Newsy

Gdyby Bóg…

Wpisany przez red.

Gdyby Syn Boży nie przyszedł na ziemię….? Gdyby nie umarł na krzyżu…? Gdyby nie urodził się w betlejemskiej stajni…? Gdyby nie uzdrowił paralityka…? Gdyby nie wskrzesił Łazarza…? Gdyby nie dał przebić sobie rąk i nóg…? Gdyby…?
Gdyby spodobało się Bogu inaczej zbawić człowieka, mógłby to zrobić „jednym ruchem ręki”. Jest przecież wszechmogący. I choć nikt nigdy Boga nie widział, uczono nas od lat szkolnych, że Bóg stworzył świat, morza, lądy, zwierzęta i człowieka i wszelkie stworzenie mówi nam o Nim. Że tak Bóg umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego posłał na ziemię, aby człowiek osiągnął życie wieczne. Syn Boży stał się człowiekiem, przeszedł przez ziemskie życie nauczając i uzdrawiając, umarł na krzyżu za nasze grzechy, zmartwychwstał i żyje, siedzi po prawicy Ojca i wstawia się za nami. Jest obecny w Kościele, karmi nas słowem Bożym uzdrawia w sakramencie pokuty, a pod postacią chleba i wina daje się nam w Eucharystii, umacniając nas na codzienną drogę do nieba. Bóg – Człowiek, Jezus Chrystus.
Przyzwyczailiśmy się do obrazu Chrystusa na krzyżu, no bo jakby mogło być inaczej. W krzyżu jest niepojęta tajemnica naszej wiary. Prorok Izajasz pisze, że „spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem” (Iz 53, 10a). Bóg, chcąc bardzo namacalnie i dosłownie pokazać człowiekowi swoją miłość, wydał swojego Syna na śmierć za grzechy ludzi. I choć wcale nie musiał tego robić, ofiara Jezusa dokonała się dwa tysiące lat temu na Golgocie i uobecnia się codziennie podczas Mszy świętej.
Na kartach Pisma świętego, szczególnie w Ewangelii, odkrywamy obraz Jezusa, który wchodzi między swój lud. Nie jest to Bóg daleki, siedzący na tronie w niebie – jak Go sobie często wyobrażamy. Jezus rodzi się w betlejemskim żłobie, jest ofiarowany w świątyni, gubi się rodzicom, przyjmuje chrzest z rąk Jana, naucza, jest na weselu w Kanie, uzdrawia, wskrzesza, karmi ludzi rozmnażając chleby i ryby, walczy o godność ludzką. Jezus poruszał serca ludzi, poprzez Jego działalność widziano w Nim kogoś więcej. Ludzie, którzy szli za Nim pragnęli się Go „choć dotknąć”. Ale jak widzimy w Biblii, nie jest On przez wszystkich kochany. Jest wyszydzany, pomawiany, wyśmiewany, nawet najbliżsi – Jego uczniowie, którzy wydałoby się nigdy Go nie zostawią, wątpią w Niego. Później jest jeszcze gorzej. Na Jezusa zapada wyrok. Jest postawiony przed sądem, jest biczowany, wyśmiewany, cierpiący. W końcu droga krzyżowa, gwoździe w rękach i nogach, agonia i śmierć. I choć wydawało się ówczesnym władcom, że tutaj ich problem się skończył, Jezus zmartwychwstaje. A my, mając przed oczami tą wielką tajemnicę życia Jezusa na ziemi kroczymy za Nim.
Można by było zapytać i po co to wszystko? Pięknym jest fakt, że Syn Boży schodzi z nieba do ludzi. Ukazuje swoją zwykłość i człowieczeństwo, przyjmuje ubóstwo, choć mógł żądać komnat, pokłonów i hołdu. Tak jakby chciał nam uświadomić, że On nas rozumie. Rozumie nasze cierpienia, problemy, zawirowania życiowe. On przeszedł tą drogę przed nami. Wie doskonale co czuje człowiek cierpiący – On w cierniowej koronie, o którego szaty rzucają losy.
Dobra Nowina o Jezusie, fakt, że przyszedł nas zbawić i otworzył nam bramy nieba, jest niezwykle pocieszająca. W świecie, gdy tak szybko mijają dni, tak rzadko widzimy uśmiech i niekiedy tak trudno zwlec się z łóżka, by przeżyć kolejny dzień, jest prawdziwa nadzieja – jest nią Jezus.
Warto pamiętać, że Bóg rodząc się w betlejemskim żłobie przyszedł do człowieka. Przyszedł po to, by nadać nowy sens słowu „miłość”. Po to, byśmy nie byli sami. Byśmy wiedzieli, że On stoi obok nas, że w naszej życiowej podróży nie jesteśmy osamotnieni. A Bóg, który został z nami pod postacią chleba i oddaje się człowiekowi jest dobrym Pasterzem, który szuka swych owiec, by je zbawić.

Nie pytaj Boga czy sens ma życie
Nie pytaj Jego jak przez nie przejść
Złap belkę krzyża co zniósł tak wiele
Daj Mu się porwać, aż tam na szczyt
Tam w pyle, kurzu piasku i krwi
Znajdziesz odpowiedź prostą jak inne.
Bóg jest miłością
I tutaj tkwi – Prawda
A Prawdy nikt nie zabije.

Magdalena Maraj