Historia pierwszego Kapelana Wojska Polskiego
Zamieszkała Boguchwale wielodzietna rodzina, przybyłego z Dębowca organisty Wiktora Żytkiewicza, postanowiła chorowitego i najsłabszego z całego rodzeństwa syna Stanisława (urodzony 6 stycznia 1889 r.), który po skończeniu lokalnej Szkoły Ludowej z trudem z powodu poważnej choroby płuc kończył właśnie naukę (eksternistycznie) w I Wyższym Gimnazjum w Rzeszowie skierować do Seminarium Duchownego w Przemyślu.
Żytkiewiczowie nie byli bogaci i to było wszystko, co mogli dla niego uczynić. Opatrzność miała jednak względem chorowitego chłopca zupełnie inne plany. Przełom XIX i XX w niósł w sobie przeczucie koniecznych zmian społecznych i politycznych. Licznie powstajšce organizacje wojskowe wyłaniały młodych przywódców i organizatorów, a przechowywana w sercach wiara podpowiadała, że na wojnę dobrze ić z księdzem kapelanem. Seminarzysta Stanisław uczestnik młodzieżowych poczynań, którym przewodził młodszy od niego o 7 lat Leopold Kula nadawał się do tej roli najbardziej.
Nagle do małego Rzeszowa dotarły wieści, że wybucha wojna . Oczekiwano rozkazu kierującego zorganizowaną przez Leopolda Kulę o pseudonimie Lis kompanię młodzieży w rejon koncentracji. Opuścić trzeba było teren Diecezji, a na to młody ksiądz, który początkiem 1914 r. otrzymał wreszcie święcenia kapłańskie musiał mieć pozwolenie hierarchii kościelnej. Ksiądz Stanisław załatwił pozwolenie w porę i wyruszono, 5 sierpnia 1914 r. zgodnie z otrzymanym rozkazem do Krakowa na tamtejsze miejsce ogólnej zbiórki . W nowym miejscu czekał go wir jawnych i konspiracyjnych działań, jakie przez cały czas towarzyszyły powstającym polskim formacjom wojskowym. W działaniach tych dał się poznać jako sprawny organizator i został pierwszym polskim kapelanem przydzielonym do tworzących się polskich oddziałów wojskowych .
6 sierpnia Austria wypowiedziała wojnę Rosji i nadarzyła się okazja, by również polskie formacje wojnę tę wreszcie rozpoczęły. Już z 2/3 sierpnia na tereny zaboru rosyjskiego ruszył zwiad kawaleryjski (siedmiu kawalerzystów) pod d-cą Beliną-Prażmowskim. Odczytany w nocy z 6 na 7 sierpnia rozkaz Józefa Piłsudskiego wysłał na teren zaboru rosyjskiego, pod dowództwem por. T Kasprzyckiego pierwszy oddział wojskowy nazywany potem 1 Kompanią Kadrową . 7 sierpnia do kompanii dołączył z polecenia swojego gwardiana młody kapucyn ojciec Kosma, Karol Marceli Lenczowski, który na tą wyprawę opuścił krakowski klasztor nie mając do oddziału przydziału komendy wojskowej, co było przyczyną tego, że przez wiele miesięcy (do początków roku 1915) nie mógł potem uzyskać nominacji na kapelana. Oddział Leopolda Lisa Kuli jako 4 kompania batalionu Ryszarda Trojanowskiego rozpoczął kampanię wojenną 14 sierpnia 1914 r., spiesząc na pomoc zmagającej się z przewagą rosyjskiej kawalerii, kompanii por. Kasprzyckiego. Działania mobilizacyjne trzeba było jednak uporządkować. Oddziały polskie jako formacje narodu bez państwa były bowiem uznawane przez przepisy prawa międzynarodowego za franc-tireur`ów (wolnych strzelców, partyzantów), a żołnierze tych oddziałów w przypadku wzięcia do niewoli mogli być przez Rosjan wieszani. Naczelny Komitet Narodowy postanowił więc utworzyć z nich formacje zwane Legionami Polskimi. Do pełnoprawnego sformowania Legionów żołnierze ich winni byli złożyć przysięgę. NKN zlecił zorganizowanie aktu przysięgi pierwszemu oficjalnemu kapelanowi tych formacji - księdzu Stanisławowi Żytkiewiczowi.
4 września 1914 r. podczas odprawianej przez siebie o godz. 9.00 w krakowskim kościele garnizonowym pod wezwaniem Piotra i Pawła, Mszy św. ksiądz Stanisław w obecności posłów, władz NKN i władz miasta Krakowa oraz Komendy Wojska przyjął uroczystą przysięgę, w której uczestniczyło łącznie 3500 legionistów. Po defiladzie, która przeszła na krakowskie Błonia pierwsze z cyklu wielu przemówień wygłosił również młody ksiądz kapelan. 5 września Stanisław Żytkiewicz wraz z Komendą Legionów wyjechał do Kielc, by tam zaprzysiąc znajdujące się w tym mieście polskie oddziały. Dokonaniu tego niezwykle ważnego w historii aktu, faktycznie sankcjonowało powstanie Wojska Polskiego.
25 września 1914 r., załatwiwszy wiele ciążących na nim obowiązków organizacyjnych, kapelan dotarł wreszcie do stacjonującego w Woli Żelichowskiej nad Nidą VI batalionu, w którego składzie znajdowały się rzeszowskie oddziały dowodzone przez Leopolda Lisa Kulę i objął przy nich stanowisko kapelana batalionu, które będzie pełnił aż do zakończenia legionowej kampanii. 9 października 1914 r. rozkazem komendanta Józefa Piłsudzkiego, którym tenże starał się sformować kadrę oficerską późniejszego Wojska Polskiego wraz z 134 innymi żołnierzami legionów Żytkiewicz otrzymał patent oficerski i stopień podporucznika. Armie rosyjskie zaczynały zagrażać stołecznemu miastu Krakowowi i aby je przed nimi uchronić przygotowano walną bitwę mającą zapobiec zdobyciu miasta.
15 listopada 1914 r. pod miejscowością Krzywopłoty trwały przygotowania do odbycia bitwy. Tam też przydzielona do VI batalionu tkwi w okopach kompania Leopolda Lisa Kuli, oddziały przygotowuje duchowo do odbycia pierwszych poważnych zmagań frontowych kapelan Żytkiewicz. Po bitwie opatruje rannych i grzebie zabitych.W Pamiętniku Kapelana Legionów napisanym przez O. Kosmę Lenczowskiego czytamy: "zwozili rannych. Było ich 90 czy 70. Jeden młodziutki 15-letni Pączek z Budziwoja pod Rzeszowem, we wrześniu dla wątłej postawy nie przyjęty do Legionów, na własną rękę puścił się w poszukiwaniu oddziału Piłsudskiego. Odszukał nas w bitwie, śiertelnie rannego, kolega odniósł za jakąś stodołę. Wtem granat uderza zapala stodołę, a żywy jeszcze Pączek podwójną kończy śmiercią: od ran i przypalony ogniem stodoły. Leży w długim szeregu zabitych ze spaloną połową twarzy". Polegli gimnazjaliści to: Stanisław Baran, Włodzimierz Holcer, Tomasz Paśko, Wawrzyn Pączek, Antoni Kiszka, spoczywają na cmentarzu w Bydlinie w zbiorowej mogile. Trumien wystarczyło tylko dla oficerów.
Wkrótce wystarał się on o bezpośredni przydział do oddziału rzeszowian. Odbył wspólnie z nimi całą wielką legionową epopeję bitewną. Po bitwie pod Łowczówkiem płk. Demel wspominał dzień 24.grudnia 1914 r.: "Pierwsza wojenna wigilia odbyła się wśród huku dział, ostrego jazgotania karabinów maszynowych i broni ręcznej, wśród czego Lis-Kula w towarzystwie młodziutkiego kapelana Żytkiewicza łamał się z każdym żołnierzem skromnym opłatkiem". W Legionach polskich było kapelanów wielu, oprócz wymienionego ojca Kosmy byli tam: ks. Józef Panaś, ks. Kazimierz Konopka, ks. Józef Gilewicz, ks. Franciszek Łuszczki, ks. Henryk Ciepichałł. Wielu jednak dostrzegało wyjątkową odwagę i żołnierską postawę kapelana Stanisława. Słabe zdrowie upoważniało go do zwolnienia ze służby i tylko jego upór i starania pozwalały mu wciąż pozostawać w okopach wśród swoich żołnierzy i przyjaciół. Wiosna roku 1915 zastała oddziały nad Nidą. Wielkanoc spędzano w okopach. W książce płk. Demela pt. Pułkownik Leopold Lis-Kula czytamy: "w ziemiance przy ustrojonym choinkami stole zebrała się kompania, jeden pluton został w okopach przy karabinach groźnie leżących na przedpiersiu strzelnic. Ksiądz kapelan Żytkiewicz poświęcił, pluton oddał trzy zgrabne salwy w kierunku okopów rosyjskich, poczem przy niespokojnym świetle reflektorów rosyjskich-nastąpił uroczysty podział święconego dla żołnierzy".
W lecie tegoż roku front przesunął się nad bagienny i rozlewiskowy rejon rzek Styr i Stochód na Wołyniu, oddziały zajęły stanowiska pod miejscowością Kostiuchnówka. Ze względu na silne i częste ataki rosyjskie rejon ten silnie ufortyfikowano, dochodziło do licznych bitew. 5 lipca było szczególnie ciężko, Austriacy nie trzymali frontu, cofali się. Ksiądz kapelan Żytkiewicz był w pierwszej linii okopów, gdzie w towarzystwie d-cy kapitana Fleszara-Satyra i lekarza pułkowego d-ra Sławoja-Składkowskiego oglądał sytuację na przedpolu. Nagle wyszło kolejne natarcie rosyjskie, które było tak gwałtowne, że otoczyło ich i omal nie wzięło do niewoli. "Lis...wysadza ziemianki...z piekielnym hukiem wylatują w powietrze nagromadzone miny powstrzymujšc na chwilę napór Moskali.. .Lis.. .wyskakuje z okopów ze swymi ludźmi uwalnia z opresji dowództwo pułku prawie zupełnie już otoczone,... za chwilę opuszczone okopy - roją się już od Rosjan".
Kiedyś po bitwie (2 sierpnia 1915r pod Jastkowem) lekarz I Brygady, w późniejszych latach premier rządu II Rzeczpospolitej, dr Felicjan Sławoj-Składkowski, napisał we wspomnieniach: "dużo ich (rannych) leży pod samymi drutami rosyjskimi. Jest druga w nocy, za godzinę będzie widno. Jeżeli nie wywieziemy ich teraz, to zginą, gdyż niepodobna iść we dnie pod druty okopów moskiewskich. W tej chwili ks. kapelan Żytkiewicz wsiada na swego konika, którego podprowadził mu ordynans. Na pytanie nasze dokąd jedzie, odpowiada, że jedzie pod druty rosyjskie szukać rannych. Jest zbyt słaby, by iść o własnych siłach, jedzie więc konno. Na nasze przedstawienia, że to nie ma sensu jechać konno pod druty, nie odpowiada nic, cmoka na konika i rusza z miejsca, machając swoją witką. Wkrótce wsiąka w mrok nocy... Ranni przyniesieni nad ranem, opowiadają, że jakiś "pan" w cywilnym płaszczu przyprowadził do nich patrol sanitarny. Był to, oczywista, ksiądz Żytkiewicz, który w swoim płaszczu gumowym jeździł o sto kroków od okopów rosyjskich i kierował tam pracą patroli sanitarnych, wyszukując rannych. Koło czwartej rano wrócił zmęczony, ale spokojny jak zwykle.
Odwagę żołnierzy i poświęcenie kapelana dostrzegło najwyższe dowództwo i rozkazem z dnia 15.września 1915 r. odznaczyło księży kapelanów: Stanisława Żytkiewicza i Władysława Antosza Wojskowymi Krzyżami Zasługi. Rozkaz ten odznaczył również tak wybitnych oficerów jak pułkownicy Kazimierz Sosnkowski czy Edward Rydz Śmigły. Najbardziej jednak cenił sobie kapelan pierwsze odznaczenia bojowe, jakie ustanowił dla swych żołnierzy Komendant Piłsudski - odznakę "Za Wiernš Służbę". Komendant wręczał ją 6 sierpnia 1916 r. (w drugą rocznicę wymarszu oddziałów do walki o wolną Polskę), we wsi Piaseczno na Wołyniu. Wśród odznaczonych z rąk Piłsudskiego był i ksiądz Żytkiewicz, który też podczas tych uroczystości celebrował mszę świętą.
W roku 1918, już w wolnej Polsce ksiądz Stanisław Żytkiewicz dostał nominację na Dziekana Okręgu. Powstawała nowa armia, którą musieli zarówno dowódcy jak i kapelani uformować i przygotować do czekających ją zadań. Okres ten wymagał trudnej i wyczerpującej pracy. "Wszystko stanowiło kombinacje , prowizorium, do czapek i ostróg włącznie. Uzupełnienie przychodziło stopniowo lub nie przychodziło wcale. Byli między ułanami starzy żołnierze, którym po czterech latach wojny iść było do nikąd, byli gimnazjaliści porwani batalistyczną literaturą dla młodzieży, byli inteligenci różnego stopnia, z patriotycznego powołania: wielkomiejskie andrusy, wiejscy parobcy, synowie szlacheckich rodzin ziemiańskich, dla których służba w kawalerii stanowiła tradycję rodową: kilka zabłąkanych kozaków: Rosjanie i jeszcze wielu różnego autoramentu - wspomina książce "Lewa wolna" Józef Mackiewicz. Wybuchły walki o uformowanie zagrożonych granic kraju. Ciężkie boje toczono na Ukrainie. Żytkiewicz był ze swoimi oddziałami. Pełnił posługę kapelana załogi Lwowa w czasie walk o to miasto oraz dywizji lwowskiej. Gdy w nocy z 5 na 6 marca 1919 roku poległ w walce z Ukraińcami jego przyjaciel pułkownik Lis-Kula, odprowadził kondukt pogrzebowy na rzeszowski cmentarz na Pobitnie.
Wkrótce wybuchła wojna polsko-bolszewicka 1919-1920 r. i ksiądz Stanisław został mianowany Kapelanem Frontu. Był wtedy kolejno: Dziekanem Frontu Południowo-Wschodniego i Środkowego, a kiedy Naczelny Wódz Józef Piłsudzki formował oddziały mające poprowadzić słynne uderzenie znad Wieprza mające powstrzymać zagrożenie bolszewickiego ataku na Warszawę i z najbitniejszych oddziałów i najlepszych dowódców sformowano Grupę Uderzeniową znad Wieprza został jej naczelnym kapelanem. Wojna ta była szczególnie krwawa, gdyż przeciwnik nie respektował żadnych wojennych praw ni obyczajów. Walki z Armią Czerwoną różniły się od minionej Wielkiej Wojny okrucieństwem, co miało swój wpływ na psychikę i zdrowie żołnierzy. Kapelan był jednym z nich.
"Ubył jeszcze Wacław Wilczyński. Siedmioklasista gimnazjum mińskiego .Ten wzięty został do niewoli przypadkowo, gdzieś pod Byteniem czy Prużanami. I o nim mówili, że bolszewikom miał powiedzieć: >Nasza krew przelana jest czerwieńsza od waszych sztandarów!" Za to wycięto mu organa płciowe i zakopano żywcem. Wspomina o tych walkach w swoich książkach Józef Mackiewicz.
Po zakończeniu tej kolejnej z wojen ksiądz kapelan Stanisław Żytkiewicz nadal pełnił służbę zostając w latach 1922-1924 dziekanem okręgu OK. III, kapelanem 2 Armii, następnie Kurii Polowej (Dział mobilizacyjny od 1.XI.1937 r.).Studiował w tym czasie filozofię na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Otrzymywał jak na owe czasy dużą pensję wojskową 6000-7000 zł, co było potrzebne na podratowanie jego wątłego zdrowia, dla poprawy którego leczył się w Krynicy i we Włoszech. Gro pensji kapelan przeznaczał jednak na pomoc i wsparcie dla ubogich i potrzebujących byłych żołnierzy. Biskup polowy WP ksiądz Józef Gawlina pisał o księdzu Stanisławie "wojsko wierzyło w jego >świętość<. Przeżycia wojenne niszczyły zdrowie i psychikę wielu uczestników tamtych frontów. Wielu z nich widzšc bezustannie krew, brud, wszy, wieczne błoto okopów i śmierć towarzyszy ulegało chorobom psychicznym; niektórzy chcieli za wszelką cenę pozbywać się umundurowania sądząc, że to właśnie ono jest przyczyną tych niemal apokaliptycznych nieszczęść. Szczególnie na wszelkie urazy psychiczne narażeni byli kapelani, którzy widzieć musieli znacznie więcej niż inni. Byli też w okopach znacznie dłużej niż przeciętny żołnierz, którego co jakiś czas kierowano na tyły dla odpoczynku. W oczach i świadomości kapelanów tkwiły przerażające obrazy śmierci i potwornych ran. Oni byli przy rozpoczęciu ataków, a kiedy żołnierze odpoczywali po bitwie, odwiedzali liczne szpitale frontowe niosąc ostatnią posługę, wspierając rannych, potwornie okaleczonych i umierających. Obrazy te tkwiły w nich nie ulegając zatarciu czy zapomnieniu. 1 grudnia 1937 r. ksiądz Stanisław Żytkiewicz został skierowany do szpitala z powodu rozwijającej się ciężkiej choroby psychicznej. Publiczna kariera księdza pułkownika dobiegała końca, oprócz pamięci przeżyć i zmarłych przyjaciół pozostawały mu w dowód chwały ordery i odznaczenia. Ks. Stanisław Żytkiewicz za swój przebieg publicznej służby otrzymał: Krzyż Rycerski Franciszka Józefa (Austria), Wojskowy Krzyż Zasługi (Austria), Za Wierną Służbę (odznaka legionowa wręczona przez Piłsudzkiego), oraz w okresie II Rzeczypospolitej: Order Virtuti Militari V kl., Krzyż Niepodległości, Krzyż Walecznych, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Legionowy.
31 stycznia 1938 r. przeszedł na emeryturę. Po wojnie osiadł w swojej rodzinnej Boguchwale, gdzie widziano go nieraz podczas długich zwłaszcza nocnych spacerów i częstych kąpieli w pobliskim Wisłoku. Według niektórych świadków żył biednie i często głodował. Utrzymywał się wymieniając za żywność przywiezioną do Boguchwały bibliotekę. Wspierali go niektórzy z pracowników miejscowego ZAPELu mimo, że był pod czujną obserwacjš służb bezpieczeństwa. Brak środków do życia wynikał po części z ciągłego wspierania potrzebujących, co ksiądz Żytkiewicz odnotowywał w prowadzonej przez siebie kartotece. Siły opuszczały go coraz bardziej toteż, jak zapamiętali mieszkańcy miejscowości, często korzystał ze wszelkiego rodzaju chłopskich podwód i furmanek. Ktoś z miejscowych wspominał o nim : "podjeżdżał do kościoła nawet na furze gnoju, jeżeli właśnie taka jechała".
W nocy z 3 na 4 kwietnia 1956 r. gdy podgrzewał posiłek na spirytusowej maszynce drzemiąc już, otulony z powodu zimna w mieszkaniu w swój jedyny wojskowy kożuch, nastąpił pożar, w wyniku którego ksiądz Stanisław zmarł.
Spoczął na miejscowym cmentarzu we wspólnej mogile, na której widnieje skromny a jednocześnie pełen chwały napis:
Ksiądz ppłk Stanisław Leon Żytkiewicz
Kapelan I Brygady Legionów Polskich
Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari
Zmarł 4.IV1956 r. w wieku 65 lat.
Pamięć jego heroicznych czynów prawie już całkowicie zanikła. Z okazji świąt tylko nieliczni odwiedzają jego mogiłę zapalając pojedyncze światło pamięci. Przykładem zapomnienia jest chociażby wydany w roku 1995 nakładem wydawnictwa Wiedza Powszechna, zawierający 28 tysięcy haseł biograficznych, Leksykon Historii Polski, w którym księdzu kapelanowi nie poświęcono ani akapitu. Człowieka tak wielkich czynów i tak zasłużonego dla istnienia polskiej państwowości trudno znaleźć w historii Podkarpacia, dlatego należy czynić wszystko, by pamięć tę przywrócić.
Jan Lucjan Wyciślak
