Newsy

Felieton wikarego na 9 grudnia 2018 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Odpowiedzialni za innych

Po lekturze pierwszego czytania z księgi proroka Barucha bardzo mocno zachęcony jestem do zmobilizowania siebie samego i Was, Drodzy Czytelnicy, abyśmy zaczęli zauważać innych. Do znudzenia powtarzam, że tak smutnego narodu jak nasz – to nie ma na świecie. Chociaż lubimy świętowanie, to jednak da się zauważyć, że zrobiliśmy się bardzo wygodni i selekcjonujemy ludzi. Na ulicy wchodzimy w inne osoby, nawet zwykłego słowa pozdrowienia czy „przepraszam” – wielu nie potrafi powiedzieć. Dzieci i młodzież w swych żądaniach są już takie, że nawet za prezent od świętego Mikołaja nie potrafią powiedzieć: „dziękuję”. Codzienne obserwacje są zatrważające. Chęć kariery, posiadania i uważania się za „kogoś ważnego” zawładnęła nami . Zadajmy sobie pytanie: Kim chcemy być? Kogo wychowujemy? Czy te dzieci, które nie są nauczone podstawowych zasad wychowania będą się nami kiedyś opiekować? Wezmą odpowiedzialność za rodzinę, Kościół czy państwo? Śmiem twierdzić, że absolutnie nie. Wtedy obudzimy się pewnego dnia „z ręką w nocniku” – jak to się popularnie mówi – zobaczymy wtedy nasze błędy wychowawcze, ale będzie już za późno.

Podam prosty przykład: w czasie jazdy samochodem doszło do awarii chłodnicy, z samochodu wydostają się kłęby dymu. Właściciel samochodu zatrzymuje się na poboczu drogi krajowej naszego województwa w pobliżu – niby pobożnego miasteczka – ale to nikomu nie przeszkadza, bo żaden jadący samochód się nie zatrzymuje, pomimo próśb o pomoc. Człowiek ten nie miał przy sobie ani telefonu ani innych urządzeń komunikacyjnych. Postanowił zostawić samochód i wyruszył pieszo do owego miasteczka, po długiej drodze udało mu się uprosić pomoc, ale okazało się, że większość odpowiadała: „Panie ja nie mam czasu, a co mnie to obchodzi, ja Pana nie znam, idź pan stąd!” – smutny wrócił, bo nikt mu nie pomógł. W dobie współczesnego rozwoju techniki i dobrobytu, gdzie większość ma telefony, nawet w urzędzie pocztowym nie mógł zadzwonić. Dopiero wracając spotkał staruszkę, która ciągnęła wózek pełen makulatury i dopiero ona okazała się odpowiedzialna i pełna wrażliwości, bo mieszkała nieopodal i człowiek ten mógł zatelefonować. Zastanówmy się: czy to możliwe? O tak i to nie są opowieści fantastyczne, ale z podwórka i naszego „pobożnego” Podkarpacia.

Słowa proroka zachęcają nas byśmy podnieśli głowy i wreszcie zaczęli zauważać coś więcej niż tylko nas samych. „Podnieś się, Jeruzalem! Stań na miejscu wysokim, spojrzyj na wschód, zobacz twe dzieci, zgromadzone (…)”. Trzeba nam się obudzić, bo choć to już kolejny Adwent naszego życia, za kilka tygodni kolejne kolejki do konfesjonałów i szczerze zadajmy sobie pytanie: i co z tego? Czy po prostu będzie to kolejny etap folkloru i tradycji narodowej czy może moment zmiany? Myślę, że życie duchowe jeśli jest autentyczne, to da się je wyczuć w kontakcie z drugim człowiekiem. Chyba najlepszym zadaniem dla nas wszystkich będzie wierszyk, który uczymy dzieci w przedszkolu, ale zbyt rzadko ostatnio, a nam dorosłym jest on bardzo potrzebny i proszę byśmy nie tylko nauczyli się go na pamięć, ale zaczęli wreszcie stosować i czuć odpowiedzialność za innych ludzi, nawet tych – niby obcych – po prostu za wszystkich:
„Na całe swoje życie weź trzy czarodziejskie słowa: proszę, przepraszam, dziękuję i w sercu je zachowaj”.