Newsy

Uzdrowienie i uwolnienie mają służyć rozwojowi wiary

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Z ks. Krzysztofem Kołodziejczykiem rozmawia Natalia Janowiec

– Od kilku lat w kościołach naszej diecezji celebrowane są Msze św. z modlitwą o uzdrowienie
i uwolnienie. Wierni uczestniczący w nabożeństwach świadczą o żywej i prawdziwej obecności Jezusa Chrystusa. Niestety wielu z nich przyrównuje tę obecność do magii i czarów.

– Żywa i prawdziwa obecność Pana Jezusa jest nie tylko w czasie Mszy z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, ale codzienni 24h, 365 dni w roku w każdym kościele i kaplicy, gdzie znajduje się tabernakulum i Najświętszy Sakrament i gdzie odprawiana jest Msza Święta. Natomiast znaki towarzyszące przeżywaniu takich spotkań modlitewnych, formuły modlitewne, gesty księdza, osoba prowadzącego lub zaproszonego charyzmatyka, mogą być traktowane przez ludzi w sposób magiczny. W moim przekonaniu wynika to przede wszystkim z nieświadomości osób, które w tym uczestniczą. Dlatego bardzo ważne jest, żeby wszystko, co się dzieje w czasie takiego nabożeństwa tłumaczyć, wyjaśniać, choć i tak zawsze pozostanie jakaś grupa, która będzie tłumaczyła to na opak. Do niewłaściwego spojrzenia na charakter takiego nabożeństwa przyczynia się tzw. „jedna baba drugiej babie”, czyli nasze plotkowanie. Najczęściej w stylu” „słyszała pani? podobno w tym kościele, to ludzie mdleli… ja nie byłem ale słyszałem, że… ja nie idę, bo się boję”. A trzecią przyczynę widziałbym w niedojrzałości wiary, która przekłada się albo na oczekiwania tzw. „fajerwerków” (czyli ilości znaków, które będą się działy w czasie nabożeństwa) albo na postawę, która nie wymaga od siebie. Przez to ostatnie stwierdzenie rozumiem takie podejście do różnych życiowych trudności, kłopotów, nawet duchowych, które upatruje „załatwienia sprawy” przez odmówienie modlitwy, przez fizyczne zetknięcie się z charyzmatykiem, przez dotknięcie monstrancji, przez położenie rąk księdza na głowie, itp., a nie widzi i nie podejmuje trudu osobistego nawracania się z grzechów, trwa w nieprzebaczeniu czy w złośliwości. Pewnego rodzaju „niezwykłość i magiczność” takich spotkań podniecają osoby, które potocznie nazywamy „nawiedzonymi”. Z całym szacunkiem dla nich, ale jeżdżenie od spotkania do spotkania „od Bałtyku po gór szczyty” nie jest żadną formacją duchową i nie przynosi żadnej korzyści ani tej osobie ani osobom z jej otoczenia. Jedynym doświadczeniem takich osób jest przeżycie emocjonalne. Dla takiej osoby miarą „wielkości” czy „mocy” osoby prowadzącej albo „skuteczności” nabożeństwa jest właśnie przeżycie emocjonalne. Niejednokrotnie to właśnie sprawia, że taka osoba zaniedbuje dom, rodzinę, małżeństwo, bo jest spragniona takich przeżyć. Jeśli ktoś ich nie doświadcza, wówczas w mniemaniu tej osoby jest gorszy, nie ma wiary itp. Niestety, gorzką prawdą jest i to, że w takich nabożeństwach biorą udział ludzie, którzy „doładowują energię”, tzn. osoby zajmujące się szeroko pojętą medycyną niekonwencjonalną (czytaj okultyzmem). Albo takie osoby polecają „swoim pacjentom” uczestnictwo w takich Mszach, żeby niejako zasłonić się parawanem nieszkodliwości tego, co robią, lub podeprzeć swoją demoniczną działalność pobożnością.
Wtedy sprawiają wrażenie pobożnych, wierzących, bo o takich Mszach mówili, święte obrazy w mieszkaniu mają, albo wskazują nawet jakie modlitwy odmawiać. Stąd organizacja takich Mszy świętych i właściwe ich przeżywanie i wynoszenie z nich duchowego i fizycznego uzdrowienia, wymaga cierpliwych lekcji dla uczestniczących w nich, jak i dla samego księdza. Pojawiają się etapy zachwytu, niedowierzania, rozczarowań, zniechęcenia, czasem wrogości, żeby w końcu coraz bardziej dojrzewać do poziomu: potrzebuję Chrystusa, żeby kierował moim życiem. Nie wyobrażam sobie, żeby kto inny był Panem mojego życia.

– Na czym polega prawdziwe uzdrowienie i uwolnienie?

Najprościej mówiąc: była choroba i jej nie ma, było zniewolenie i jest wolność. To trochę jest tajemnica działania Pana Boga, więc trudno mówić o jakichś jednakowych dla każdego objawach. Uzdrowienie i uwolnienie polegają na tym, że Pan Bóg działa swoją uzdrawiającą i uwalniającą łaską, dokładnie tak samo, jak to czytamy na kartach Pisma Świętego. Szybkość i odczuwalność tego, co robi Pan Bóg trudno mierzyć ludzkimi miarami, bo w jednym przypadku będzie to natychmiast, innym razem będzie to następowało etapami. Prawdziwość tego co się stało, gdy chodzi o chorobę fizyczną, mogą potwierdzić badania lekarskie. Natomiast w sferze duchowej sama osoba będzie obserwowała czy nastąpiła zmiana na lepiej czy nie. Świadectwa ludzi o uzdrowieniu i uwolnieniu składane są niejednokrotnie po długim czasie od chwili modlitwy. Osoby mówiły, że najpierw muszą się przekonać o prawdziwości tego, co się stało. Można mówić o towarzyszących uzdrowieniu czy uwolnieniu odczuciach, ale samo odczucie, wcale nie musi wskazywać na uzdrawianie czy uwalnianie. Wśród tych odczuć wymieniane są: drżenie ciała, odczucie intensywnego gorąca w miejscu choroby lub w miejscu, które kapłan dotykał modląc się, odczucie zimna, odczucie wewnętrznego pokoju, wrażenie jakby jakiś ciężar został zdjęty z pleców, czy tzw. Spoczynek w Duchu Świętym. Jeżeli ktoś skupia się tylko na tych wrażeniach, to ogranicza hojność możliwości Pana Boga. Zdarza się też, że te odczucia nie wskazują na żadne uzdrowienie, a jedynie są wynikiem rozbudzonej emocjonalności. Czasem są formą „pokazówki” przed innymi, celem wzbudzenia zainteresowania sobą, albo wśród znajomych, którzy zostali zaproszeni na takie nabożeństwo, pokazania, że jest już tak otwarty na „działanie” Ducha Świętego. Czasem śmiesznie to wygląda, jak przy „spoczynku” ktoś upadający poprawia sobie np. czapkę na głowie. Podsumowując. Uzdrowienie i uwolnienie mają służyć rozwojowi wiary i życia wiarą. Otwierają
na wspólnotę Kościoła i utwierdzają człowieka na drodze pokornego posłuszeństwa nauce i wskazaniom Kościoła. Jeżeli natomiast wszelkie wrażenia i doświadczenia odciągają człowieka od Kościoła, ktoś zaczyna buntować się, zaniedbywać swoje obowiązki w domu, w pracy, w rodzinie, w swojej parafii, to nie ma to nic wspólnego z działaniem Ducha Świętego.

– Wielu ludzi wierzących, wszelkie przemiany wewnętrzne i uzdrowienia tłumaczy swym udziałem we Mszy św. z modlitwami charyzmatów. A co z niedzielną Mszą świętą? Czy w takich przypadkach nie odchodzi w zapomnienie?

– Owszem, niedzielna i świąteczna Msza Święta to obowiązek każdego katolika, wynikający z przykazania „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Ale jeżeli ten obowiązek nie jest podejmowany z miłością, z potrzeby serca, to staje się pustym i nic nie znaczącym rytuałem, który tradycyjnie należy zaliczyć. Wspomniane przeze mnie „przeszkody” mogą sprzyjać takiemu traktowaniu Eucharystii. Ale na pewno Msza z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie nie dyskredytuje niedzielnej Mszy. Według mnie pomaga ją bardziej rozumieć i bardziej świadomie przeżywać. Poza tym wewnętrzne uzdrowienia i przemiany to nie tylko doświadczenia ludzi z nabożeństw o uzdrowienie i uwolnienie. Wielu przeżywających rekolekcje choćby wakacyjne, rekolekcje Domowego Kościoła czy rekolekcje ignacjańskie też daje świadectwo takich łask. Powtórzę się – nie ograniczajmy hojności Pana Boga. Msze z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie nie są jedyną drogą do zbawienia. Kościół jest wspólnotą wspólnot, w których Pan Bóg rozdziela swoje dary i łaski w rozmaity sposób i na miarę gotowości przyjęcia ich przez człowieka w tych wspólnotach.

– Powiązanie Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie wyraźnie akcentowane jest w grupach Odnowy w Duchu Świętym.

Szczerze powiem, że nie zauważyłem takiego akcentowania. Ale jest ono zrozumiałe, gdyż w tych wspólnotach, ze względu na ich charakter, Pan Bóg upodobał sobie rozdawanie charyzmatów nadzwyczajnych, które wyrażają się w darach np. uzdrawiania, proroctwa czy poznania. Ponieważ żyjemy w czasach, gdzie wyraźnie ożywione jest w ludziach pragnienie Ducha Świętego, pragnienie doświadczania żywego Boga, w tych wspólnotach wyraźnie On działa. Ze swej natury Odnowa w Duchu Świętym jest wspólnotą otwartą na działanie Ducha Świętego i przez uwielbienie, modlitwę wstawienniczą i posługę otrzymanymi charyzmatami, chce ona służyć całej wspólnocie Kościoła. Oczywiście Odnowa w Duchu Świętym nie ma monopolu na taki rodzaj nabożeństw, ale jest jej bliżej ze względu na swoją tożsamość. Dla porównania, proszę zobaczyć jak wygląda Wspólnota Rodzin Mamre. To nie jest Odnowa w Duchu Świętym, a w niej też nabożeństwo o uzdrowienie i uwolnienie to coś normalnego i wynikającego z jej otwarcia na głos woli Bożej. To mniej więcej tak, jakbyśmy pytali: Dlaczego cukiernia piecze ciastka? Przecież każdy może. Jednak cukiernia się w tym specjalizuje, to wynika z jej tożsamości. Podobnie jest ze wspólnotami wewnątrz Kościoła. Dlatego Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym akcentuje takie nabożeństwa.

– Jak zatem powinniśmy odczytywać lub odnajdywać właściwy przekaz tych nabożeństw, aby inne nie zeszły na dalszy plan ?

– Nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie nie są ważniejsze i lepsze od innych nabożeństw. Są jednymi z wielu innych i zupełnie ich nie przekreślają ani nie deprecjonują. Każdy wewnątrz kościoła odnajduje swoją drogę duchowego wzrastania, a ta forma jest jedną z wielu. Podobnie jak w trosce o zdrowie człowieka stosuje się różne formy pomocy, dostosowując je do potrzeby człowieka, podobnie zróżnicowanie nabożeństw jest takim wyjściem im naprzeciw. Jeśli chory ma chorą skórę, to idzie do dermatologa. Jeśli boli go ząb idzie do dentysty. Podobnie z nabożeństwami. Wspólnota Kościoła oferuje w ten sposób bogaty wachlarz możliwości, wychodząc naprzeciw człowiekowi.

Dziękuję za rozmowę
Fot. N.J