Newsy

Homilia Biskupa Tadeusza Bronakowskiego na I Kongresie Trzeźwości

Wpisany przez red.

Homilia Biskupa Tadeusza Bronakowskiego, przewodniczącego Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości KEP
Rzeszów, I Kongres Diecezjalny, 9.12.2017

Ekscelencjo Księże Biskupie Janie, Pasterzu Kościoła Rzeszowskiego,
Czcigodni Bracia Kapłani! Siostry Zakonne!
Drodzy Uczestnicy Kongresu!
Gromadzimy się w świątyni pw. św. Rocha w Rzeszowie, aby polecić Bogu intencje I Diecezjalnego Kongresu Trzeźwości. Św. Roch, który w tej wspólnocie otoczony jest szczególną czcią, zapisał się w dziejach Kościoła swoją ofiarną posługą w czasach epidemii.
Dzisiejszy świat również staje w obliczu śmiertelnej epidemii. To globalna epidemia nałogów. W Polsce szczególnie niebezpieczne jest nadmierne spożywanie alkoholu.
Dlatego cały rok 2017 poświęciliśmy wezwaniu Polaków do troski o trzeźwość, do walki o duchowe wyzwolenie. Wiele osób dziwi się, że Kościół angażuje się w ten temat. Pytają: dlaczego? Po co? Czy Kościół nie pomylił swoich kompetencji i zamiast zajmować się sprawami wiary, zajął się jakąś pracą społeczną na niwie walki z alkoholizmem.

Odpowiedź jest jedna – Kościół troszczy się o trzeźwość, ponieważ jest to troska o życie każdego wiernego, zarówno życie doczesne, jak i wieczne.
Brak trzeźwości, pijaństwo to prosta droga do utraty Bożej obecności, do ciężkiego grzechu. Kościół nie może o tym milczeć! Nie możemy godzić się z tym, że tak wiele sióstr i braci traci więź z Bogiem, traci łaskę uświęcającą.
Zawsze w centrum troski Kościoła jest konkretny człowiek. Jego życie, rodzina, nadzieje i troski. O tym, że alkohol zawsze niszczy najpierw człowieka, przypomina nam bardzo obrazowa opowieść Michaela Quoista, który w książce Modlitwa i czyn napisał:
Był na środku ulicy,
Zataczając się, śpiewał na całe gardło
Ochrypłym głosem nałogowego pijaka
Ludzie odwracali się, zatrzymywali, bawili
Nadszedł policjant, cicho, od tyłu
Brutalnie chwycił go za ramię i zaprowadził na posterunek,
On śpiewał dalej
Ludzie śmiali się
Ja się nie śmiałem…
(…)
Pomyślałem o wszystkich pijakach tego miasta,
O pijakach z szynków i barów
O pijakach z salonów i prywatnych zabaw
Pomyślałem o ich powrocie do domu.
O wystraszonych dzieciach
O pustym portfelu
O biciu
O krzykach
O płaczu
(…)
[Pomyślałem też o ludziach], którzy wzięli w obronę alkohol.
Którzy wyrabiają go, którzy go sprzedają
Myślę o nich wszystkich i żal mi ich
(…)
Myślę o tych wszystkich, o wielkim tłumie tych, którzy pracują
Nad zniszczeniem, a nie nad budowaniem
Nad upodleniem, a nie nad uszlachetnianiem
Nad ogłupianiem, a nie nad rozwojem
Nad poniżeniem, a nie nad wzrostem
(…)
spraw, Panie, by sobie stawiali pytania,
By nie spali spokojnie
By walczyli w tym nie uporządkowanym świecie
By byli zaczynem,
By byli odkupicielami!

Siostry i Bracia!
Te słowa odnosimy dzisiaj do sytuacji naszego społeczeństwa. W tych kilku słowach odnajdujemy tak wiele dramatów, z którymi spotykamy się w naszym codziennym życiu. One opisują ogrom cierpienia, które do naszych rodzin i społeczności wprowadza nadużywanie alkoholu. Rozumiemy więc, jak wielką wagę ma walka z tą narodową wadą.
Pijaństwo stało się naszą wadą narodową – często szczycimy się tym strasznym grzechem. Nie rozumiemy, jakim poganinem, jakim bałwochwalcą jest pijak. On uznaje najpierw siebie samego za Boga, a stopniowo jego „bogiem” staje się alkohol. Najczęściej taka osoba trwale rozstaje się z wiarą, bo prawdziwy Bóg jest wyrzutem sumienia wobec bożka alkoholu.
Dziwna, czasem wręcz zabójcza atrakcyjność alkoholu- pisał ks. dr Marek Dziewiecki – dla wielu bierze się stąd, że substancja ta – podobnie jak narkotyki oraz inne substancje psychotropowe, które zniekształcają nasze sposoby myślenia i nasze przeżycia – ma szczególną właściwość: pozwala człowiekowi poprawić sobie nastrój i choćby na chwilę zapomnieć o problemach czy lękach. Każdy człowiek chce być szczęśliwy. Gdy przeżywajmy lęki, napięcia, konflikty czy niepokoje, pragniemy natychmiast poprawić sobie nastrój i zapomnieć o problemach. Alkohol ma władzę poprawiania nam nastroju jedynie na chwilę i pozornie, ale za to natychmiast i bez potrzeby poprawiania czegokolwiek w naszym życiu. To właśnie dlatego staje się chorobliwie atrakcyjny dla tych , którzy czują się zagrożeni czy którzy nie radzą sobie z własnymi przeżyciami, obawami, napięciami. Dla tych, którzy cierpią i nie radzą sobie z życiem oraz nie mają prawdziwych przyjaciół, alkohol staje się zastępczym „przyjacielem”, który najpierw obiecuje „pomoc”, a następnie oszukuje, uzależnia i prowadzi do śmiertelnej choroby.
Natomiast w świecie reklam w pięknych słowach, fascynujących i sugestywnych obrazach przedstawia się wspaniały świat, którego nieodłącznym składnikiem jest alkohol. Widzimy w nich roześmianych ludzi, którzy cieszą się pełnią życia. Pojawiają się w nich również hasła mówiące o radości i wolności.
Reklamy te nie pokazują jednak zapłakanych oczu małych, przerażonych dzieci, które widzą pijanego ojca katującego ich matkę. Nie opisują dramatu rozbitych rodzin, złamanych karier i osobistych tragedii. Nie przedstawiają ofiar wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców. Nie pokazują zniewolenia przez nałóg, upodlenia przez niewolę ciągłego picia. Pytamy zatem: dlaczego reklamodawcy tak intensywnie promują grzech i nędzę?
Jak stwierdza Ojciec Karol Meissner: „Nasze społeczeństwo cierpi na duchowe AIDS.” Polega to na tym, że nie potrafimy rozpoznać tego, co jest szkodliwe, niszczące dla tkanki społecznej, dla rodziny, małżeństwa, wychowania. Zamiast się przed tym bronić, fascynujemy się tym i głosimy jako nowoczesną filozofię życia. Święty Jan Paweł II nazywał to „kryzysem świadomości grzechu”, zaś wynikające z tego zjawiska i procesy społeczne określał mianem cywilizacji śmierci.
Bł. ks. Bronisław Markiewicz z pobliskiego Miejsca Piastowego, wiele lat temu ostrzegał dramatycznie: „Zdrajcą narodu i wiary jest ten, kto dzieci i młodzież chciałby wychować ze szklanką piwa lub kieliszkiem wina w ręku.”To właśnie dzieje się we współczesnej Polsce. Reklamodawcy i media wychowują polską młodzież ze szklanką piwa w ręku, często bez reakcji rodziców i władz odpowiedzialnych za Ojczyznę.
A przecież alkohol jest to czwarty pod względem siły działania narkotyk! Jest to trucizna. Ogromnym skandalem jest tak wielka dostępność fizyczna i ekonomiczna alkoholu i jego reklama. Dzisiaj Polacy piją ok. 40% więcej, niż przed 1989 r. Niemal 2/3 Polaków uważa, że alkohol jest towarem jak każdy inny i jego sprzedaż nie wymaga specjalnych ograniczeń.
W takich poglądach jesteśmy jednym z najbardziej proalkoholowych społeczeństw w Europie. Musimy z ogromnym smutkiem stwierdzić, że tak wielu Polaków zakochało się nałogowo w swoim śmiertelnym wrogu, w alkoholu. Prawie 30 mld zł. Wydaja Polacy na alkohol w ciągu roku. Jest to suma kosmiczna.
Nieczułość elit i brak wyobraźni popycha Polskę w stronę krajów o największym spożyciu, a wiec ku przepaści.
Dlatego potrzebujemy wielkiego społecznego przebudzenia. Potrzebujemy, aby Polacy zaczęli stawiać sobie ważne pytania: co się dzieje w naszej ojczyźnie? Czy rzeczywiście wszyscy muszą pić? Czy alkohol jest niezbędny do szczęścia, zabawy i odpoczynku? Czy rzeczywiście nasze małe lokalne wspólnoty i cała ojczyzna potrzebują setek tysięcy całodobowych punktów sprzedaży alkoholu? Czy nasze dzieci muszą oglądać obok swoich szkół i placów zabaw plakaty zachęcające do spożycia piwa? Czy potrzeba 2,5 tys. godzin reklamy trucizny? Dlaczego trucizna, środek psychoaktywny stoi na półkach obok chleba? Czy nasi studenci muszą się bawić na juwenaliach sponsorowanych przez browary? Dlaczego pijąca mniejszość terroryzuje trzeźwą większość? Dlaczego pozwalamy na towarzyski przymus picia?
Siostry i Bracia!
Rozpoczęliśmy obchody 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.
Dzięki trzeźwości Polacy będą mogli cieszyć się nie tylko zewnętrzną, ale także wewnętrzną, duchową wolnością. Polskość powinna kojarzyć się z trzeźwością i abstynencją, a nie z pijaństwem i proalkoholową mentalnością. Aby Polska była Polską, musimy odzyskać trzeźwość, tak jak sto lat temu odzyskaliśmy niepodległość.

Nasi przodkowie umierali za Ojczyznę, cierpieli, czy zatem stać nas na szczególny dar np. całkowitej abstynencji na czas radosnego świętowania roku niepodległości.
Czy stać nas na ograniczenie punktów sprzedaży alkoholu, godzin otwarcia, likwidacji ze stacji paliw, likwidacji reklamy. Wyzbycia się proalkoholowej mentalności, że alkohol musi być zawsze i wszędzie. Czy stać nas na sprzeciw wobec terroryzmu pijącej mniejszości. To dzisiaj czyny prawdziwie patriotyczne. Nie zbudujemy wielkości Ojczyzny najpiękniejszymi nawet cytatami Jana Pawła II czy innych autorytetów, przemówieniami i rzewnymi tekstami. O przyszłości Ojczyzny zadecydują nasze postawy i czyny , czy zatem jesteśmy w stanie podjąć taki dar dla Niepodległej. Nie wszyscy wiedzą, że jednym z fundamentalnych warunków odzyskania suwerenności naszego państwa była trzeźwość Narodu. Duszpasterze i świeccy patrioci, zatroskani o losy swoich bliskich i o los Ojczyzny w drugiej połowie XIX-go i na początku XX-go wieku podjęli wielką pracę na rzecz trzeźwości Polaków i polskich rodzin. Wiedzieli, że nie zginie ten naród, który zachowa wewnętrzną wolność i uchroni się przed uzależnieniami. W okresie odzyskiwania niepodległości spożycie alkoholu wynosiło od 1 do 2 litrów alkoholu na głowę statystycznego Polaka. Obecnie spożycie to prawie 10 l.
Około 3 milionów naszych Rodaków upija się. Prawie jedna trzecia z upijających się popada w alkoholizm. 11 tysięcy Polaków umiera rocznie przez legalnie sprzedawany alkohol, substancję psychoaktywną, substancję, która może zabić jednorazowo lub zabija na raty. Prawie milion dzieci cierpi, w rodzinach z problemem alkoholowym.
Psychologowie mówią, że życie dziecka w rodzinie z problemem alkoholowym jest porównywalne z życiem w obozie koncentracyjnym. Pytamy zatem: czy straciliśmy wrażliwość serca czy nas to nie obchodzi? Opłakujemy przecież czasy wojny a zapominamy o współczesności.

Umiłowani!
Jedynie ludzie trzeźwi mogą realizować swoje najpiękniejsze marzenia o miłości i radości, o życiu w harmonii z Bogiem, z samym sobą i z bliźnimi, o założeniu trwałej i szczęśliwej rodziny czy o byciu błogosławionym darem dla innych jako kapłani albo siostry zakonne. Jedynie ludzie trzeźwi są w stanie żyć w wolności dzieci Bożych, w wolności do dobra i do stawania się świętymi, czyli coraz bardziej podobnymi do samego Boga. Tylko ludzie trzeźwi mogą w pełni realizować swoją misję obywatelską i patriotyczną – mogą służyć swoim małym lokalnym ojczyznom i naszej Matce Polsce.
Narodowy Kongres Trzeźwości, którego centralne uroczystości odbyły się na UKSW w Warszawie we wrześniu oraz takie Diecezjalne Kongresy jak w Rzeszowie, to szansa na uświadomienie sobie powyższych prawd przez dorosłych i młodzież, a w konsekwencji szansa na przebudzenie społeczeństwa do aktywnej i wytrwałej troski o trzeźwość własną i swoich bliskich. Zadaniem Narodowego Kongresu było publiczne, głośne i stanowcze powiedzenie – może po raz pierwszy w historii Polski – że nie ma miłości, szczęścia, rozwoju i dobrej przyszłości bez trzeźwości. Nie ma wolności bez trzeźwości.
Matka Boża, gdy objawiła się 140 lat temu w Gietrzwałdzie, prosiła między innymi o trzeźwość Polaków. Mówiła do polskich dziewczynek w naszym języku, chociaż dookoła rozbrzmiewał język niemiecki.
Kardynał Karol Wojtyła w 100 rocznicę objawień mówił: „dziękuję Matce Bożej Gietrzwałdzkiej za Jej proste, macierzyńskie słowa. Za wszystko, co powiedziała. Za to, że powiedziała w ojczystym języku; za to, że podniosła na duchu, że przypomniała różaniec, że dodała nadziei; pomogła przetrwać, że wypomniała te wady, które przeszkadzają nam w utrzymaniu ludzkiej godności i w obronie spraw narodu”.

Kochani!
Przypomnijmy więc, że w dziejach naszej Ojczyzny wielu bohaterów było jednocześnie apostołami trzeźwości. Obchodzimy już w tym roku setną rocznicę powołania Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera. Ten wybitny dowódca i wspaniały człowiek, który służył Ojczyźnie na wszelkie sposoby, był też, o czym być może nie pamiętamy, działaczem na rzecz trzeźwości, dobrowolnym abstynentem. Propagował abstynencję w małopolskich wsiach jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Był jednym z tych ludzi, którzy rozumieli, że nie ma prawdziwej suwerenności Polski bez wolności wewnętrznej. Takich ludzi wśród naszych przodków było wtedy bardzo wielu. Tworzyli harcerstwo, tworzyli polskie siły zbrojne czy organizacje gospodarcze propagując trzeźwość i abstynencję. Czy my również rozumiemy, że dla nas wybiła godzina zmagań o wolność? Że znajdujemy się w szczególnym czasie, gdyż od takich z pozoru „drobnych rzeczy” jak krzewienie trzeźwości może zależeć cała nasza przyszłość i wszystkie ambitne plany społeczno – gospodarcze? Niech postawa generała Hallera będzie znakiem dla liderów życia społecznego na dzisiejsze czasy.
Przywołajmy dzisiaj także postać sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego – wychowawcy ludzi wolnych. Jego przesłanie nie jest łatwe dla dzisiejszej mentalności. Wolność przez wyrzeczenie, wolność przez stawianie sobie wymagań, wolność przez trud i pracę, wolność przez samoograniczenie. Jakże inna jest ta nauka wolności od tych, które zdominowały naszą opinię publiczną. I dlatego naszym zadaniem, zadaniem osób, które poznały świadectwo i nauczanie ks. Blachnickiego, jest promowanie tego niełatwego, ale jakże pięknego, jak bardzo wartościowego przesłania pełnej chrześcijańskiej wolności.
Kiedy po wybuchu II Wojny Światowej św. Maksymilian rozsyłał do domu ze względów bezpieczeństwa zakonników, odbierał od nich proste przyrzeczenie. Prosił: nie palcie papierosów i nie pijcie alkoholu. Wiedział, jak bardzo to zniewala wewnętrznie każdego człowieka.

Umiłowani!
Zaczęliśmy od przypomnienia, że patron tej wspólnoty św. Roch posługiwał w czasach epidemii. Przywołajmy na koniec słowa dzisiejszej Ewangelii, która mówi, że Chrystus obchodził miasta i wioski i leczył wszystkie choroby. Chrystus ma moc uzdrawiania także tych, którzy popadli w śmiertelnie groźne zniewolenia. Nasz Zbawiciel ma moc wyzwalać nas z wszelkich nałogów. Potwierdza to także Program Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików, dzięki któremu miliony ludzi uzależnionych na całym świecie odzyskało wolność i zdolność, by kochać. Jedenasty Krok brzmi: „Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jak Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia”.
Dzisiaj prosimy także o siły w walce o trzeźwość wszystkich Polaków, o siły dla nas, byśmy umieli dzielić się pięknym świadectwem.
Dziękuję Biskupowi Rzeszowskiemu Janowi Wątrobie, Diecezjalnemu Duszpasterzowi ks. Grzegorzowi Kot za zorganizowanie pierwszego w historii diecezji Kongresu Trzeźwości. Dziękuję braciom kapłanom, siostrom zakonnym i wiernym świeckim zgromadzonym na modlitwie o błogosławione dla diecezji i Ojczyzny owoce Kongresu.
Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy to dzieło troski o trzeźwość i abstynencję promują, ale przede wszystkim sami w swoim życiu starają się walczyć o tę prawdziwą wolność, wzrastać w tej wolności, wspierać innych na drodze do duchowej wolności, która jest niezbędna, abyśmy mogli tworzyć wolne rodziny, wolne wspólnoty parafialne i lokalne, a wreszcie wolną Ojczyznę.
Z troski o trzeźwość Narodu nigdy nie wolno nam zrezygnować.
Amen.