Inne artykuły Newsy

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen

Wpisany przez red.

W roku 1994 ukazał się z inicjatywy Ojca św. Jana Pawła II Katechizm Kościoła Katolickiego, wielkie dzieło o bezcennej wprost wartości dla przekazu nauki wiary i moralności. Ten wspaniały dokument, tworzony w wielkim zespole teologów i moralistów przez sześć lat na 30. rocznicę zakończenia Soboru Watykańskiego II, przetłumaczono z łaciny na języki narodowe, także na język polski. Wydanie Pallotinum obejmuje aż 738 stron. Jan Paweł II opublikował z racji jego wydania Konstytucję Apostolską Fidei Depositum. Tłumaczenie polskie Katechizmu zawiera wierny wykład magisterium Kościoła i posiada – co podkreślam jako badacz języka – piękną warstwę stylistyczną. Jest to język niemający równego, jeśli chodzi o kształt polskiego tekstu w odmianie religijnej. Musimy jako świadomi katolicy w dzisiejszym natłoku tysięcy informacji, zwłaszcza medialnych, internetowych, esemesowych często czerpać z tego ożywczego źródła nauki wiary.

Katechizm tak określa modlitwę, korzystając ze starej definicji św. Jana Damasceńskiego: „Modlitwa jest wzniesieniem duszy do Boga lub prośbą skierowaną do Niego o stosowne dobra”.
Najczęściej stosowaną modlitwą wśród chrześcijan, jest czyniony w różny sposób na ciele znak Krzyża świętego i powtarzana fraza: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Ta wspaniała, dostojna, archaiczna i klasyczna już modlitwa, powszechna wśród wiernych, łączy w sobie elementy słowa i gestu. Powinna być zatem wykonywana z należytą uwagą. Obserwacje wielu z nas, zwłaszcza kapłanów, potwierdzają tezę, że największym wrogiem modlitwy jest niedbałość gestów, roztargnienie i mechaniczne powtarzanie znanej na pamięć frazy. Usta mówią, a serce jest daleko od przedmiotu treści, i nie śpiewa, wola niby jest włączona, bo chcemy się modlić, a umysł jak nakręcony powtarza bezmyślnie zdania i zajmuje się innymi sprawami, bo… znamy tekst doskonale na pamięć i jak automat go powtarzamy. Tak jest i w przypadku analizowanej modlitwy. Tymczasem jest to tekst bardzo głęboki, otwierający nas na Boga i niosący w kulturze polskiej wiele odniesień.

Po pierwsze, trwająca dosłownie kilkanaście sekund ta niewielka modlitwa to wielki akt wyznania wiary, najpierw w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, i kolejno, w zbawcze dzieło odkupienia człowieka przez Mękę i Śmierć Chrystusa na Krzyżu. Po wtóre, jest to akt uwielbienia Boga w Trójcy Świętej. Po trzecie, modlitewna formuła „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” jest w kulturze polskiej przyzywaniem potężnej pomocy Bożej przy rozpoczynaniu jakiegoś dzieła, sprawy, czynności, przedsięwzięcia. Każdą celebrację religijną rozpoczynamy w ten sposób. Inny wariant tego rozpoczynania dzieła to „W imię Boże”, dawniej In nomine Domini. Tym zawołaniem staropolski gospodarz rozpoczynał orkę, a gospodyni, żegnając się i kropiąc ziarno wodą świeconą, rozpoczynała siew czy setki innych, nawet drobnych czynności. Pamiętam, moja babcia kropiła wychodzące po raz pierwszy na wiosnę bydło wodą święconą, czyniła znak Krzyża i głośno mówiła: W imię Boże! Frazą „In nomine Domini” (W imię Boże, w imię Trójcy Świętej) rozpoczynano różnego rodzaje dokumenty, które zapowiadały nowy stan prawny, zarówno te niewielkie co do rangi, jak i te o kapitalnym znaczeniu dla wspólnoty, by wspomnieć tekst Unii Lubelskiej, Konstytucji 3 Maja czy konstytucje sejmu Rzeczypospolitej.

Prosta modlitwa „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” zwraca uwagę na symbolikę imienia. Symbolika ta jest utwierdzona od najdawniejszych czasów religijności i kultury judeochrześcijańskiej. Imię wyznaczało istotę osoby, imię znaczyło pełnię jej istnienia. W religii Izraela i w chrześcijaństwie imię jest tożsame z właścicielem. Zgodnie to stwierdzają takie opracowania, jak: „Słownik teologii biblijnej” , Poznań 1994; Słownik obrazów i symboli biblijnych Manfreda Lurkera, Poznań 1989 czy Mała encyklopedia biblijna, Kraków 1994. Odnosi się to przede wszystkim do najważniejszego imienia – do Boga. W polskich modlitwach i pieśniach religijnych znajdujemy liczne ślady tamtego myślenia; kiedy czcimy imię Boże, to znaczy , że czcimy samego Boga.

Porównajmy tylko nieliczne przykłady tej równoważności imienia i samej Osoby, Jej istoty. W wielkich aktach uwielbienia śpiewanych dawniej po niedzielnej sumie, kapłan śpiewał: Niech będzie Bóg uwielbiony. Niech będzie uwielbione święte Imię Jego. Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe. Niech będzie pochwalone Imię Maryi Dziewicy i Matki. W modlitwie Ojcze nasz Jezus uczy nas, aby czcić Imię Ojca, mamy w tej najpiękniejszej modlitwie imperatyw Święć się Imię Twoje. Kiedy pasterze Kościoła błogosławią wiernych, słyszymy wspaniałe formuły: Niech Imię Pańskie będzie błogosławione oraz Wspomożenie nasze w Imieniu Pana.

Piękne, dostojne frazy z przywoływaniem imienia Bożego zawierają polskie tłumaczenia psalmów. Wymienię tu tylko te, które znajdujemy w nieszporach, tłumaczonych przez Franciszka Karpińskiego: Niech imię Pańskie przebłogosławione po wszystkie wieki będzie pochwalone. (Ps 113), Pan sługi swoje z niewoli wybawił i dla nich wieczny testament zostawił. Imię ma straszne i pełne świętości. (Ps 111), A najświętsze Imię Twoje wielbić będą pieśni moje. (Ps 116). Wśród przytaczanych przez wiele polskich modlitewników, także przez Śpiewnik kościelny ks. Jana Siedleckiego litanii znajdujemy wspaniały tekst Litanii o Najświętszym Imieniu Jezus.

Katechizm pięknie językowo i bardzo mądrze teologicznie, także kulturowo (tyle tu odniesień do kultury!) pisze o Imieniu Bożym w obszernych fragmentach poświęconych, po pierwsze, drugiemu przykazaniu Bożemu, i, po wtóre, w kapitalnej analizie modlitwy Pańskiej. Jakżeż niezwykłe słowa odnoszą się w Katechizmie do imienia Jezus:
„Jednak imieniem, które zawiera wszystko, jest właśnie imię, które Syn Boży otrzymuje w swoim wcieleniu: JEZUS: ludzkie wargi nie są w stanie wypowiedzieć Boskiego Imienia, ale Słowo Boże, przyjmując nasze człowieczeństwo, powierza je nam i możemy Go wzywać: „Jezus”, „Jahwe zbawia”. Imię Jezus obejmuje wszystko: Boga i człowieka oraz całą ekonomię stworzenia i zbawienia’ (s. 600).

I na koniec tych skromnych rozważań badacza języka zostawiamy – nomen omen – Amen. Jest to prastara forma wyrazowa, przejęta przez chrześcijaństwo, z modlitw Izraela. W języku hebrajskim amen znaczy ‘pewne, godne wiary, niech się tak stanie’. Musimy to słowo mówić właśnie z takim świadomym przekonaniem. To piękne zakończenie każdej modlitwy jest wielką wspaniałą metaforą. To najwyższego stopnia modlitwa, a nie tylko rytualne zakończenie modlitewnych działań. Wspaniale pisze o tym właśnie Katechizm. Porównajmy i piękno językowe, i mądrość fragmentu z Katechizmu o Amen:
„Sam Jezus Chrystus jest Amen (Ap 3, 14). On jest ostatecznym Amen miłości Ojca wobec nas; On przyjmuje i dopełnia nasze Amen powiedziane Ojcu” (s. 258). I dalej: ”Końcowe Amen w Credo podejmuje więc i potwierdza jego pierwsze słowa Wierzę. Wierzyć znaczy odpowiadać Amen na słowa, obietnice, przykazania Boże; znaczy powierzyć się całkowicie Temu, który jest Amen nieskończonej miłości i doskonałej wierności: (s. 258)

Czyńmy zatem znak Krzyża świętego i mówmy W imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Amen z należytą starannością, świadomie zwracając uwagę na najbardziej cudowną i nośną ich treść, bo to najwspanialsza modlitwa otwierająca nas na Imię Boże i na wielkie Boże Amen.

Kazimierz Ożóg