Newsy

Felieton wikarego na 17 lutego 2019 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Zaufanie, pomimo trudów

Każdy człowiek z natury potrzebuje i szuka bezpieczeństwa. Współczesny świat w swym zabieganiu i zamieszaniu bardzo to utrudnia. Rozwój technologiczny, który postępuje w zatrważającym tempie sprawił, że zaczynamy się obudowywać, szukać masek i układów, które sprawią, że będzie nam „niby lepiej”, a w rzeczywistości męczymy się tym wszystkim. Konsekwencją tego stanu jest maksymalne zamykanie się ludzi na siebie, które jest już „lawiną”, a nie zwykłym skutkiem nowoczesności. Miejscowości, które w przeszłości tętniły życiem w dobie tego pseudorozwoju – stały się pustynią, w której jest tylko wiele świateł, nowoczesnych reklam, dobrze przygotowanych chodników czy ławek na plantach, ale co najgorsze – najczęściej pustych! Myślenie pokomunistyczne doprowadziło do tego, że za wszelką cenę podjęto modernizację zewnętrznego świata, ale tym samym zagubiono świat wewnętrzny, bez którego ten pierwszy nie ma sensu.

Stajemy teraz u początku VI tygodnia zwykłego w kalendarzu liturgicznym i chcemy zaczerpnąć ze Słowa Bożego, które daje nam Kościół – dbający od samego początku swego istnienia o budowanie człowieka duchowego, który jest w świecie i choć sam boryka się z grzesznym swym elementem, to jednak – ukazuje wartość budowania życia na fundamencie godności ludzkiej i szacunku. Zaufanie Bogu i ludziom to podstawa, bez której nie ma szansy na budowanie dojrzałego człowieka wewnętrznego.

Prorok Izajasz uwrażliwia nas, że: „przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce”. Kiedy żył Izajasz, a kiedy my żyjemy? Jakoś zbytnio nie zwracamy uwagi na to, że budowanie na sobie i swoich schematach prowadzi nas do zguby. Dalej kroczymy w piorunującym tempie by zastraszać innych, uzależniać od wykreowanych modeli zachowań, do których dorasta ok. 1% społeczeństwa. Notorycznie ukrywamy wielkie tragedie rodzinne jak np.: alkohol, któregoś z rodziców czy narkomanię, albo jeszcze inne poważne sprawy i nie udajemy się po pomoc. Dlaczego? No bo: co by to było, jakby się ktoś dowiedział, że mój mąż czy żona jest alkoholikiem? Jak byśmy wyglądali? Co by o nas mówiono?

Poprzez takie zachowania doprowadzamy do ukrywania i powiększania problemów. Dopiero, gdy wydarzy się jakaś tragedia: choroba nowotworowa czy targnięcie się na życie ze skutkiem śmiertelnym – zaczynamy otwierać oczy i szukać pomocy – tylko, że wtedy, to już jest trochę za późno. Oczywiście, powie ktoś: „lepiej późno niż wcale”, ale nie wolno nam czekać i udawać. Dlatego konieczna jest postawa ufności i zawierzenia, którą wypracowujemy poprzez codzienną walkę duchową, a nie udawanie. W tym ostatnim my współcześni jesteśmy „wzorowi”! Wszyscy tylko udają i zgrywają się, a jak komuś coś powiesz mocniej, to jaka obraza! Od razu zdziwienie: „dlaczego się tak denerwujesz, przecież trzeba opanowywać emocje”. Gdy słyszę taki komunikat, to jakbym uczestniczył we wszelkiego rodzaju szkoleniach marketingowych. Trenerom, którzy je prowadzą nie zależy na budowaniu człowieka duchowego, ale na udawaniu. Podam przykład: wchodzę ostatnio do ważnej instytucji, jeszcze dobrze nie zrobiłem kilku kroków, zostałem przywitany komunikatem: „w czym mogę pomóc?” Odpowiedziałem: „W niczym. Gdyż wiem w jakim celu przybyłem do was”. Idę dalej, kolejne pytanie: „W czym mogę pomóc?” Zatrzymałem się i mówię: „Przepraszam, dlaczego zachowują się Państwo nachalnie i sztucznie, przecież każdy myślący człowiek wie gdzie udać się, aby uzyskać informację i nie potrzebuje narzucania się i sztucznych schematów”. Pani odpowiedziała: „ przykro mi, ale takie są nasze standardy i musimy tak mówić.”

Chyba nie potrzeba komentarza do takich zachowań, których mamy bardzo wiele. Za dużo standardów, procedur, a za mało człowieka i zaufania do niego. Idąc taką drogą daleko nie zajdziemy. Nadzieję daje nam słowo Boga, ale potrzeba z naszej strony czasu i modlitwy, aby otworzyć się i żyć z nadzieją.