Newsy

Felieton wikarego na 7 kwietnia 2019 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Za dużo potępiamy, a za mało miłujemy

Bardzo łatwo nam współczesnym ferować wyroki, „szufladkować” i klasyfikować: kto jest godny, kto nie itd. Obserwując naszą rzeczywistość można dojść do przekonania, że celem wszystkich instytucji jest perfekcjonizm i kontrola wszystkich i wszystkiego. Sami przecież wiemy, że doprowadza to do przybierania masek wszelkiego rodzaju, a pogłębia jeszcze bardziej zafałszowanie i zagubienie ludzi.

W podobnej sytuacji byli ci, którzy przyprowadzili do Pana Jezusa kobietę cudzołożną. Oni chcieli nie tylko wymierzyć jej karę, ale i zastraszyć i sprawdzić Pana Jezusa. Zauważamy bardzo spokojną reakcję Naszego Pana, który nie potępia, – jak to my potrafimy bardzo szybko – nie przekreśla, ani adwersarzy swoich, ani tej kobiety, ale pokazuje, że każdy człowiek ma swoje słabości i jego zadaniem jest podejmowanie wytrwałej pracy nad sobą, a nie zagłuszanie swego sumienia przez niszczenie innych. Co ciekawe; przeciwnicy odeszli, po ludzku patrząc „zatkało ich” – nie wiedzieli co zrobić – Jezus przeniknął ich wnętrza i zobaczył plugastwo i wiele słabości oraz grzechów – pokazał im to. Oni nie potrafili sobie z tym poradzić – wręcz uciekli. Jednak czy da się uciekać przed prawdą? Jak długo i dokąd?

Kiedyś słyszałem smutne wspomnienia o tym, że ktoś oskarżony o pewne łamanie procedur prawnych w jednej z instytucji nagle wyszedł obronną ręką z tego – sprawę zamknięto. Na początku nie wiedziałem, co powiedzieć, ale po chwili zadumy i refleksji doszedłem do wniosku: „spokojnie mówi się, że młyny Boże mielą powoli, ale bardzo dokładnie” i na te osoby przyjdzie czas zapłaty, dlatego nie ma się co dołować, ale zawierzyć to wszystko Bogu, aby On uczył nas miłości i przebaczenia, a sprawy te zostawić Bożej sprawiedliwości. Nie wolno nam oskarżać, wyżywać się wręcz na innych, bo w tym my współcześni zaszliśmy za daleko – mało powiedziane – to jest już obłęd i jakieś zagubienie. Wynika to wszystko z braku wnętrza i braku formacji wewnętrznej. Za bardzo większość skupiła się na walce o dobra materialne i formowaniu żądań, a za mało na indywidualnym rozwoju, który może pomóc nie tylko naszym rodzinom, ale i środowiskom lokalnym oraz całemu społeczeństwu.

Ostatnio w radiu słyszałem ciekawe zdanie: „Od kilku lat Polacy wzięli się mocno w garść, bo widać, że nie marnują pieniędzy, ale skrupulatnie wydają, myśląc o oszczędzaniu”. Zdanie to może i ciekawe dla socjologa, ale dla mnie jako księdza trochę zbyt powierzchowne, bo pokazujące zbytnie skupienie na materializmie, co widać gołym okiem. Plaga zazdrości materialnej, podważania autorytetów czy zaufania, to nasza codzienność! Nie wystarczy wiedzieć o tym, ale trzeba coś konkretnego z tym robić. Wreszcie pasowałoby uczynić coś z szerzącym się kolesiostwem, układami, które niszczą nasze społeczności lokalne. Niby wszyscy to wyczuwają, ale jakoś nikt nie ma odwagi, tak pokierować prawnymi rozwiązaniami, aby to ukrócić. Czy to takie trudne? Skoro są narzędzia do tego: tylko komu chce się wychylić głowę? Bo oczywiście lepiej siedzieć i nic się nie odzywać, żeby tylko coraz to więcej „udrzeć dla siebie”. A myśli ktoś o dobru wspólnym, o narodzie, o wspólnocie? Niech V Niedziela Wielkiego Postu nas wszystkich zawstydzi i zmobilizuje, bo wesoło ta nasza rzeczywistość nie wygląda.