Newsy

Felieton wikarego na 3 lutego 2019 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Osamotniony Prorok

Gdy zasłuchamy się w pierwsze czytanie z księgi proroka Jeremiasza, to wydawać się nam może, jakoby nic złego nie mogłoby go dosięgnąć – a tymczasem – było zgoła inaczej! Zapytamy: dlaczego? Usłyszeliśmy, że wezwany został jeszcze w łonie matki i posłany do ludu zbuntowanego z potwierdzeniem nieustannej ochrony w słowach: „ (…) Ja jestem z tobą, mówi Pan, by Cie ochraniać”. A jednak, gdy zagłębimy się w całą księgę, to dojdziemy do momentu, kiedy Prorok Jeremiasz przeżywa wielką samotność w wierności Bogu, a zarazem świadomość tego, że gdy pójdzie z ludem to zginie razem z nimi. Wyczuwalna jest walka duchowa, jaką podejmuje oraz to ile go, to kosztuje, ale pomimo tego nie może zostawić narodu, do którego został posłany. Jest z nimi do końca, zostaje poddany prześladowaniom, a w konsekwencji zostaje zabity. Ktoś powie: „ ale bezsensowna posługa”! – moim zdaniem – nie tyle bezsensowna, co trudna i pełna ofiary, poświęcenia i samotnej walki, ale zarazem wielkiej bliskości Boga, który nieustannie go prowadzi i umacnia, tak jak to zaznaczył przy powołaniu.

Popatrzmy teraz na nasze życiowe drogi, Drodzy Czytelnicy, gdyż Słowo Boże nie może zostać gdzieś na marginesie, ale ma być wcielone w naszą codzienność. Przecież w naszych domach żyją tacy „osamotnieni prorocy”, którzy zapomnieli już o swoich talentach i rozwoju, bo poświecili się na rzecz rodziny czy społeczności lokalnej. Popatrzmy na nasze Mamy, Babcie, Ojców i Dziadków oraz wielu wielu innych, którzy codziennie sprawiają, że możemy żyć, że śniadanie przygotowane, pranie wyprasowane, że świeże kwiaty we flakonie, drwa porąbane oraz węgiel zakupiony i wrzucony do schowka czy codzienna gazeta na stole itd. Zauważmy, jak często nie dostrzegamy tych niby prozaicznych czynności – a jakże ważnych – sprawiających, iż nasze życie nabiera „smaku”.

Podam prosty przykład związany z okresem zachorowań i przeziębień: mama, która jest gospodynią domową, nagle musi wyleżeć swoje, aby nabrać sił. W domu smutno, cicho, kuchnia zimna, jedzenie każdy przygotowuje – co może, po kilku dniach nawet w korytarzu śmieci i piasku tak dużo, że zaczyna to wszystkich zastanawiać: przecież tu nigdy tego nie było, skąd to się uzbierało? Nagle – o dziwo – dzieci i ojciec biorą się za porządki, robią zakupy, przygotowują posiłki, wyznaczają dyżury. Wcześniej tego nie dostrzegali, bo zawsze wszystko było zrobione, a oni tylko narzekali, ciągle tylko mieli jakieś fochy, że coś niesmaczne, że kwiaty nie takie we flakonie, że podłoga brudna itd.

Popatrzmy na nasze rodziny, zakłady pracy, plebanie czy urzędy – jak wielu cichych i „osamotnionych proroków” oddaje życie dla Boga pośród nas? Co robimy by ich docenić, albo przynajmniej nie poniżać i nie upokarzać? Pamiętamy o rocznicach, urodzinach czy imieninach? A może ktoś posługuje już ponad 20 czy 30 lat pośród nas i nigdy nie usłyszał słów: „ dobrze, że jesteś, cieszę się z twojej pracy?”

Czasem najgorsza jest obojętność, bo ona zabija i blokuje wszelkie postawy miłości, o której tak szeroko głosi nam św. Paweł w hymnie o Miłości. Zróbmy wszystko by nie ulegać tej zgubnej postawie, ale otwierając się na Boga nie zapomnijmy o drugim człowieku, a wtedy sami poczujemy, że to ciche bycie „osamotnionym prorokiem” – choć wymagające, to jednak dające pokój serca i satysfakcję, że jedyną drogą jest: wierność do końca.