesnym wstawaniem, ale jakoś nikt z nas nie ubolewał z tego powodu. Najważniejsze dla nas było, że Dzień Pański rozpoczynaliśmy od spotkania z Bogiem a później mogliśmy mieć czas i na swoje sprawy. Obaj także kilka lat należeliśmy do Oazy i tam posługiwaliśmy jako animatorzy, także i na turnusach wakacyjnych. I właśnie tam zaczęło się rodzić w Marku powołanie do służby Panu Bogu. Swoje powołanie starał się rozeznawać początkowo pod opieką oo. Kapucynów, gdzie brał udział w rekolekcjach i utrzymywał korespondencję, a później był w postulacie. Wtedy wręczył mi obrazek Najświętszego Ser-ca Pana Jezusa, na którym napisał słowa: „Zawierzyć Sercu Jezusa to nie sztuka – spróbuj”. Sam się powierzył Sercu Jezusowemu i zachęcał do tego innych. Wkrótce odkrył że Pan wzywa Go do służby w naszej diecezji, dlatego wstąpił do rzeszowskie-go seminarium. Ten czas przygotowania do kapłaństwa chociaż piękny, dla Marka nie zawsze był łatwy, gdyż różne dolegliwości nieraz dawały o sobie znać, co utrudniało Mu systematyczną naukę. Ale z Bożą pomocą pokonywał je i kolejne egzaminy zdawał pomyślnie przybliżając się do dnia święceń 24 maja 2001 roku. W kapłańską drogę wyruszał ze słowami proroka Izajasza, wypisanymi na prymicyjnym obrazku: „Będę miał ufność i nie ulęknę się, bo mocą moją i pieśnią, jest Pan. On stał się dla mnie zbawieniem”. Poniżej napisał: Kochanym Rodzicom, Siostrze, Rodzinie i Wszystkim, którym winienem wdzięczność oraz Tym do których mnie poślesz przez ręce Niepokalanej Matki błogosław Dobry Boże.

Jako kapłan pracował w Jaśle, Frysztaku i Rzeszowie, gdzie zjednywał sobie życzliwość parafian, dzięki czemu mógł wiele dobrego zdziałać. Wspomnę chociażby piękne koncerty poświęcone św. Janowi Pawłowi II, organizowane wielokrotnie we Frysztaku, co wymagało od Niego wiele miesięcy przygotowań. Prowadził także wakacyjne oazy dla dzieci i młodzieży, które zawsze starał się uatrakcyjniać, tak, aby dzieci wyjeżdżały zadowolone i ubogacone duchowo. Również i jego praca z trudną młodzieżą i z chorymi dziećmi też wymagała od niego serca, poświęcenia i systematycznego rozwoju swoich kwalifikacji, aby móc tym podopiecznym służyć jak najlepiej.

Był człowiekiem radosnym, tryskającym humorem, przez co był lubiany. Gdy Marek był na spotkaniu rocznikowym, zawsze było radośnie. Będzie nam tego brakowało.
Nikt z nas nie żyje dla siebie. Marek też nie żył tylko dla siebie, dostrzegał też innych, zawsze miał czas dla drugiego człowieka, a szczególnie dla współbraci w kapłaństwie. Panu Bogu się poświęcił i Boga ludziom niósł i im go dawał, ale też dawał siebie, swoje serce, swój czas i wiele razy konkretną pomoc.
Dziś my tu zgromadzeni, reprezentując tych wszystkich, którym ks. Marek posługiwał wyrażamy Bogu wdzięczność za kapłańską drogę ks. Marka.

Doświadczenie śmierci dla nikogo nie jest łatwym, ani dla odchodzącego, ani dla żegnających. Ks. Jan Kaczkowski, który przed rokiem także w młodym wieku odchodził do domu Ojca, mówił kiedyś: o wiele łatwiej umiera się tym, którzy kochali albo byli kochani. Obecni na tej uroczystości żałobnej dobrze wiemy, że ks. Marek był kochany, bo był dobrym człowiekiem i kapłanem, dającym serce drugiemu człowiekowi.

Pan stał się jego zbawieniem. Od tej chwili zmienia się sposób naszej łączności z ks. Markiem, jednak pozostaje na zawsze. Mamy w nim swojego bliskiego orędownika przed Bogiem, który tak jak tu składając Bogu ofiarę wypraszał powierzonym Mu wiernym potrzebne łaski, albo za nie Bogu dziękował, tak tym bardziej teraz, gdy jako kapłan na wieki już w chwale może nadal polecać nas Bożej opiece. Pamiętajmy o tym w naszych modlitwach.

Jezus w czasie ostatniej wieczerzy modlił się modlitwą, którą nazywamy arcykapłańską: Ojcze chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś… Wierzymy, że ks. Marek jako kapłan Chrystusowy, pragnie spotkania z nami w domu Ojca, gdy zakończymy wędrówkę w doczesności. Wierzymy, że o to będzie Boga prosił.
Ks. Jan Twardowski pisał: Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna. Rozpadł się dom doczesnej pielgrzymki naszego współbrata w kapłaństwie, wspierajmy Go naszą modlitwą, aby zdając o sobie samym sprawę Bogu, zasłużył na wieczną nagrodę, dom nie ręką ludzką uczyniony w niebie. Amen.

Kazanie wygłosił ks. Witold Pazdan 17 marca 2017 r. w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Sędziszowie Małopolskim