Artykuły

Felieton wikarego na 14 lipca 2019 roku

Wpisany przez ks. Tomasz Gałuszka

Ludzkie możliwości

Pierwsze czytanie ukazuje nam wezwanie do wypełniania Bożego Prawa: „ Polecenie to bowiem, które Ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem” – potrzeba otwartości serca i umysłu, aby zrozumieć, że Boże Prawo jest dla człowieka, aby mógł się prawidłowo rozwijać, trwać w Jego Miłości, budując wspólnotę z innymi ludźmi.

Nasze współczesne życie czasem wygląda tak, jakbyśmy nie wierzyli w nasze możliwości. Niby dysponujemy wieloma zdobyczami techniki i nauki, ale nic z tego, gdyż kurczowo trzymamy wszystko tylko dla samych siebie. Jak trudno jest podzielić się uśmiechem czy dobrym słowem, a co dopiero zatrzymać się i pomóc drugiemu jak miłosierny Samarytanin z niedzielnej Ewangelii! Wcale nie trzeba dysponować wielkimi środkami finansowymi, aby pomagać. To nie potentaci finansowi szerzą wielką pomoc biednym i potrzebującym, ale większość, to prości ludzie, którzy nie mają wiele, ale potrafią jeszcze ofiarować bardziej potrzebującym. Wielkie serce i otwarty umysł znaczą więcej niż „mędrca szkiełko i oko”.

Niedzielna liturgia słowa skłania nas do zastanowienia się nad naszym życiem i wykorzystaniem naszych życiowych możliwości. Warto gruntownie przeanalizować swoje sumienie i zobaczyć czy potrafimy być wielkoduszni dla innych; tak spontanicznie bez kalkulowania i patrzenia na swój własny interes. Ile razy było tak, że mówiliśmy w domu czy pracy: „to nie należy do moich obowiązków, nie obchodzi mnie to”. Przepraszam, ale co by się stało jakbyśmy czasem zrobili coś bez wyliczania i bez wypominania, bo naprawdę zaczyna się to robić śmieszne, że osoby, które niby żyją Panem Bogiem, a jak przyjdzie co do czego, to by ci matematycznie tak wyliczyli, że dech zapiera. Gdzie my jesteśmy? Obudźmy się z tego letargu egoizmu, bo ani się nie oglądniemy, a staniemy na sądzie Bożym i wtedy przyjdzie nam stanąć z pustymi rękami. Wtedy będziemy żałować, że nie potrafiliśmy być otwarci, serdeczni czy mili, ale tylko zimni, wyrachowani, bezduszni i pretensjonalni. Taki był miłosierny Samarytanin? Pomyślmy dokładnie! Taki był? Wszyscy wiemy, że nie taki, oj nie! Ale nas to nie wzrusza! Dopiero trzeba choroby, cierpienia czy śmierci bliskiej osoby, aż zaczynamy powoli się zmieniać. U niektórych, nawet i to nie pomoże. Co musi się stać, żebyśmy podjęli drogę Ewangelii?

Stańmy w prawdzie, niech sumienie nam wyrzuci nasze „interesiarstwo” i brak wykorzystania darów oraz wszelkich możliwości, które otrzymaliśmy od Boga. Mamy pełnię możliwości, ale potrzeba wrażliwości i miłości. Bierzmy się do pracy nad sobą, bo czas jest krótki.