Newsy

W górę

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Zwątpienie. Ludzie mieli dość. Nadzieja zaczęła umierać, a emocje wzięły górę. Brakowało wody i jedzenia. Wszystko było po ludzku nie tak. Zaczęli szemrać, wątpić w dobroć Stwórcy, tego, który ich wyprowadził z niewoli. Bóg więc zsyła na ludzi kąsające węże. Wtedy zwracają się do Niego, proszą o wybaczenie. A On, w swojej mądrości nakazuje Mojżeszowi umieścić na palu węża miedzianego, który miał być ich wybawieniem. Ktokolwiek spojrzał na węża pozostawał przy życiu (Księga Liczb 21, 4-9).

Spojrzeć w górę. W górę, gdy po podłodze pełzają węże i kąsają. Oderwać wzrok, przełamać strach, zmienić punkt widzenia.

Życie. Po podłogach naszego życia pełza nie jeden wąż. Tym wężem są przeróżne wydarzenia, ludzie, sytuacje, zniewolenia. To wszystko to, co nie pozwala nam oderwać wzroku od podłogi, od węży, od strachu ukąszenia. Wszystko, co przylgnęło i nie chce się od nas odczepić, robi wszystko, byśmy nie spojrzeli ku górze. Tak bardzo pląta nasze drogi, tak mocno istnieje to w naszym umyśle, że nie pozwala nam myśleć o niczym innym. Rzeczy, sytuacje, ludzie, którzy przykuwają nasz wzrok do ziemi.

Kto patrzy w górę, gdy pod jego stopami wiją się węże? Żeby popatrzeć w górę trzeba mieć odwagę. Bo tylko ona pozwoli popatrzeć przez inną perspektywę i dojrzeć więcej i dalej.
Niebo. Gdy myślę o niebie budzi się we mnie dziwna nadzieja. Błogość, radość, spokój… niebo, a w nim Bóg zasiadający na tronie chwały. To jakby spełnienie wszystkich marzeń, miejsce spełnienia, gdzie nie będziemy już niczego pragnąć. Ale najpierw trzeba oderwać myśli od doczesności, by móc spojrzeć w wieczność. Nie dojdziemy do wieczności uparcie wpatrując się w ziemię.

Moje węże kąsają mnie z każdej strony, a ja nie mam siły iść dalej, bo ich jad mnie obezwładnia. Stoję więc i próbuje zrobić cokolwiek by mnie nie ugryzły. A wystarczy tak nie wiele. Wystarczy popatrzeć do góry, spojrzeć na Boga i zostać wybawionym.

Bóg, niebo, góra. Myśli biegną ku wieczności. Ku czemuś większemu, ważniejszemu. Bo gdy popatrzymy na doczesność widzimy zazwyczaj trudy, znoje, łzy doprawione chwilową radością i szczęściem. Jak w wielkim garnku rzeczywistość miesza smutek z radością i trudy z wygranymi – takie jest nasze życie. Codzienność.

Chrześcijanin to człowiek żywiący się nadzieją. To patrzenie w niebo ma dodawać naszemu życiu nadziei. Bo cokolwiek dzieje się w naszej codzienności, jak wiele węży nas kąsa, mamy uparcie patrzeć w Chrystusa, który dał nam życie wieczne. To nie proste, ale gdy patrzymy w niebo nasze węże stają się mniej groźne, bo mamy wyznaczony, jasny cel – wieczność z Bogiem. Dodatkowo wiemy – wierzymy, że Bóg jest z nami. Nie tylko poprzez przekaz Kościoła, ale także w naszej duszy, gdy przyjmujemy Go w Eucharystycznym chlebie.
Nie pozwólmy, by nasz wzrok był wpatrzony wyłącznie w ziemię. Nie pozwólmy, by naszą codzienność pokryły chmury zniechęcenia i braku nadziei przez codzienne zmagania. Walczmy, mimo strachu i trudu podnieśmy głowy i patrzmy w wieczność. Żyjmy nadzieją.

Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię (Ps 121, 1-2).

Magdalena Maraj