Newsy

Felieton wikarego na 1 lipca 2018 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Współczesne cuda

Słuchając słów Ewangelii z XIII niedzieli zwykłej w ciągu roku, dostrzegamy cud, którego dokonał Jezus Chrystus. Możemy się dziwić – jaki jest cel tego tekstu? Przecież dziś każdy wszystko sprawdza, liczy i ocenia rozumowo, bardzo trudno jest uwierzyć w cud. Gdy sięgniemy do definicji cudu, to przeczytamy, że jest to zjawisko nadnaturalne, które nie ma wiarygodnego naukowego wyjaśnienia. W znaczeniu religijnym wyróżniamy różne cuda: Jezusa w Kanie Galilejskiej, rozmnożenie chleba, wskrzeszenie córki Jaira – o czym słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, czy objawień Maryjnych, ale także cuda uzdrowienia ciała i duszy, potrzebne do stwierdzenia autentyczności danej osoby, która umarła w opinii świętości i po pewnym etapie od śmierci jest kandydatem na ołtarze jako sługa Boży. Cud jest wymagany, by mogło dojść wtedy do beatyfikacji czy kanonizacji. W znaczeniu szerszym mamy także inne cuda: cuda gospodarcze i odkrywcze, siedem cudów świata itd.

Sami wiemy, że krocząc drogami świata doświadczamy różnych cudów, potrzeba tylko je dojrzeć. Cuda bywają także i dzisiaj, ale należy pamiętać, że nie można ich szukać tam, gdzie dużo hałasu, gdzie jest wiele rzeczy do podziwiania, jednak brak wiary. Kiedyś jeden z komentatorów współczesnych zadał pytanie: „Po co cud, skoro nie ma nam nic do powiedzenia?” Każdy człowiek, który żyje jest „żywym cudem Boga”. Ktoś powie: „co ksiądz opowiada, przecież z moim mężem się nie da żyć”; inny: „moi rodzice są tak męczący, że muszę się od nich wyprowadzić”; kolejni: „mój przełożony w pracy myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, gardzi nami i poniża – jak tu normalnie pracować i cieszyć się pracą?” itd. Moglibyśmy jeszcze wiele takich przykładów wymieniać, ale nie miejsce i czas na to. Nie zniechęcając się w naszych rozważaniach, spróbujmy udzielić sobie odpowiedzi na pytanie: jakie są współczesne cuda, których często nie dostrzegamy?

W dzisiejszym świecie żyje wielu ludzi, którzy potrafią się poświecić całkowicie dla sprawy wiary w Chrystusa, nie boją się tego, że stracą pracę i mają na przykład tyle dzieci, ile im Bóg ofiaruje. Nie ogranicza ich to, że wierzą na przekór wszelkim modnym poglądom czy filozofiom; ludzi, którzy z wielkim zaangażowaniem serca i umysłu kochają Jezusa w tych, którzy czy w domu, czy w pracy są lodowaci, niewrażliwi, nie mają pozytywnych uczuć. To są jedne ze współczesnych cudów pośród nas ludzi.

Kilka dni temu napisał do mnie pewien młody człowiek, który posiada rodzinę, ale codziennie znajduje czas na przedłużoną modlitwę myślną, o jednej trudnej sprawie jego kolegi, który był upokarzany przez kierownika w pracy. Wysłał swemu koledze wiadomość tekstową następującej treści: „Nie rób mu nic złego. Tę próbę zesłał Pan na Ciebie. On chce, żebyś Go kochał bezgranicznie w tym Kierowniku. To próba miłości heroicznej.” Ten, kiedy odebrał wiadomość, zaczął się buntować, bo przecież to nielogiczne, żeby kochać Jezusa w człowieku, który nas upokarza i gardzi nami. Jednak nie dawały mu spokoju te słowa, żeby kochać Jezusa bezgranicznie. Wybrał się na spacer, obserwował przyrodę, słuchał swego sumienia, analizował różne chwile z pracy i kontaktów z Kierownikiem. W pewnym momencie uświadomił sobie, że jeśli on teraz będzie niszczył tego przełożonego, to sam na tym poniesie szkodę, a tym bardziej wspólne zadania zawodowe nie zostaną dobrze wykonane. Wrócił do domu i otworzył Ewangelię z dnia, bo zawsze gdy miał problemy, to sięgał do Biblii, aby nabrać siły i nowego światła. Czytał i czytał kilka razy, aż wreszcie wzruszył się tak mocno, że nie mógł opanować łez. Sam nie wiedział, dlaczego płacze: czy z powodu upokorzenia, czy może nad sobą? Dostrzegł, że to on sam był przyczyną zdenerwowania Kierownika. Przez tę trudną sytuację zobaczył swoje błędy, których wcześniej nie widział, a co gorsza nawet nie chciał widzieć. Tego dnia udał się wieczorem na cichą adorację do kościoła parafialnego, gdyż był to wieczór modlitwy w ciszy, dla ludzi zagubionych i poszukujących. Trwał wpatrzony w Jezusa w monstrancji. Nic nie mówił, ale czuł jak jego sumienie staje się bardziej spokojne, nabrał innego podejścia do tej trudnej sytuacji w pracy. Gdy popatrzył na zegarek, zobaczył, że trwał ponad 1,5 godziny. Nigdy dotychczas tak się nie modlił. Czuł, że musi tam być. Kolejnego dnia, po powrocie do pracy, udał się do Kierownika, aby wyjaśnić wszelkie nieporozumienia. Najważniejsze, jak sam mówił, było to, że w jego sercu zagościł pokój. Tak dokonał się -niby taki prosty – ale współczesny cud, którego dokonał Jezus przez krótkie zdanie przyjaciela, moc Ewangelii i ciszę modlitwy trwania przed Nim.

Są też ludzie, którzy oddają się w codziennych obowiązkach dla innych i nic o tym nie mówią. To jest szczególny współczesny cud, do którego zachęcam Was, Drodzy Czytelnicy, ale i samego siebie także.