Materiały duszpasterskie Newsy

Felieton Wikarego na 5 listopada 2017 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Wiarygodność chrześcijaństwa

Gdy w czasach studiów zajmowałem się analizą tekstów św. Augustyna, a szczególnie wielkim dziełem pt. „O Państwie Bożym”, to wiedziałem, że kiedyś ta tematyka będzie potrzebna. Rozważania Tego wielkiego Ojca Kościoła dotyczą szerokich aspektów życia ówczesnego mu człowieka i świata, ale w bardzo mocny sposób wykraczają poza ramy danej epoki historycznej i mają znaczenie uniwersalne i ponadczasowe.

Kiedy dzisiaj obserwujemy świat, to łatwo dostrzec, że brakuje nam konkretnych argumentów świadczących o wiarygodności naszej wspólnoty religijnej, jaką jest Kościół Powszechny. Gdy żył św. Augustyn sytuacja społeczno – polityczna nie była wcale łatwiejsza, gdyż ciągłe walki nawróconych z pogaństwa i nawróconych Żydów, powodowały wielkie konflikty, antagonizmy, które doprowadzały do marazmu i blokady. Wyraziło się to w wielkim posiewie ówczesnych herezji i błędnych poglądów, co bardzo zaniepokoiło Biskupa Hippony, stąd podjął się napisania dzieła, które będzie miało wkład w walkę o wierność Bogu i szacunek dla człowieka. My dziś oczywiście możemy sięgnąć do jego argumentów, które dotyczą przede wszystkich: rzeczywistości społeczno-politycznej, chronologii i czasu oraz wartości nauczania Kościoła i Tradycji. Trudno nam tutaj dziś przytaczać wielkie passusy Jego dzieła, ale warto uświadomić sobie, że my współcześni chrześcijanie wezwani jesteśmy; tak jak nasi przodkowie wtedy na przełomie IV i V wieku po Chrystusie; do obrony naszej wspólnoty, a przede wszystkim do takiego życia nauką Chrystusa, które spowoduje, że wątpiący i zbuntowani sami będą się zastanawiać nad byciem autentycznym katolikiem.

Dzisiejszy świat jest mieszanką wielu poglądów, niektórzy często zagubieni podejmują akty apostazji, w rzeczywistości nie wiedząc co czynią, a będąc pod wpływem zamieszania i zagubienia. O czym to wszystko świadczy? Myślę, że mogę zaryzykować twierdzenie, że jest to wynikiem słabego naszego świadectwa i braku autentycznej wiary. Przecież nie możemy się tylko cieszyć tym, że mamy ludzi w kościołach, bo to jeszcze za mało. Masowość religijna już się zdezaktualizowała. Dziś potrzeba autentycznej relacji z Bogiem, którą budować będziemy na solidnej medytacji biblijnej, na prawdziwym życiu słowem Bożym. Niektórzy mówią: „ a ciągle ksiądz tylko o tej medytacji biblijnej”. Przepraszam bardzo, Drodzy Czytelnicy, ale sam podejmuję codziennie, a nawet kilka razy w ciągu dnia medytację Bożego Słowa i choć mam mnóstwo zajęć, to zauważam, że to pogłębia odniesienie do Boga, ale i do każdego spotkanego człowieka. Dopiero wtedy zauważam jak wyglądają problemy i wiem, że nie jestem sam, bo obecność Pana wyczuwalna jest nieustannie. Nie piszę tego, aby się chwalić, bo miałem etap w życiu, że nie podejmowałem medytacji, ale pewnego dnia 10 listopada 2012 roku podszedł do mnie jeden z księży i zapytał: „ odprawiasz codziennie medytację?”, ja wtedy zamarłem w bezruchu i zapytałem: „ dlaczego o to pytasz?”, a on odważnie: „pytam jeszcze raz odprawiasz codziennie medytację?”. Bałem się, ale przyznałem się, że nie odprawiam, bo czasu mi brakuje, a on wtedy: „to chłopie bierz się za Słowo Boże, bo bez tego długo nie wytrwasz w wierze” i odszedł. Nie wiem kim był ten kapłan, nigdy go już więcej nie spotkałem, ale tego dnia nie zapomnę i wtedy podjąłem uczenia się medytacji biblijnej na nowo, zgodnie z tym czego uczono nas w czasie formacji seminaryjnej. Dzisiaj dziękuję Bogu, że posłużył się tym kapłanem, dla mnie świadkiem wiary i Bożym posłańcem, aby dać mi światło w kapłańskiej posłudze. Przepraszam, że tak o sobie dużo dzisiaj, ale ufam, że to świadectwo zachęci Was do walki o swoją wiarę i wiarygodność przez codzienną modlitwę, która będzie karmiona żywą relacją z Bogiem przez Słowo i wierność Tradycji Kościoła. Nie da się wierzyć tylko przez samą obecność na nabożeństwach, potrzeba osobistego wysiłku, ciszy i zastanowienia. Dostrzeżemy wtedy, że wiara jest czymś żywym, co posyła nas do innych. Wtedy sami zauważymy, że ludzie spotykani na drodze życia będą dla nas wielkim wyzwaniem, a nie zagrożeniem. Dlaczego tak wielu z nas nie szanuje innych, tylko kieruje się pychą i pogardą? Co najgorsze wcale nie dotyczy to osób niewierzących, ale często „niby” wiernych katolików. Gdzieś coś jest nie tak, zagubiliśmy sens wiary. Sami nie wiemy kim jesteśmy. Skupieni jesteśmy na pieniądzach, albo robieniu kariery. Niektórzy tak uzależnili się od posiadania i choć niby wiele nie mają, to głównym problemem ich codzienności jest myślenie o finansach – świadczy to o wielkiej depresji i zagubieniu, zepsuciu moralnym, gdyż wiara zakłada pracę nad sobą i dawanie świadectwa, a nie tylko popadanie w kompleksy i niszczenie innych, jak to często obserwujemy.

Nasze chrześcijaństwo współczesne przeżywa kryzys osobistej relacji z Jezusem. Mówił o tym wiele razy papież Benedykt XVI i papież Franciszek. A my często w ogóle nie przejmujemy się tym, bo przecież ciągle praca i zabieganie. Nie dostrzegamy, że różne sekty i dziwne wspólnoty „niby religijne” niszczą naszych młodych, wciągają w różne fałszywe relacje i niszczą psychikę. Czy dalej nas to nie rusza? Dalej myślimy, że wystarczy, iż mamy wielu wiernych w świątyniach? Nie dajmy się uśpić i nie popadajmy w marazm, bo to doprowadzi w konsekwencji nie tylko do pustych kościołów, ale do wielu rodzinnych i państwowych tragedii. Może niektórym wydaje się, że to fatalistyczne myślenie, ale obawiam się, nie tyle fatalistyczne, co bardzo realistyczne.

„Wstań, który śpisz i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”, to słowa znanej pieśni na Zmartwychwstanie Pańskie, która daje do myślenia, ale i mobilizuje do działania. Najpierw przez modlitwę osobistą, która będzie nas budowała, a następnie przez wyjście do innych; nie potępianie, nie selekcjonowanie, ale dawanie szansy wszystkim. Boicie się? To nie zostawiajcie tego problemu na kartce, ale podejmijmy wszyscy trud walki o Jezusa w naszym życiu. Dajmy sobie czas i podejmijmy walkę o wiarygodność naszego życia i wspólnot parafialnych.

Na koniec słowa św. Teofila: „Ukochani i przypuszczeni do uczestnictwa w niebieskim powołaniu, naśladujmy wedle możności Wodza i Sprawcę naszego zbawienia, Jezusa. Ukochajmy pokorą, która wywyższa i miłość, która łączy nas z Bogiem, oraz prawdziwą wiarę w Boże tajemnice. Uciekajcie od podziałów, strzeżcie się niezgody, wspierajcie się wzajemną miłością; wsłuchujcie się w Chrystusa mówiącego: Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jedni ku drugim”.