Newsy

Felieton wikarego na 22 lipca 2018 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Przekraczać siebie

Pragnę rozpocząć od opisu spotkania ze starszą i chorą osobą w zakładzie opieki zdrowotnej. Był słoneczny dzień, kiedy to odwiedziłem bliską mi osobę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ponieważ pomimo trudów choroby i cierpienia potrafiła przekraczać samą siebie i wspierać mnie – kapłana. Zapamiętałem jedno zdanie z końca rozmowy: „Masz być posłuszny i robić wszystko, co będą kazać, zapamiętaj to sobie na zawsze, a o mnie też pamiętaj” – wtedy osoba ta rozpłakała się i podała dłoń. Następnie udzieliłem błogosławieństwa i wyszedłem. Podczas drogi powrotnej długo zastanawiałem się nad tym spotkaniem, a zarazem nad tym ostatnim zdaniem. Uświadomiłem sobie, że ten starszy człowiek ma już wielki bagaż mądrości życiowej, która wypływa z podejmowania różnych decyzji, ale i z bliskiej więzi z Bogiem. Jechałem i dziękowałem Wszechmocnemu Bogu, że w chwili, której się nie spodziewałem, otrzymałem tak wiele. Przekroczyć swoje doświadczenie bólu i cierpienia, nie jest łatwo, a równocześnie zauważyć drugiego człowieka i wskazać mu mądre i roztropne postępowanie, to o wiele więcej znaczy niż nasze wszelkie plany i prognozy.

My, współcześni chrześcijanie potrzebujemy tych różnych ciężkich chwil, bez których nie moglibyśmy ruszyć dalej w drogę. Zapytajmy się: drogę, ale dokąd? To jedno z podstawowych pytań towarzyszących nam podczas ziemskiej wędrówki. Jeśli sami zaczniemy odpowiadać na to pytanie, to bardzo szybko się zagubimy i zaczniemy odczuwać pustkę. Potrzeba nam takich, często bardzo prostych, ale jakże głębokich spotkań, jak to wyżej opisane przeze mnie – z ostatniego tygodnia. Same spotkania z ludźmi też nie są jednak wystarczające, ponieważ jako istoty cielesno-psychiczno-duchowe potrzebujemy ciszy i trwania przed Tym, który Jest i czeka na nas. Owa starsza osoba, o której pisałem na początku, często trwała przed Bogiem, pomimo wielu zajęć rolniczych. Teraz, gdy umysł już nie jest w pełni sprawny, nie ma typowej modlitwy, są tylko jakieś szczątki, ale całe cierpienie i walka jest modlitwą, o której tak wiele pisał św. Jan Paweł II w jednym ze swoich dokumentów, skierowanych do ludzi chorych. Określał ich mianem: „skarbów Kościoła i świata”, nad którym my aktywni i zaangażowani ludzie mamy się pochylić i zatrzymać, biorąc przykład z Pana Jezusa z niedzielnej Ewangelii. Chrystus zauważył, że spotkani przez Niego ludzie odczuwają głód Słowa. Mówiąc wcześniej apostołom o wypoczynku, gdyż wiele głosili, sam pokazuje wielkie poświęcenie i wzór pasterza dla zagubionych i opuszczonych. Chrystus przekracza samego siebie, aby ukazać miłość pasterską. Przecież odczuwał także zmęczenie, jednak wiara w wypełnienie Woli Ojca nie pozwala pozostawić mu tych ludzi.

Popatrzmy na przykład, jaki daje nam nasz Mistrz. Ile problemów byłoby mniej, gdyby większe było nasze poświęcenie dla wspólnot, pośród których żyjemy i pracujemy. Dotyczy to nas kapłanów w pierwszej kolejności, ale i każdej rodziny, zakładu pracy czy społeczności lokalnej. Udzielmy sobie odpowiedzi w naszym sumieniu: co jest motywem mojego życia? Jednym z największych zagrożeń jest realizowanie tylko swojego planu, bez zważania na innych.

Przeraziłem się ostatnio, gdy usłyszałem wypowiedź poważnej osoby, która uzależnia swoją pracę od tego, czy jej pokój urządzony jest w stylu, który jej odpowiada. W przeciwnym wypadku rezygnuje z wykonywania danego zajęcia. Zacząłem się zastanawiać: czy ja śnię, czy może ja czegoś jeszcze nie rozumiem? To moje nastawienie, zaangażowanie i czas oddany dla drugich jest najważniejszy, a nie jakieś tam „bereciki”, które wcale nie odgrywają żadnej roli. Prawdziwy sługa ma przyjąć to, co zostanie mu powierzone i tak przekraczać siebie, by się w tym odnaleźć. Wszelkie inne postawy są przejawem egocentryzmu, a śmiem twierdzić, nawet egotyzmu. Nie znaczy to, że ja czy Wy, Drodzy Czytelnicy, nie borykamy się z takimi problemami, ale nie możemy ulegać wygodnictwu. Podejmijmy drogę przekraczania własnych niedoskonałości czy niedogodności życiowych razem z Jezusem i na Jego wzór, a sami bardzo szybko się przekonamy, że będąc wsparciem dla innych, jesteśmy równocześnie szczęśliwymi i nieroszczeniowymi.