Newsy

Felieton wikarego na 18 lutego 2018

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Jesteśmy w drodze

Wędrujemy i zauważamy, że jesteśmy ludźmi pielgrzymującymi. Przewodzi nam nadzieja, która nie tylko podtrzymuje nas w wędrówce, ale w ogóle umożliwia nam życie. Gdy chcemy żyć, dzięki nadziei – znaczy to – być sercem w przyszłości. Gdy sięgamy do Biblii, to zauważamy, iż każdy z nas jest po trosze Abrahamem, który opuścił swój dom rodzinny – Ur Chaldejskie i poszedł w nieznany świat, na poszukiwania ziemi obiecanej. Rodzi się pytanie: kim byli byśmy jako ludzie – bez nadziei? Jedni odpowiadając mówią, że człowiek wtedy byłby więźniem miejsca i czasu. Inni twierdzą, że popadlibyśmy w depresję i nie nadawalibyśmy się do życia. Gdy obserwujemy siebie i innych, to dostrzegamy, że nadzieja wyzwala i jej pierwszym dziełem rzeczywiście jest wyzwolenie. Grzegorz Świecarz napisał kiedyś w swoim rozważaniu, że: nadzieja „najpierw wyzwala dusze, wyzwala wyobraźnię, wyzwala umysł i serce a potem kruszy kajdany ze swoich rąk i nóg. Pielgrzym to człowiek pierwszego wyzwolenia, a urodziła go wiara w przyszłość”.

Pragniemy teraz przez chwilę zatrzymać się nad tekstami biblijnymi z I niedzieli Wielkiego Postu, aby odkryć wezwanie do wędrówki przez ten święty czas, aby nie było tak, że szybko ten etap przeminie, a my nic nie skorzystamy. Bo przecież nie od ilości nabożeństw pasyjnych zależy nasze nawrócenie, ale od przemiany naszego myślenia i serca. W tej naszej dotychczasowej pielgrzymce przeżywaliśmy już wiele razy obrzęd posypania głów popiołem, ale czy faktycznie dokonała się w nas autentyczna metanoia, czyli przemiana? Czy tegoroczne przyjęcie popiołu sprawiło, że staliśmy się bardziej Chrystusowi, tym samym bardziej ludzcy – w taki sposób – że nasze postanowienia nie legną w gruzach? Gdy jako kapłani w listopadzie przeżywaliśmy kolejny etap egzaminów teologicznych w drodze formacji stałej, to jeden z profesorów uświadomił nam, że Wielki Post to droga odkrywania tajemnicy chrztu świętego. Kiedy na początku słuchałem, to myślałem – dlaczego przecież praktyka pokazuje całkowicie inny wymiar ? Nikt nie mówi o chrzcie, tylko wszyscy rozważają Mękę Jezusa od samego początku tego okresu. Gdy zastanowiliśmy się, to zwróciliśmy uwagę, że jako kapłani musimy głębiej wnikać w słowo Boże, które ukierunkowuje nas na głęboką relację z Jezusem poprzez ukazanie jego walki duchowej na pustyni, spotkań i uzdrowień, które ratują chorych i cierpiących na ciele i duchu, ale zawsze pokazujących wartość wiary i zatopienia w relację osobistą z Najwyższym. Natomiast wymiar pasyjny i cierpiętniczy w liturgii słowa obecny jest dopiero w ostatnim etapie Wielkiego Postu, kiedy to przygotowujemy się do celebracji najważniejszych wydarzeń Paschy Pana.

Teksty biblijne pokazują nam, że istotą życia duchowego jest nieustanna walka między dobrem i złem. W życiu duchowym nie ma postawy neutralności, ale trzeba się konkretnie określić, stąd potrzeba dokonywać wyboru. W Ewangelii I niedzieli Wielkiego Postu usłyszeliśmy o podstępnym działaniu szatana. Kusiciel chce wykorzystać absurdalną motywację religijną przeciwko samemu Bogu. Jezus Chrystus pokazuje nam postawę wierności i wytrwałości w walce ze złem. Zaufać Bogu, w Nim mieć nadzieję i kroczyć dalej do przodu. Współczesny świat często kusi nas podobną argumentacją, dlatego też potrzebujemy trzeźwego myślenia, aby nie uleć fałszywej religijnej argumentacji, która wyrazi się w działaniu na pokaz.

Ostatnio słyszałem opowiadanie o jednym małżeństwie zaangażowanym w ruchy biblijne, które pomimo formacji, nie potrafiło zrozumieć, że jeśli chcę autentycznie żyć Bogiem, to muszę mieć w sercu chęć poświecenia czasu dla Boga i ludzi. Podjęli się prowadzenia grupy, a okazało się, że w ogóle nie mają na to chęci i czasu, zbywali wszystko, nie wywiązywali się z obowiązków, aż wreszcie jeden z uczestników grupy po długim czasie modlitwy i zastanowienia się upomniał tę parę i w konkretnych słowach zwrócił uwagę na złe postępowanie i konsekwencje. Oczywiście ci Państwo ze strachu zaczęli – niby – wypełniać zadania, ale wszyscy czuli, że jest to fałszywe szukanie pretekstu, aby zrezygnować i odejść. Kiedy dokonała się konfrontacja, stała się dziwna rzecz, a mianowicie: odważyli się wypowiedzieć swoje żale, że oni czują się oburzeni postawą tego jednego współbrata ze wspólnoty, bo jak można tak bezpośrednio zwracać uwagę i w ogóle tak szczegółowo wytykać błędy. Nastąpiła chwila konsternacji, wszyscy czekali co nastąpi i nie trzeba było długo czekać, bo owo niby uformowane małżeństwo podziękowało za współpracę, mówiąc: „my nie wyobrażamy się siedzieć przy jednym stole z osobami, które tak nas upomniały”. Gdy inni to usłyszeli oniemieli, że można być tak pysznym i dumnym człowiekiem, żeby blokować się na postawę otwartości i przebaczenia. Gdy słyszałem to opowiadanie to przyszła mi jedna myśl: można wiele lat udawać i niby uczestniczyć w formacji, a nigdy nie wpuścić nawet małego światła Bożego słowa tylko trwać w skrajnym egoizmie, który szybko doprowadzi do zguby i tragedii, na którą długo nie trzeba będzie czekać. Chrześcijanin, który mówi, że on nie ma w sercu postawy przebaczenia, to człowiek bardzo smutny, który potrzebuje nawrócenia. Zastanówmy się nad naszą postawą czy nie gardzimy innymi poprzez uważanie się za kogoś lepszego.

Czasem niektórzy myślą, że jak mieszkają w dużym mieście to już są kimś, a przecież to jedna wielka bzdura. Drodzy Czytelnicy, jak mamy w sobie taka postawę, to bardzo nie dobrze, proszę natychmiast rozpocząć drogę zmiany myślenia, że to od naszej wewnętrznej postawy zależy nasze zabawienie, a nie od tego czy mieszkam w dużej metropolii czy małej miejscowości, czy mam dwa samochody czy jeden czy jestem wykształcony czy nie. Wyzwólmy się z tego prymitywizmu, w którym większość tkwi i myśli, że tak ma być. Obudźmy się na początku tego świętego czasu, bo nie o to chodzi, nie do tego wzywa nas Pan. Pomyślmy czego On pragnie, a poczujemy zmianę nas samych.