Newsy

Felieton wikarego na 24 grudnia 2017 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Obecny pośród nas

Pytamy siebie samych: po co te święta? Wszyscy tacy zajęci, tyle zadań, a tu nagle trzeba się zatrzymać i co gorsza – jeszcze przygotowywać się odpowiednio. Sklepy i cała reklama mobilizują wszystkich by sprzedać jak największą ilość produktów. Wielu z nas uwierzyło w te marketingowe chwyty i zakupiło mnóstwo niepotrzebnych produktów: zbyt dużą ilość spożywczych składników, które się po prostu zepsują, bo nikt nie jest w stanie spożyć wszystkiego, kolejne to zbyt dużo prezentów, które często w ogóle się nie przydadzą, ale są tylko realizacją jakiś egoistycznych wyobrażeń itd. Oczywiście wszystko potrzebne, bo i jeść coś trzeba i warto innych obdarowywać, ale pamiętać należy o zdrowej równowadze, żeby nie być pustym w tym wszystkim, lecz by wyrażać prawdziwe wartości – świadczące o godności człowieka. Przecież Adwent, którego schyłek dziś przeżywamy w IV niedzielę, uświadomić nam powinien cel naszego ziemskiego pielgrzymowania, tzn.: żyjemy nie po to by jeść czy kupować, ale by uczyć się być z innymi, aby kiedyś w wieczności dostąpić radości i szczęścia wiecznego w spotkaniu z Chrystusem na końcu czasów. Gdy zgubimy ten cel życia, to marne będzie nasze życie: ciągle tylko będziemy się kłócili z innymi, będziemy niszczyć innych przez intrygi, kłamstwa, ulegać będziemy niemoralnemu prowadzeniu się, szerzyć się będzie złodziejstwo i korupcja, nieobce będą grzechy wołające o pomstę do nieba itd… Jednak gdy tak obserwujemy zachowania nas współczesnych obywateli świata, to nie trudno zauważyć te wszystkie zachowania, a nawet jeszcze wiele innych. Co się z nami dzieje? Dokąd zmierzamy? Może te adwentowe spowiedzi to były dla niektórych tylko takim przysłowiowym „wykiprowaniem śmieci na wysypisko” i tyle – a teraz znów to samo. Byłoby to tragiczne podejście do wiary i tego ostatecznego celu, jakim jest nasze zbawienie.

W takim razie, co mamy teraz zrobić? – zapyta baczny słuchacz i czytelnik. Mirosław Cichoń w swoim rozważaniu pt. „Pan Bóg działa w historii” napisał: „Co kilka lat zdarza się, że IV Niedziela Adwentu przypada w dzień Wigilii Bożego Narodzenia. Właściwie wszystko już gotowe na rozpoczęcie świąt, w kościołach stoją już udekorowane choinki, przygotowana szopka. Wszystko mówi nam już o tym, że święta Bożego Narodzenia tuż, tuż. Jednak spróbujmy jeszcze nieco zaczerpnąć z atmosfery adwentowego oczekiwania”.

Zatrzymajmy się nad własnym życiem w świetle liturgii słowa, która mówi nam o spełnieniu się Bożej obietnicy nadejścia Mesjasza. Tak jak w tych Bożych planach widać odpowiednią metodykę i działanie, tak i w naszych etapach życia można dostrzec pewien plan. Jak go odkryć? Zatrzymaj się, bo samemu nie poradzisz, Drogi Czytelniku. Stwórca dał nam życie i tylko On wie wszystko o nas samych. Naszym zadaniem jest nabrać siły i światła, aby się nie zagubić, ale poszukiwać sensu w Nim, który jest pośród nas i chce nam pomóc. Mając wolną wolę możemy odrzucić Boga i Jego plan wobec nas. Możemy go modyfikować, a co ciekawe, Pan Bóg dalej daje nam szansę i dostosowuje się do naszych decyzji i poszukuje innego sposobu, by do nas dotrzeć i podsunąć nam odpowiednią decyzję.

Zachęcam Was i samego siebie także, aby u progu tego świętego czasu ucieszyć się Bożą miłością. Potrzeba nam wszystkim tego, bo brakuje nam doświadczenia prawdziwej miłości. Dopiero wtedy zauważamy, jak bardzo Bóg nas umiłował stwarzając świat i przygotowując ludzkość na przyjęcie Wcielonego Syna. Bóg nam zaufał. Słyszałem ostatnio piękne świadectwo młodej żony, która ma ciężką sytuację rodzinną i małżeńską. Gdy doradzano jej szybki rozwód ona na te różne propozycje tak zareagowała: „wiem, że jest mi ciężko, ale przysięgałam przed Bogiem i zrobię wszystko by ratować to nasze małżeństwo. Cierpię przez męża bardzo, ale w środku mego serca go kocham i go nie zostawię. Pomaga mi w tym codzienna rozmowa z Bogiem. Może się ze mnie śmiejecie, powiecie mi, że jestem głupia, ale odkryłam plan jaki Najwyższy ma wobec mnie i mojego męża. Jak ja będę o niego walczyć to i on to kiedyś zrozumie.” Po wysłuchaniu tego świadectwa owej młodej kobiety, aż mnie „zamurowało”, uświadomiłem sobie jako kapłan, jak wielką wartością jest świadoma wiara i sakramenty, które wtedy przyjmujemy. Nie jest to rytualizm i jakaś fałszywa tradycja, ale realistyczne i odpowiedzialne podejmowanie zobowiązań, które wypływają z każdego sakramentu, jako widzialnego znaku niewidzialnej łaski. W przypadku tej młodej kobiety mamy do czynienia z wiarą w łaskę sakramentu małżeństwa, która sprawia, iż nie rezygnuje ona z człowieka ofiarowanego jej przez Boga. Nie kieruje się ona egoistycznym dobrem, ale walczy na zasadzie tzw. proegzystencji, czyli życia dla drugich i rezygnowania z siebie dla innych, a zarazem wyraża wielką świadomość obecności żywego Boga pośród rodziny.

Życzę Wam wszystkim tak zaangażowanego i osobistego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia, które mają być kolejnym etapem odkrywania planu Boga wobec nas.