Newsy

Felieton wikarego na 13 maja 2018 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

„Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Chrystus wstępuje do nieba, ale nie zostawia nas samych – co więcej – posyła z konkretnymi zadaniami, aby iść i głosić Jego Ewangelię. Apostołowie wtedy napotykali, jak i my dziś napotykamy różne trudności, które nas ograniczają w wypełnianiu dzieła ewangelizacji. Wtedy paraliżował ich strach, natomiast dziś należą do nich: zabieganie, pracoholizm, także i strachu nie brakuje oraz wiele innych. Trudno nam siedzieć i płakać, gdyż potrzeba nam wszystkim trochę cierpliwości, aby popatrzeć z dystansem na siebie i innych. Apostołowie mogli też się zablokować i wycofać, ale nie uczynili tego. Dlaczego? Bo mieli doświadczenie bliskości Jezusa, wierzyli że pomimo wstąpienia do nieba pozostał z nimi i tak pozostanie do końca świata. Bez pogłębiania żywej obecności Jezusa, który zmartwychwstał i pokonał śmierć i szatana nie byliby w stanie podjąć tak trudnego zadania – jakim było budowanie Kościoła. Większość z nich – oprócz św. Jana; oddała życie poprzez śmierć męczeńską.

Teraz popatrzmy na nasze życie. Jak my – współcześni chrześcijanie wypełniamy zadanie Jezusa, które otrzymaliśmy? Bywa tak, że nie możemy ruszyć do przodu, bo ciągle wracamy do przeszłości, często smutnej i naznaczonej poważnymi wydarzeniami. Pamiętać należy, że jeśli uregulowane zostało wszystko, zawierzone Bogu w spowiedzi świętej, wynagrodzone bliźnim, to nie mamy podstaw do rozterek i załamywania się. Natomiast jeśli przypominamy sobie sytuacje życiowe, które ciągle ropieją, gdyż nie zostały naprawione, trwamy w nienawiści i konflikcie, to nie ma się co dziwić, że sumienie nas ostrzega i mobilizuje do poprawy. W takich sytuacjach mogą pojawić się stany nerwicowe i depresyjne, konieczna będzie interwencja lekarza, a wcześniej psychologa. W konsekwencji przygotujemy się do szczerej spowiedzi świętej, która będzie nie tylko przyznaniem się do winy i wyznaniem grzechów, ale chęcią szczerej poprawy i wynagrodzenia krzywd. Tu jest okazja do mocnego otwarcia na działanie Ducha Świętego, który nauczy nas osobistej więzi z Jezusem. Potrzeba tylko jednego: przyjścia do Niego z wiarą, nadzieją i miłością. Owo przyjście zaowocuje tym, że On – Pan i Bóg zaopiekuje się nami według woli Ojca. Wtedy nie będziemy się gubić w naszych codziennych sprawach, ale odkryjemy sens nawet w tym, co wcześniej było bardzo dziwne i sprawiało nam wiele problemów. Potem będziemy z uśmiechem opowiadać te wydarzenia, wiedząc że to Jezus oczyścił, wyrównał, nadał sens i podniósł nas do życia w łasce Bożej.

Dzisiejsza Uroczystość pomaga nam zrozumieć cel naszego zmagania. Dobrym komentarzem są słowa św. Grzegorza Wielkiego: „żeby głos Jezusa nie pozostawał w nas zakryty, trzeba, ażeby każdy na swój sposób głosił bliźnim tajemnicę własnego powrotu do życiu”. Każdy powrót wiąże się z odarciem naszego dobrego mniemania o sobie. Sprawia to, że stając w prawdzie zaczynamy rozumieć stopniowo nasze wcześniejsze życie i co najważniejsze: wiara się umacnia i prowadzi nas do Ewangelizacji.

Szatan zrobi wszystko by nas atakować, wprowadzać w ciemną uliczkę bez wyjścia, natomiast wiara i wpatrzenie w niebo pozwoli nam nie tylko przetrwać chwile trudne, ale zdobyć nowe doświadczenia do walki o świętość swoją i naszych bliskich.

Pamiętaj, Drogi Czytelniku, że w pójściu za Panem Jezusem nie ma tzw. „świętego spokoju”, ale jest nieustanne wyzwanie i gotowość do walki duchowej. Doprowadzi to w Twoim życiu do cudów, o których słyszeliśmy w Ewangelii. Potrzeba tylko jednego: jeśli „uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony”. Każdy z nas może być tym kolejnym apostołem. Nie bójmy się, nie ukrywajmy darów, które otrzymaliśmy „z wysoka”, ale świadomi nieustannej obecności Jezusa zmagajmy się, aby ogłaszać Go całemu światu.