Newsy

Felieton wikarego na 2 grudnia 2018

Wpisany przez Kuria Diecezjalna

„Czy my, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei?”.

Nowy rok liturgiczny wprowadza nas w klimat oczekiwania i to nie tylko duchowego, ale przede wszystkim tego czynnego w naszym codziennym  życiu. Ile okresów Adwentu już za nami? Co przewodzi naszym decyzjom? Materializm i nieustanne kupowanie czy może jednak służba i chęć pomocy innym ludziom? To pytania, z którymi chcemy się zmierzyć u początku naszego rozważania, ale i nowego roku walki duchowej oraz formacji sumienia.

Święty Paweł bardzo często pisząc o poganach, zwracał uwagę na to, że nie mają Boga ani nadziei. Uwrażliwiał słuchaczy, że ci dawni i ci dzisiejsi mają swoich bogów, swoje bóstwa, które nie dają żadnej nadziei. Tutaj pragniemy wrócić do pytania z tematu naszego felietonu: „Czy my, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei?”.

Gdy patrzymy na nasza wiarę – czyli owo osobiste przylgnięcie do Boga, to zauważamy, że głęboko wierzący katolik nie może żyć złudzeniami i wyobrażeniami ani co do losów świata, ani co do siebie samego. Człowiek  ten wie o wiele więcej niż to, co przeczyta w gazetach  lub  zobaczy w Internecie czy Telewizji. Doświadczenie osobistej więzi z Bogiem – czyli Tym, który jest i przenika wszystko – sprawia, że wierzy, iż  czeka go coś „nowego” i „większego”. A co więcej jeszcze? Oczekuje Kogoś: który był, który jest i który przyjdzie, aby dopełnić dziejów świata.

Poszukiwanie prawdziwej nadziei musimy rozpocząć od wejścia w nasze serca. Formacja sumienia to podstawa poszukiwania nadziei. Wszelkie załamania i kryzysy życiowe zaczynają się od tego, że poruszamy się tylko po powierzchni nas samych i rzeczywistości, która nas otacza. Kiedyś zastanawiałem się: dlaczego w wielu domach i rodzinach jest tak dużo kłótni i nieporozumień? Próbowałem podpytywać różne rodziny czy uczniów, ale odpowiedzi były bardzo zróżnicowane. Jednak w większości zwracano uwagę, że brakuje nam współczesnym cierpliwości do nas samych i innych osób. Jako pierwszą przyczynę podawano egoizm i budowanie swojego image”, które sprawiają, że nie potrafimy przyjąć innego zdania i od razu się denerwujemy, co wyraża się w strasznym krzyku, zaczerwienieniu skroni, drgawkach i nerwowości. Gdy się zdystansujemy i zastanowimy, to wtedy myślimy: „i po co mi to było, przecież teraz musze przepraszać i załagadzać?”. Najgorsze jest jeszcze to, że bardzo wiele osób nie potrafi przyznać się do błędu i ciągle kłamie, a co dopiero gdyby mieli powiedzieć: „przepraszam” – to by im nie przeszło przez usta. Myślę, że na adwent tego roku podejmijmy jedno konkretne postanowienie, że będziemy uczyć się stawać w prawdzie i wyrazi się to w głośnym i szczerym mówieniu: „przepraszam” – a sami wtedy doświadczymy, że nadzieja na nowo zagości w naszym sercu.  

Nie potrzeba wielu zabiegów, ale tylko szacunku do drugiego człowieka. w naszych domach osoby, które nie potrafią przeżyć dnia bez upokorzenia kogokolwiek czy bez spowodowania jakiejś kłótni czy konfliktu. To bardzo smutni i nieszczęśliwi ludzie, ale nie możemy ich zostawić samych sobie, bo mamy być ludźmi Jezusowej nadziei, dlatego   mamy zrobić pierwszy krok. Oczywiście nie jest to łatwe, ale niech pomoże nam w tym udział w Mszach roratnich czy rozważaniu adwentowych czytań biblijnych oraz poznawaniu świętych adwentowych, takich jak: św. Bibiana, św. Barbara, św. Eligiusz, św. Franciszek Ksawery, św. Mikołaj, św. Jan od Krzyża, św. Ambroży, św. Łucja, św. Dariusz  czy św. Jan Chrzciciel. Korzystajmy z otwartych drzwi, które otwarli nam Ci święci – świadkowie wiary, a wtedy nie straszne nam będą trudy codzienności.