Materiały duszpasterskie Newsy

Felieton Wikarego na 12 listopada 2017 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Moje plany, a plany Opatrzności?

Badania statystyki policyjnej z ostatniego tygodnia są zatrważające, gdyż ukazują ogrom negatywnych zjawisk, które notuje się u nastolatków. Tak wielka liczba prób samobójczych u najmłodszych w wieku od 11 do 18 lat, jak w tym roku, nigdy wcześniej nie była odnotowana. Różne artykuły w prasie, reportaże w telewizji nawiązywały do tych smutnych danych. Podawano wiele przyczyn, nie będę ich tutaj przytaczał, bo nie takie jest zadanie mojego felietonu, ale pragnę zwrócić uwagę naszą, Drodzy Czytelnicy, na wartość życia każdego człowieka. „Wyścig szczurów”, w którym wszyscy bierzemy udział; sprawia, że zapominamy o planach Boga wobec każdego człowieka. Większość z nas skupia się na osiąganiu kariery, wypełnianiu planów zawodowych, na zadaniach do których wzywają nas obowiązku stanu i bardzo dobrze, że tak jest, gdyż trudno siedzieć i nic nie robić.

Największym niebezpieczeństwem jest bezczynność, która niszczy psychikę i duszę człowieka, a w konsekwencji przyczynia się często do wielu depresji, chorób psychicznych czy w końcu do prób targnięcia się na swoje życie. Rodzi się pytanie: co mamy robić, aby nie zaniedbywać swoich obowiązków zawodowych, a zarazem nie zagubić siebie i swoich bliskich w bezkresie pracoholizmu czy nieustannego zgrywania się na kogoś – kim w rzeczywistości nie jesteśmy? Gdzie szukać pomocy, aby odkrywać Boży plan wobec każdego człowieka?

Jedną z pomocy daje nam liturgia słowa z XXXII niedzieli w ciągu roku. Gdy sięgamy do czytania z księgi Mądrości, słyszymy, że mądrość znajdą tylko ci, którzy jej szukają. Sami wiemy, że mądrość to nie wiedza czy biegłość w jakiejś dziedzinie nauki, ale mądrości uczymy się całe życie poprzez trudy i zmagania, które niesie codzienność. Autor natchniony zwraca naszą uwagę na to, że potrzeba jednak wprowadzić w swoje życie pewne ograniczenia, które sprawią, że będziemy tęsknić za rzeczywistością ponadczasową, bez której prawdziwy chrześcijanin nie jest w stanie zdrowo funkcjonować. Słyszymy takie słowa: „ O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie: sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na drogach i popiera wszystkie ich zamysły”. Rodzi się nam tutaj jeden z pierwszych wniosków, a mianowicie: czas poświęcony na modlitwę i na zastanowienie się nad życiem; skutkuje bardzo szybko odkryciem sensu życia oraz buduje w nas postawę roztropności, bez której nie jesteśmy w stanie dobrze realizować swojego życiowego powołania. Nasze poszukiwanie Bożej mądrości zostaje dopełnione przez przypowieść o pannach mądrych i nieroztropnych, która ukazuje nam mądrość, jaką powinniśmy kierować się w czynieniu miłosierdzia wobec potrzebujących. Jerzy Gugała w swoim rozważaniu pt. „ Czyń mądrze” napisał, że: „nierzadko można dostrzec wyciągnięta rękę i prośbę o pomoc. Znane są dwie teorie. Jedna mówi, że lepiej dać się kilka razy naciągnąć niż jeden raz odmówić prawdziwie potrzebującemu. Druga zaś mówi, że trzeba dobrze się zastanowić nad tym ile i komu można dać”. Już sami musimy dokonać moralnej oceny danej pomocy. Pamiętamy przykazania Boże i wiemy, że nie możemy współpracować ze złem. Nie wolno nam popierać grzechu, gdy wiemy, że ktoś wykorzystuje nasza pomoc na złe cele, niszczy siebie i innych przez lenistwo i alkohol czy narkotyki, to nie wolno nam w tym przypadku pomagać finansowo. Należy zwrócić uwagę i udzielić pomocy, która skieruje danego człowieka na leczenie czy wyzwolenie ze słabości.

Wracając do smutnych policyjnych statystyk, które zasygnalizowałem na początku felietonu, pragnę uwrażliwić szczególnie rodziców na to by pamiętali, że dziecko to nie przedmiot, który można dowolnie przesuwać, ale to osoba, która jest nam dana i zadana, aby przygotować ją do dorosłego życia, dlatego konieczny jest personalny styl wychowania. Co to znaczy? Styl wychowania, który nie zostawia młodego człowieka samemu sobie, ale pokazuje mu cel życia w wymiarze wiecznym i realistycznym tu na ziemi oraz towarzyszący mu w jego trudnościach, budujący relacje nie na terrorze domowym, ale zaufaniu. Gdy rozmawiam z rodzicami, to okazuje się, że większość traktuje swoje dzieci jak jakieś zabawki, które można zostawić, a potem znów używać. To jest skandal i jedna z przyczyn, która powoduje, że dzieci i młodzież czują się wyobcowani. Dom jest dla nich tylko azylem, a nie ostoją bezpieczeństwa czy miłości. Pamiętam wypracowanie jednego z uczniów liceum: „dom dla mnie to nie tyle miejsce, to atmosfera ciepła i bliskości. Mieszkam razem z Mamą, bo mój Tato szybko umarł, gdy miałem 7 lat, ale od najmłodszych lat pamiętam, że z radością wracam do domu, gdzie często w kuchni siedzimy i rozmawiamy, wspominamy czasy dzieciństwa, wspominamy zmarłego ojca i to co mówił. Najważniejsze jest to, że najtrudniejsze sprawy wspólnie z Mamą rozważamy, a gdy trzeba mnie upomnieć, bo przecież święty nie jestem, to Mama nie boi się, ale często bardzo konkretnie i surowo wskazuje moje błędy. Nie po to by mnie upokorzyć i zniszczyć, lecz po to bym zrozumiał sam i nauczył się życiowej mądrości. Gdy byłem na wymianie językowej ze szkoły, to często myślałem o tym, co mi Mama mówiła i ta pamięć o domu pełnym ciepła i przebaczenia nieustannie mi pomaga”. Chyba sami wyczuwamy klimat tego domu, atmosfery jaka w nim panuje. Z tego domu nikt nie będzie uciekał, nie będzie zrywał relacji z rodzicami po ukończeniu 18 roku życia, ale tym bardziej będzie wracał z nostalgią i mobilizacją by nieść dobro.

Nie dajmy się uśpić, ale podejmujmy odważną drogę Bożej roztropności, która stanie się przyczyną wielkiej naszej radości.