Artykuły Newsy Święci

Duszochwat, rzecz o świętym Andrzeju Boboli

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

16 maja obchodzimy wspomnienie św. Andrzeja Boboli. Patron ten urodził się w 1591 r. w niedalekiej Strachocinie. W 1622 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Towarzystwie Jezusowym (Jezuici). Nazywany jest łowcą dusz (duszochwatem), gdyż jego gorliwość i zapał uderzały ludzi, którym posługiwał. Bobola urządzał wyprawy misyjne w okolice rozciągające się między Pińskiem a Janowem Poleskim. Obchodził miasteczka i wioski, wygłaszał w większych skupiskach ludzkich kazania, a przede wszystkim wstępował do wiejskich lepianek, by mówić ludziom o wierze. Nauczał katechizmu i w przystępny sposób wskazywał im, jak mają urządzić swe życie po katolicku. O ile zaszła potrzeba, udzielał Chrztu Św., łączył pary małżeńskie, spowiadał i ze szczególnym umiłowaniem udzielał Komunii Św. Najchętniej pracował nad zaniedbaną młodzieżą, którą miłym swym usposobieniem przyciągał do siebie i z wielką gorliwością oraz umiejętnością uczył katechizmu (http://www.strachocina.przemyska.pl).

Św. Andrzej jest patronem Polski, męczennikiem. Jego wiara i wytrwałość w cierpieniu jest dla nas wzorem i przykładem. Jak czytamy w różnych opisach niezwykle cierpiał, przez co Kozacy chcieli wymusić na nim wyrzeknięcia się wiary. Ks. Feliks Koneczny tak pisze o jego męczeństwie: Otoczony już przez hultajstwo, ukląkł na środku drogi, mówiąc: Bądź wola Twoja! Przywiązali go do drzewa, siekli rózgami, po czym pomiędzy dwoma jeźdźcami przytroczonego na powrozie zawlekli do Janowa, przed dowódcę kozackiego. Ten ranił go szablą w rękę tak straszliwie, iż ledwie wisiała bezwładna, drugim cięciem rozpłatał mu nogę. Inny kozak wyłupił mu oko. Potem przypiekali mu piersi i boki, zdzierali z niego żywcem skórę, obcięli mu nozdrza i usta, i wyrwali język. Przywoływany ciągle, żeby się wyrzekł wiary katolickiej, odpowiadał, póki mógł mówić, wysławianiem prawdziwej wiary. Wreszcie konającego już wrzucono w błoto uliczne, gdzie po kilku godzinach dobito go ostatnim ciosem w bok. Działo się to 16 maja 1657 r. Dokonawszy mordu, zbrodnicza czerda uciekła i rozbiegła się, dzięki czemu można było zwłoki odwieźć do Pińska i tam pochować w grobach jezuickich.

W ten szczególny dzień, gdy przypominamy sobie świętego męczennika chciejmy zapytać samych siebie o naszą wytrwałość w wierze. Nie wiemy jak zachowalibyśmy się gdyby ktoś groził nam śmiercią jeśli nie wyrzekniemy się wiary, jednak robiąc sobie rachunek sumienia zapytajmy siebie czy czasem nie za łatwo rezygnujemy z Boga, z niedzielnej Eucharystii, modlitwy, czy nie wstydzimy się krzyżyka czy medalika wiszącego na naszej piersi… Dziś nikt nie każe nam fizycznie umierać za wiarę czy jednak nie zbyt łatwo sami z niej rezygnujemy? Święty Andrzej niech będzie dla nas wzorem wytrwałości.

Niechże więc wszyscy jako we wzór wpatrują się w męstwo świętego Męczennika Andrzeja Boboli, niech nieugiętą jego wiarę i sami zachowują i na wszelki sposób bronią, niech tak naśladują jego apostolską gorliwość, żeby starali się najusilniej stosownie do swego stanu Królestwo Chrystusowe na ziemi umacniać i we wszystkich kierunkach rozszerzać – Pius XII, Encyklika Invictus Athleta Christi

Magdalena Maraj
Foto: sodalicja-marianska.manifo.com