Newsy

Felieton wikarego na 11 lutego 2018 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Trwać i towarzyszyć

Przeżywany przez cały Kościół 25 Światowy Dzień Chorego kieruje nasze umysły i serca ku tym, którzy są „największym skarbem Kościoła i świata” – jak powiedział św. Jan Paweł II. Nie sposób przejść obojętnie wobec chorych i cierpiących. Nie wystarczy przejść, ale potrzeba trwać mocno w Bogu, aby mieć siły by towarzyszyć tym naszym braciom i siostrom w chorobie.

W ostatnich tygodniach jako diecezja też doświadczamy cierpienia i trudów wielu kapłanów, którzy zostali zaskoczeni chorobą i zmaganiem. Wzywa nas to do większej czujności, ale i zarazem do poczucia braterstwa i wspólnoty. Bieg obowiązków pokazuje, że można szybko zapomnieć, że chory współbrat leży i czeka, może nie żąda od nas ciągłej obecności, ale tęsknota i poczucie bycia człowiekiem – wzywa. Niektórzy powiedzą: „przecież to tak trudno odwiedzać chorych, bo nawet słów brakuje”- ale nie wolno nam się kierować wygodnictwem czy jakimś lękiem, bo to doprowadza do znieczulicy. Choroba bliskiej osoby jest dla zdrowych wyzwaniem, szkołą pokory i wrażliwości – czy znajdę czas by trwać i towarzyszyć?

Przez kilka ostatnich dni teksty ewangeliczne z dnia, ukazywały nam cuda, których dokonywał Pan Jezus. Dokładność przekazu świętego Marka jest świadectwem wiarygodności tych faktów. Jednocześnie jest podkreśleniem postawy samego Chrystusa, który przywiązuje wielką wagę do tego, by świadczyć ludziom dobro.

Jezus wskrzeszał, uzdrawiał, przywracał wzrok i słuch, a w tym wszystkim najbardziej oczyszczał serca i pobudzał wiarę – mówiąc często: „ twoja wiara cię uzdrowiła”. Warto zadać sobie pytanie: jaka jest moja wiara? Czy potrafi wyrazić się w tym, że znajdę czas, aby odwiedzić chora osobę czy poszukam sposobności by udzielić pomocy człowiekowi, który bardzo prosi – by towarzyszyć mu w cierpieniu? Odpowiedź wcale nie wydaje się taka łatwa, ale skoro znajdujemy czas na wypoczynek czynny czy bierny – teraz chociażby na narciarskie wyczyny – czego doświadczyłem w mijającym tygodniu; to tym bardziej należy się nam mocno zastanowić nad ofiarowaniem czasu dla chorych ludzi. Oni nie będą narzekać i wołać na siłę – może w pojedynczych przypadkach, ale ich cierpiąca twarz i milczenie będą mówiły same za siebie.
My współcześni spętani jesteśmy jak niemowy. Od wielu lat prowadzone są badania dotyczące naszej religijności. Jednego dnia liczy się obecnych na Mszach św., kobiety i mężczyzn, przystępujących do Komunii św. Jak podaje Jerzy Gugała: „nikt jednak do dnia dzisiejszego nie pokusił się o to, aby dokonać obliczenia autentyczności uczestnictwa we Mszach św. Jeden z kapłanów tak opisał swoje duszpasterskie doświadczenie: „Podczas Mszy św. z udziałem dzieci postawiłem następujące pytania: o czym dziś była Ewangelia? Co zapamiętałeś ze słów, jakie powiedział dziś do ciebie Jezus Chrystus? W odpowiedzi dwoje dzieci podniosło do góry rękę. Skierowałem więc do dorosłych te same pytania. (…) Tylko jedna osoba pozytywnie odpowiedziała na moją prośbę”. Nie trzeba długo się zastanawiać nad wnioskami: kompletnie nie interesuje nas , co Bóg chce nam powiedzieć, nie otwieramy się na Ewangelię, ale jesteśmy niemymi uczestnikami; tylko w dodatku niezrozumiałych wydarzeń. Co ciekawe przez wieki, kiedy liturgia odprawiana była w języku łacińskim, miała zupełnie inny przebieg, wierni się starali, wymagali od siebie, pragnęli być blisko Boga – czego dowodem jest ogromna liczba świętych z tych wieków. Co stało się z nami dziś? Chyba na nowo trzeba wrócić do tradycyjnej liturgii – do czego zachęcał papież Benedykt XVI i usilnie zachęcają niektórzy kardynałowie – aby odkryć głębię tajemnicy Boga i człowieka. Za bardzo skupiliśmy się na człowieku i konsekwencji zgubiliśmy, tak Boga, jak i samego człowieka. Na nowo trzeba nam wrócić do głębi obcowania z Bogiem, aby i zauważyć cierpiących i potrzebujących, bo tylko Bóg daje pragnienia służby wobec innych.

Podejmijmy na nowo cierpliwe słuchanie Ewangelii, tak aby trwać w Bogu, a zarazem gorliwe wcielanie jej w życie poprzez towarzyszenie i pomoc chorym i cierpiącym – bo sami nie znamy dnia, ani godziny, kiedy będziemy chorzy.