Jan z Rzeszowa, Arcybiskup, (1345-1436)

Historia jest częścią przygotowywanej do druku książki pt. Dwaj z Rodu. Znajdować się w niej będzie opowieść o życiu i działalności Abpa Jana z Rzeszowa (1345-1436) oraz Jana z Rzeszowa (1411-1488), podskarbiego koronnego, biskupa krakowskiego od 1471 r.
W Wielki Piątek wierni obecni na mszy św. odprawianej w Katedrze Wawelskiej o godz. 15.00 adorują relikwię Gwoździa Pańskiego. Z najwyższą czcią całują podawaną im kryształową szkatułkę z relikwią. Tradycja tego Dnia trwa od niepamiętnych czasów mimo, że nabożeństwo to nie jest nigdy zapowiadane. „Katedra królewska na Wawelu posiada wspaniałą relikwię Gwoździa Pańskiego, a więc jeden z tych gwoździ, którymi były przybite ręce i nogi Pana Jezusa Chrystusa. Relikwię tą, papież Marcin V dał królowi polskiemu Władysławowi Jagielle za to, że chrzest Litwy dokonał się bez przelewu krwi, bez ognia i miecza, ale przez nauczanie praw wiary”. Prawie nikt nie wie, że szczególna ta pamiątka dokumentuje dzieło dokonane przez pierwszego arcybiskupa wywodzącego się z miasta Rzeszowa, współwłaściciela tegoż grodu, Jana z Rzeszowa. XV-wieczni właściciele miasta Rzeszowa i okolicznych włości, z wielkiego rodu pieczętującego się herbem Półkozic nazywani Rzeszowskimi, występują we współczesnym przekazie publicznym niezwykle rzadko. W budynku miejskiego ratusza w Rzeszowie wielkie witraże frontowego okna przedstawiają wiele postaci zasłużonych w historii miasta za wyjątkiem przedstawicieli rodu rzeszowskich.

W zasobach muzealnych i archiwaliach miejskich prawie nie istnieją pamiątki po tym wielkim rodzie, może za wyjątkiem uzyskanego w roku 2001 „Dyplomu Buszczeckiego” - jedynego pergaminu, świadczącego obecnie w mieście Rzeszowie o działalności tego rodu. /przechowywany jest w bibliotece miejskiej/. Nie dostrzeżemy w miejscach publicznych, kościołach: publicznej ekspozycji, zdjęcia, rysunku czy kopii krzyża z diademów zwanego też Krzyżem Kazimierza Jagiellończyka lub Krzyżem Rzeszowskich, przechowywanego w skarbcu Katedry na Wawelu jako jedną z najcenniejszych pamiątek naszej narodowej historii /niektórzy uważają, że jest on trzecią pamiątką po szczerbcu i włóczni św. Maurycego/, a przecież jest to jednocześnie najcenniejsze obecnie resovianum, powstałe dzięki działalności i finansom właściciela miasta Jana z Rzeszowa /1411-1488/ biskupa krakowskiego. Nie tylko w mieście niedostrzegana jest historyczna działalność członków tego rodu, który nie miał szczęścia do publikacji i książek historycznych. Przykłady można mnożyć: książka pani Małgorzaty Duczmal pt. Jagiellonowie-leksykon biograficzny, która na swoich 660 stronach wymienia 1570 postaci historycznych związanych z rodem Jagiellonów, miasto Kraków wymieniane jest na 228 stronach, miasto Lwów na 23 stronach, a Żmudź na 14 stronach dzieła. Wspominana jest tam historia Akademii Krakowskiej, jednak nie dostrzegamy na stronach dzieła istnienia dwóch postaci: Jana z Rzeszowa /1345-1436/ czy też Jana z Rzeszowa /1411-1488/, a przecież są to postacie mające wybitny wpływ na kształtowanie historii tych miejsc, a na co dzień obecne i często wręcz niezbędne w życiu i działalności rodziny Jagiellonów.

Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk wydał w 1997 r. dzieło po tyt. Kultura Polski Średniowiecznej XIV-XV w. pod redakcją Bronisława Gieremka. Tysiąc stronicowe dzieło ani razu nie wspomina nazwiska Rzeszowskich, z których chociażby Jan (1345-1436) był głównym motorem powstania szkolnictwa parafialnego zapoczątkowanego w XV w. na terenach Królestwa Jagiellonów na wschód od Bugu. Gdzie powołał pierwsze 96 szkół parafialnych. Ale skoro w dziele tym królowa Elżbieta Pilecka Granowska wspomniana jest pięć razy. Jeden raz jako donator Uniwersytetu, jeden raz z powodu braku epitafium a pozostałe trzy razy w kontekście napisanego przeciw niej przez Ciołka wulgarnego paszkwilu-satyry. A ani razu nie dostrzeżono jej chociażby, jako królowej, która za cel życia przyjęła upowszechnianie języka polskiego w Europie, czy też kultury układów w stosunkach z Krzyżakami. Dlatego też do zbioru włączyłem esej Topory. Pisząc tę książkę jako zbiór esejów poświęconych głównie działalności dwóch wybitnych rzeszowian, chciałbym przypominając, przedstawić i poddać publicznej ocenie czytelników działalność tychże pokazaną na tle ludzi epoki, z którymi stykali się na co dzień i być może zapewnić im tym samym bardziej eksponowane miejsce w naszej współczesnej historii i pamięci.

1. SYN PAKOSŁAWICA
Nie wiemy jak go nazywano oprócz nadanego mu na chrzcie imienia Jan, a imię to nosili również jego bracia. Nazwisko Rzeszowskich ukształtowało się bowiem jak i inne polskie nazwiska około XVI w. Urodzony w 1345r.(prawdopodobnie ok. 27.XII. gdyż za patrona miał św. Jana Ewangelistę) do Rzeszowa przybył, mając lat 9, kiedy to jego ojciec Jan Pakosławic ze Stróżysk, wybitny dyplomata i rycerz w służbie Kazimierza Wielkiego, otrzymał miasto jako nagrodę za zasługi, którymi „chwalebnie...nie dbając o swoje życie...dla wspólnego dobra Królestwa Polskiego...” wielokrotnie się wykazał /cytat z aktu nadania miasta/. Odtąd dopiero będzie zapisywany w dokumentach jako Jan z Rzeszowa /pierwszy raz w czasie zapisu na studia prawa kanonicznego na uniwersytecie w Padwie/. Herb Półkozic, którym pieczętowała się rodzina ojca, możemy zobaczyć wśród herbów na ścianach Katedry na Wawelu /pamiątka po biskupie Janie 1471-1488/. Powstać on musiał w młodości samego Jana Pakosławica, tj. na przełomie XIII i XIV w., jako że wcześniej oznaczenia herbowe nie były w Europie używane. W zapisach dokumentów z tego okresu będzie występował jako: archidiakon opolski, prepozyt kolegiaty św. Michała, kanonik krakowski, rektor Akademii Krakowskiej w latach 1405-1406, arcybiskup lwowski w latach 1412-1436.W dokumentach odległych czasów nikt nie zaznaczył innych: współtwórca potęgi państwa Jagiellonów, chrystianizator Żmudzi, poniekąd współtwórca kultury ówczesnego państwa litewskiego, wielki administrator formujący ówczesne terytorium Europy wschodniej w organizm posiadający własne sądownictwo oparte na europejskim prawie i nowoczesnym /parafialnym/ podziale administracyjnym.
W rodzinie posiadał wielu hierarchów Kościoła XV w., a przez babkę spokrewniony był nawet z biskupem krakowskim Janem Grotem /1326-1347/, któremu za zasługi w obronie niezależności diecezji od władzy państwowej papież przyznał przywilej noszenia racjonału, przywilej zachowany w Katedrze na Wawelu do dnia dzisiejszego jako jeden z pięciu na świecie. Może właśnie dlatego ojciec przewidział i przygotował dla niego karierę pośród hierarchów ówczesnego Kościoła w Polsce. Sam Jan był człowiekiem nadzwyczaj skromnym, nigdy nie zabiegającym o przywileje czy korzyści majątkowe. Lubił raczej dawać niż brać coś dla siebie, za liczne i wybitne zasługi, jakie poniósł dla królestwa, nigdy nie żądał żadnej zapłaty ani nagrody. Jego ojciec był w stanie załatwić mu wiele przywilejów, jako że był częstym gościem zarówno papieży, jak i ówczesnych dworów królewskich. Przez długie lata /około 30/ zdawał się nie robić kariery i uważają niektórzy, że było to wynikiem braku protekcji wpływowego ojca. Jednak jeszcze za życia tego ostatniego widać było, że Jan świadomie rezygnował z już załatwionych beneficjów.

Miał około 27 lat, kiedy obejmował kanonię krakowską. Dalsze jego poczynania na scenie publicznej notują biografowie, kiedy kanonik Jan miał 60 lat. Niemniej jednak okres ten w jego życiu wypełnia również chlubna działalność. Prawdopodobnie w intencji dziękczynnej z jego fundacji powstaje w Katedrze na Wawelu w roku 1374, tj. rok po objęciu przez niego funkcji kanonika, ołtarz św. Jana Apostoła, jego patrona. Była to poniekąd kontynuacja działalności rodzinnej jako, że wspomniany uprzednio brat babki, biskup krakowski Jan Grot, ufundował w 1344 roku, istniejącą do dnia dzisiejszego pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty, kaplicę katedralną. Nazywa się ona obecnie-po licznych modernizacjach-kaplicą biskupa Załuskiego. Jan z Rzeszowa został proboszczem wawelskiej katedry. W roku 1378 fundował ołtarz św. Agnieszki. W tamtych latach trudno było człowiekowi spokojnemu zrobić karierę publiczną. W królestwie szerzyły się niepokoje, oboje królestwo tj. Ludwik Andegaweński i Elżbieta Łokietkówna, przebywali głównie na Węgrzech, a 7.XII.1376 roku z podburzenia ich przeciwników doszło w Krakowie do rzezi Węgrów. 15.X.1384 r. w Katedrze na Wawelu odbyła się koronacja Jadwigi, obecnej św. na króla Polski. 5.II.1386 r. nastąpił też chrzest Jagiełły, 18.II.1386 r. ślub Jadwigi i Jagiełły. Wydarzenia te i ich przygotowanie wymagały zgody i czynnego udziału kanonika Jana proboszcza katedry. Chcąc stabilizować trudną sytuację państwa, umocnić jego granice będą potrzebowali oboje królestwo wielu nowych wykształconych ludzi.

Tymczasem założona przez Kazimierza Wielkiego Akademia Krakowska musi zaniechać swojej działalności z powodu braku zarówno środków finansowych, jak i bogatych donatorów, a przecież do jej powstania walnie przyczynił się między innymi Jan Pakosławic, odbywając w tej sprawie liczne podróże dyplomatyczne do papieży, aby uzyskać u nich stosowne zezwolenie umożliwiające jej otwarcie. Problemy finansowe gnębiły w tamtych czasach też inne uniwersytety europejskie. Wydawało się, że wystarczy wprowadzić opłaty za studia lub znacznie zwiększyć wpisowe, które było w tamtych latach symbolicznie małe. Kiedy jednak ówczesny Uniwersytet Paryski rozważał takie rozwiązania, zostało to w umysłach ludzi tamtej epoki przyjęte całkiem negatywnie. Cytuję za myślicielem epoki Petrusem de Alliaco „...korzeniem wszego zła jest chciwość...postulat opłat oznacza symonię, sprzeciwia się prawu naturalnemu i prawu boskiemu i jest herezją.” Mocne te słowa znała i szanowała ówczesna humanizująca się Europa. Wypowiedzi te broniły młodych ludzi chcących studiować i pochodzących z niezamożnych warstw społeczeństwa, a takich było wielu. Jednocześnie uświadamiały, że korzyści z wykształcenia swoich mieszkańców ma przede wszystkim państwo, w którym oni mieszkają. Dlatego też dla ludzi chcących uratować Akademię Krakowską i ożywić na nowo jej działalność pozostała tylko droga szukania ludzi możnych jako przyszłych donatorów mogących sfinansować jej działalność. Dostrzegał to posiadający wykształcenie europejskich uniwersytetów w zakresie prawa kanonicznego kanonik Jan.

Współdziałał on i utrzymywał dobre stosunki z mieszkającym obok katedry kasztelanem krakowskim Janem z Tęczyna herbu Topór. Ten członek możnego rodu piastujący najwybitniejsze stanowisko /od czasów Bolesława Wstydliwego/ w Polsce, był też powiernikiem królowej Jadwigi. Kiedy w roku 1399 królowa Jadwiga przeznaczyła swój majątek na pomoc biednym, wsparcie Kościoła i dofinansowanie Akademii Krakowskiej, to na egzekutora swojego testamentu wyznaczyła Jana z Tęczyna. Do donacji królowej dołączyło się kilkoro możnych jak biskup krakowski Piotr Wysz czy uważana za najbogatszą w ówczesnej Polsce pani na dobrach Łańcuckich, wywodząca się również z rodu Toporów Elżbieta Pilecka i wkrótce tj. 26.VII.1400 r. król Władysław Jagiełło mógł reaktywować działalność uczelni. Aby Akademia mogła zostać Uniwersytetem musiała mieć wydział prawa kanonicznego. Jan zaciągnął na swoich rzeszowskich dobrach pożyczkę w wysokości 700 grzywien węgierskich /była to w tamtych czasach obok florenów najbardziej ceniona waluta Europy/ i kupił 12.III.1403 r. dla potrzeb Akademii budynki przy ul. Grodzkiej w Krakowie z przeznaczeniem ich na utworzenie Collegium Iuridicum, pierwszej katedry prawa w tej części Europy. Jak znaczny był to wydatek, niech świadczy fakt, że roczne dochody kanonika Jana wynosiły w tym czasie 70 grzywien. Zakupił w Krakowie parcelę pod swoją rezydencję płacąc za nią 30 grzywien. Dopiero w rok po kanonikowym zakupie, Jan z Tęczyna spieniężył część klejnotów Jadwigi i zwrócił kwotę 700 grzywien, stąd w dokumentach zapisano, że odkupiono od kanonika Jana z Rzeszowa budynki Collegium. Na zaciągniętej pożyczce ciążyły jednak odsetki, których zwrotu musiał dokonać pożyczkobiorca /w tamtych czasach około 13 %/. Dlatego kanonik Jan dołożył do zakupu 100 grzywien, czyli swój 1,5 roczny dochód. Spłata ta odciążyła jego dobra rzeszowskie. Akademia Krakowska z wdzięczności za dar powierzyła mu stanowisko rektora 6 kadencji, które to stanowisko pełnił w latach 1405-1406.

W tym też czasie król zlecił mu przewodnictwo delegacji, która w maju tego roku prowadziła z krzyżakami w Raciążu rozmowy w sprawie utrzymania pokoju. Jan będzie próbował założyć kolonię uniwersytecką w Chełmie, ale przeszkodzili temu Krzyżacy, jako że zbliżał się rok 1410. Rok ten utkwił w naszej pamięci jako rok zwycięstwa w bitwie pod Grunwaldem, największej bitwie rycerskiej tego okresu. Zwycięski król Władysław Jagiełło, zdobyte w bitwie krzyżackie sztandary ofiarował Katedrze Wawelskiej jako wotum dziękczynne. Proboszcz Katedry Jan z Rzeszowa nakazał by były trwale wywieszone w jej wnętrzu i zwyczaj ten trwa do dzisiaj.

Obecnie o fakcie działalności kanonika Jana z Rzeszowa świadczy miedzy innymi umieszczona na dziedzińcu Collegium Iurydicum pamiątkowa tablica, którą możemy dostrzec wysoko nad wejściem, kolejne cenne resovianum. W życiu Jana tymczasem zbliżał się okres, w którym to liczący 60 lat kanonik miał się podjąć dzieł o znaczeniu nieporównywalnie większym niż obecne dokonania, dzieł które zapewnić mu miały zaszczytne miejsce w historii Europy.

2. WIELKI ADMINISTRATOR
Król Władysław Jagiełło musiał być wielce ukontentowany ze sprawnego reaktywowania działalności tak ważnego dla sprawowanej przez niego władzy ośrodka, jakim była podówczas Akademia Krakowska - i z ludzi, którzy się do tego bezpośrednio przyczynili. Dostrzegł pośród nich i postanowił nagrodzić za czyny skromnego kanonika krakowskiego, jakim był podówczas Jan z Rzeszowa. Nagrodą tą miało być stanowisko arcybiskupa lwowskiego. Król potrzebował nowych, zaradnych i oddanych swojej woli ludzi na ważnych dla królestwa stanowiskach. Obiecał on przecież swym nowym polskim poddanym, że między innymi ureguluje sprawy terytoriów wschodnich państwa i nie były to tylko czcze obietnice składane nieraz przez ludzi trudniących się polityką.. Ponadto istniało wtedy prawo dzisiaj już prawie nieznane, jakim był honor człowieka, a król kierował się nim w swoich wszystkich poczynaniach. Ciążyła mu szczególnie, oprócz nie w pełni załatwionych spraw Litwy, sprawa zasymilowania terenów Rusi Chełmsko-Bełskiej, Halicko-Wlodzimierskiej oraz Podola.
Spór z Węgrami o władanie nad tym terenem załatwiła na korzyść królestwa polskiego nieżyjąca już Jadwiga, młoda władczyni Polski, pierwsza żona króla Władysława. Jednak od czasów króla Kazimierza Wielkiego /1333-1370/ nie w pełni pomyślnie dla spraw królestwa rozwijała się kwestia ustanowienia na tych terenach łacińskiej administracji kościelnej, jaką miała być archidiecezja lwowska. Stołeczne miasto Halicz, siedziba władzy książęcej Wielkiego Księstwa Halicko-Wlodzimierskiego, potężnego sąsiada wschodniego ziem piastowskich, a przez pewien okres czasu również stolica „miasta Rzeszowa z całym jego okręgiem” - jak wyrażał się w akcie nadania miasta król Kazimierz - po śmierci w roku 1340 księcia halicko-włodzimierskiego Jerzego Trojdenowicza przeszło wraz z całym terenem księstwa w ręce króla Polski. Było to zgodne z ówczesnym prawem dziedziczenia i zaakceptowane przez państwa sąsiednie. Król Kazimierz Wielki zwrócił się prawie natychmiast po uzyskaniu tych terenów o ustanowienie na nich archidiecezji obrządku łacińskiego z siedzibą we Lwowie. Została w tym celu powołana komisja papieska, która po zapoznaniu się z możliwościami działania tej nowej jednostki administracyjnej kościoła na wschodnich rubieżach Europy zdecydowała, a papież Grzegorz XI bullą Debitum pastoralis offici zatwierdził powstanie tejże, ale z siedzibą w Haliczu. Król Kazimierz już tego nie doczekał. Nastąpiło to bowiem 13.02.1375 r. We Lwowie powstała tylko siedziba diecezji, w której biskupami byli misjonarze zakonni działający na tych terenach (było ich czterech). Starania czynione zgodnie z wolą polskich władców przez arcybiskupów halickich w sprawie przeniesienia siedziby do Lwowa nie były akceptowane przez Stolicę Piotrową, między innymi z powodu nieuregulowania stosunków pokojowych z królestwem węgierskim. Działający na tym trudnym terenie arcybiskup halicki błogosławiony Jakub Stroba (1392 - 1409), również misjonarz, zdecydował się jedynie zamieszkać na stałe w małym drewnianym domku we Lwowie. Słynny późniejszy arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba (1412-1422) choć mianowany na stanowisko arcybiskupie w Haliczu, wytrzymał tam tylko 2 lata (1410-1412), po czym załatwił przeniesienie do Gniezna, gdzie właśnie zmarł tamtejszy metropolita Mikołąj Kurowski. W tych warunkach powierzając skromnemu kanonikowi krakowskiemu Janowi z Rzeszowa tak ważne dla ówczesnego państwa stanowisko, liczył król na jego zaradność i pozostawione przez ojca w Rzymie możliwości w załatwianiu sprawy translacji siedziby arcybiskupiej i utworzenie nowej jednostki administracyjnej we Lwowie.

Nowy arcybiskup nie zawiódł (mimo swoich 66 lat) oczekiwań króla i doprowadził do wydania przez papieża Jana XXIII (1410-1415) bulli Jn eminenti specula, na mocy której mógł od dnia 28.VIII.1412 r. dokonać przeniesienia siedziby arcybiskupstwa tworząc nareszcie archidiecezję lwowską. Działał jednak rozważnie i kiedy wizytował tereny Lwowa stwierdził istnienie tam niechętnego królowi, prowęgierskiego lobby, które sprawiło, że pleban lwowski Jan odmówił pozwolenia na utworzenie we lwowskim kościele parafialnym katedry arcybiskupiej. Działania te były inspirowane przez niechętnego rządom Jagiełły króla Węgier Zygmunta Luksemburczyka. Po stwierdzeniu tego faktu Jan z Rzeszowa wstrzymał działania translacyjne do czasu załatwienia wszystkich spraw po myśli króla Władysława. Trwało to dwa lata, kiedy dzięki swojemu zdecydowaniu mógł wreszcie w wigilię Bożego Narodzenia 1414 r. odbyć uroczysty ingres do Lwowa, gdzie w obecności zgromadzonych dostojników odczytał uroczyście tekst papieskiej bulli translacyjnej. Spełnił tym samym wieloletnie marzenia władców Polski. Sprawy przenosin uregulował błyskawicznie i już 24.XI.1414 r. król Władysław Jagiełło złożył mu wizytę w jego nowej siedzibie. Ówczesny Lwów był niewielkim miastem, liczącym wraz z najbliższą okolicą około 7 tysięcy mieszkańców, posiadał dwa kościoły i rozpoczętą budowę (jeszcze w czasach Kazimierza Wielkiego) katedry. Archidiecezji lwowskiej - w tamtych czasach najsłabiej uposażonej diecezji Polski, nie stać było na dokończenie dzieła budowy. Wszystko to uległo zmianie z chwilą objęcia urzędu przez Jana z Rzeszowa. Utworzona przez niego we Lwowie kapituła archidiecezjalna pozwalała między innymi na gromadzenie i dysponowanie przez władze archidiecezji znacznych środków finansowych. Spowodowało to rozwój handlu i rzemiosła, dało pracę wielu ludziom, nastąpił znaczny rozwój miasta, co stwierdzają wszyscy historycy zajmujący się historią Lwowa w XV w. Miasto mogło odbudować się po wcześniejszym pożarze, stać je było na zrobienie wodociągów i kanalizacji, nad katedrą wykonano sklepienia. Będąca w posiadaniu diecezji wieś Dunajów została podniesiona przez Jana z Rzeszowa do rangi miasta na prawie niemieckim (7.03.1424 r.) Zbudował w nim siedzibę arcybiskupstwa znaną przez wiele stuleci. Stopniowo też powiększył tereny archidiecezji, by w końcu utworzyć z niej największy w ówczesnej Europie organizm administracyjny pod jednolitym zarządem.

Wprowadził w archidiecezji nowy podział na podstawowe jednostki administracji, jakim były podówczas parafie znane w całej Europie od XIII w. Umożliwiło to sprawniejsze administrowanie znaczną częścią ludności królestwa. Fundowane kościoły będą później stanowiły dla tych terenów ważny element obronny, choć okres, kiedy arcybiskupem był Jan z Rzeszowa był dla tych ziem długim okresem wyjątkowego pokoju. Tworząc ten wielki organizm administracyjny arcybiskup Jan korzystał z nadań królewskich, nie obciążając nadmiernymi świadczeniami jego mieszkańców. Uposażenie archidiecezji lwowskiej mimo ogromnego obszaru, a w nim licznych siedzib książęcych, pozostawało nadal najniższe ze wszystkich w królestwie.

Jednak mimo coraz bardziej sędziwego wieku i wielkich dokonań w dziedzinie umacniania kresów polskiej państwowości, król postawił przed oddanym arcybiskupem dalsze ogromne zadania, od których zależeć miała w przyszłości potęga państwa. Kiedy arcybiskup Jan przygotował translację, król Władysław Jagiełło dokonał w październiku 1413 r. wraz ze swoim bratem Wielkim Księciem Witoldem wizytacji terenów księstwa, spływając wodami rzeki Dubiszy, a z powrotem okolicami Nieświeży, czyli przyglądał się stanowi państwa na terenach rozdzielających Auksztotę i Żmudź. Wtedy to zaczął rodzić się królewski plan trwałego połączenia tych ziem w jeden organizm państwowy - Litwę. Ze sprawą połączenia całkowicie nie radził sobie jego wielki brat Witold, a zachowując się względem brata poprawnie politycznie, Jagiełło zamierzał ten problem rozwiązać sam, z korzyścią zarówno dla jego mieszkańców jak i dla całego królestwa. I znowu zatem zdecydował postawić na rozważną działalność Jana z Rzeszowa, którego sprawdził przecież wielokrotnie. Trzeba było tylko spokojnie ustalić szczegóły planu i omówić je z jego wykonawcami, gdzieś z dala od Litwy i szpiegów krzyżackich, a więc najlepiej w okolicach Lwowa.
3. PROPOZYCJE ŻMUDZINÓW
Myśl o wyższości soborów nad prymatem papieży /propagowana w tamtych latach również przez Akademię Krakowską/ stwarzała możliwość rozwiązywania w czasie soborowych posiedzeń nie tylko problemów Kościoła, ale również spraw politycznych Europy. Król Władysław dostrzegł, że daje mu to szansę na pomyślne załatwienie nabrzmiałych od dawna problemów północnych granic jego państwa. Kiedy w roku 1236 Litwini w bitwie pod Szawlami zadali druzgocącą klęskę Zakonowi Kawalerów Mieczowych w Inflantach, co zmusiło jego resztki do połączenia się i prowadzenia odtąd wspólnej polityki razem z utrzymującymi swą potęgę Krzyżakami. Ta wspólna polityka, to stworzenie jednego systemu militarnego, zajmującego się głównie ekspansją terenów wokół Bałtyku i wchłaniającego kolejne ludy i ich krainy w terytorium podległe Zakonowi. W końcu ekspansja objęła też tereny Żmudzi i to tym łatwiej, że książęta litewscy: Jagiełło, Świdrygieł, a w końcu Witold, odstępowali uroczyście i na wieki tereny żmudzkie zakonom rycerskim. Żmudź broniła się przed tym zaciekle zadając najeźdźcom liczne klęski, w tym największą, jaką poniósł Zakon w XIV w., 13.VII.1260 r. w bitwie nad jez. Durbe. Żmudź nigdy nie uznawała dotąd władzy Litwinów, rządzona przez swoich bojarów i publiczne wiece, niemniej jeszcze w 1398 r., a więc w czasie, kiedy uznawała zwierzchność króla polskiego, książę Witold ponownie ofiarował Żmudź Krzyżakom, czyniąc to wbrew polityce zjednoczeniowej Jagiełły. Król Władysław był nazbyt wytrawnym politykiem, by wszczynać wojnę ze swym bratem. Zdecydował się wykorzystać legalne atuty, jakimi byli wybitni ludzie jego królestwa. Stworzył plan, którego głównym realizatorem miał zostać arcybiskup Jan z Rzeszowa. Poddany królewskiej woli rzeszowianin liczył już 70 lat. Ciążył na nim wielki obowiązek uformowania nowej, powstającej w arcytrudnych warunkach ważnej jednostki administracyjnej kościoła i państwa, jaką była archidiecezja lwowska. Ponadto samo miasto Lwów wymagało jego opieki i pomocy finansowej. Arcybiskup jeszcze w 1415 r. powołał pierwszego kanonika by móc uposażyć kapitułę, zabezpieczając jej dochody w żupach drohobyckich oraz cłach. Ale budowana od 1360 r. katedra lwowska po 55 latach budowy miała dopiero prezbiterium z absydą, a na budowę siedziby arcybiskupstwa w Dunajowie trzeba było jeszcze czekać wiele lat. Warto jednak jeszcze raz na chwilę spojrzeć na inne aspekty podsumowujące jego rozwiązanie. A więc europejskie chrześcijaństwo, do którego krzewienia rzymska stolica papieży kierowała swoich najwybitniejszych przedstawicieli, sięgnęło już jej wschodnich kresów, gdzie zetknęło się ze swoim rytem wschodnim, którego obrządku strzegli Patriarchowie Bizancjum czy Jerozolimy. U jego północnych granic tkwiły jednak ludy nadbałtyckie, dla których stara wiara ojców stanowiła nadal jedyną tradycję religijną. Czyniono wprawdzie liczne próby i misje by przywieść je na łono kościoła katolickiego, ale działania te nie były dotąd skuteczne. Próby nawracania stosowane przez przybyły na północne rubieże Zakon Krzyżacki zakończyły się jedynie stworzeniem odrębnego terytorium podległego przepisom władzy Zakonu i dały pretekst nawracanym siłą oręża ludom do zaciekłej obrony swojego jestestwa. Problem ten dostrzegało wielu i wielu próbowało go skutecznie rozwiązać.. Tereny stanowiące pogranicze wpływu chrześcijaństwa wizytowane były przez licznych wysłanników kolejnych papieży, którzy zdawali jedynie relacje z zaistniałej sytuacji nie przyczyniając się w żaden sposób do jego pomyślnego zakończenia. Wymieniając tych tylko, którzy na mocy nadanych im uprawnień wizytowali tereny kresu religii chrześcijańskich dostrzec można nie tylko liczne wybitne postacie, ale też uświadamia to wagę problemu, który pozostawał wciąż nierozwiązany.
Do roku 1417 r. na tereny te przybyli: 1.Angelus z Rieti „secretarii apostolici”, na terenach Polski i Litwy w 1412 r., papieski rozjemca w wojnie polsko-krzyżackiej. 2.Antoni de Gualdo „scriptoris et familiaris papae” w 1407 r. obecny między innymi w Polsce. 3.Antoni de Montecatino de Luca „ nuntius” w 1410 r.legat obecny w Polsce i Niemczech. 4.Bandello Bandelli biskup Citta di Castello, Rimini, „nuntii apostolicae sedis”, w 1388 r. obecny w Polsce i Niemczech. 5.Baylardinus z Werony kanonik kapituły w Vincenza, „apostolicae sedis nuntius” w 1398 r. Obecny w Polsce, Litwie i Rusi. 6.Bernard biskup Citta di Castello, „apostolicae sedis nuntius” w 1412 r. obecny w Polsce, Niemczech, Prusach i Litwie. 7.Bertold Orsini (Ursinus) „nuntius noster” w 1411r., obecny w Niemczech i Polsce. 8.Bertold Schumacher „nuntius apostolicae sedis” w 1414 r. obecny w Niemczech, Polsce, Prusach i Inflantach. 9.Borgorucio de Rayneriis „nuntii a lateribus nostris” w 1404 r. obecny w Polsce. 10.Branda de Castiglione kapelan papieski, kardynał, „nuntius apostolicae sedis” w 1410 r. obecny w Polsce w celu rozwiązania konfliktu z Zakonem. 11.Demerius kardynał, arcybiskup Esztergom „legatus apostolicae sedis” po 1382 r. obecny w Polsce. 12.Dobrogost biskup poznański kolektor papieski w Polsce od 1386 r. 13.Gaspar z Perugii „nuntius”od 1410 r. w Polsce i Prusach. 14.Henryk de Piscina „taxator, receptor et coactor” od 1407 r. obecny w Polsce w sprawie zwalczania schizmy. 15.Hugo de Hervorst „nuntius” od 1411 r. w Polsce, Niemczech i Prusach. 16.Jakub Balardi Arrigoni biskup Lodi, „nuntius noster” od 1407 r obecny w Polsce, od 1411 r. w Niemczech i Prusach. 17.Jakub Vivianis legat Jana XXIII od 1410 r. obecny w Polsce i Niemczech. 18.Jakub Paravesino w 1412 r. wysłany przez Jana XXIII do Polski. 19.Jakub de Guidotis wysłany w 1395 r. przez papieża Bonifacego IX jako kolektor generalny papiestwa do Polski. 20.Jakub Dominici dominikanin, biskup Dubrownika, kardynał głoszący krasomówcze oracje w sprawie walki z pogaństwem, od 1409 r. wysłannik papieży: Bonifacego IX i legat Grzegorza XII do Polski i Rusi .beatyfikowany w 1832 r. 21.Jan Manco kanonik neapolitański po 1378 r. kolektor papieża Urbana VI w Polsce. 22.Jan de Borsnitz arcybiskup Esztergom „nuntius” papieża Aleksandra V w Polsce po 1410 r. 23.Jan von Wallenrode członek zakonu Krzyżackiego biskup ryski i Liege, po 1410 r. skierowany przez papieży: Grzegorza XII i Jana XXIII jako wysłannik do Niemiec i Polski. 24.Jan de Pontremulo kapelan papieski, biskup Massy i Pizy po 1392 r. skierowany do misji w Polsce, Litwie i Inflantach. 25.Jan Opat Carrara benedyktyn „nuntius apostolicae sedis” po 1391r wysłannik do Polski, Litwy i Rusi. 26.Konrad Oleśnicki biskup wrocławski po 1411 r. skierowany jako wysłannik papieża Jana XXIII do Polski i Niemiec. 27.Leonard z Florencjii od 1414 r. kolektor papieża Jana XXIII w Polsce. 28.Ludwik de Ballionibus „nuntius apostolicae sedis”, w latach 1398, 1406, 1410, 1411 przebywał wielokrotnie na terenach Polski, Niemiec, Danii, Szwecji, Norwegii, Czech. 29.Ludwik z Neapolu wysłannik z misją papieża w latach 1389 i 1390 do Polski i na Litwę. 30.Maffiolus Lampugnani arcybiskup Dubrownika, Messyny, krakowski (1392 r.) i płocki (1393 r.) „commisarius specjalis” papieża Urbana VI w 1385 r. w Polsce i na Litwie. 31.Mateusz de Lamberto od 1399r kolektor papieski w Polsce gdzie przebywał do 1414 r., zmarł we Wrocławiu. 32.Miglolo „nuntius” Jana XXIII od 1410 r. w Polsce i Prusach. 33.Mikołaj Pieniążek kanclerz kapituły gnieźnieńskiej, kolektor papieski w Polsce od 1405 r., „cubicularius papae”. 34.Mikołaj z Crotony wysłannik papieski od roku 1411 do Polski, Prus i Litwy. 35.Mikołaj von Schippenbeil biskup chełmiński, kolektor kamery apostolskiej na Pomorzu i Prusach od 1409 r. 36.Mikołaj z Wołowa archidiakon wrocławski „nuntius”, kolektor papieski 0d 1406 r. w Niemczech i Polsce. 37.Onufry Caraffa „nuntius noster” wysłany w 1404 r. przez papieża Innocentego VII do Polski. 38.Pavo de Griffis biskup Polignano „nuntius apostolicae sedis” od 1390 r. w Niemczech i Polsce. 39.Pileus de Prata w służbie papieży Grzegorza XII, Urbana VI, Bonifacego IX „vikarius generalis in temporalibus in Urbe” od 1381 r. wielokrotnie w Polsce. 40.Piotr Wormitt prokurator generalny zakonu przy kurii rzymskiej, od 1410 r. legat papieża Aleksandra V do Polski i Prus. 41.Piotr de Seussa archidiakon kapituły gnieźnieńskiej, kolektor generalny papieży w Polsce od 1382 r. 42.Wilhelm de Challant biskup Lozanny od 1414 r. wysłannik papieża Jana XXIII do Polski i Prus. 43.Wojciech Jastrzębiec biskup krakowski, „cum plene legationis officio” legat papieski w diecezji wileńskiej od 1409 r.

Widząc tą długą listę obecnych potrafmy docenić wysiłek, jakiego miał podjąć się wywodzący się z Rzeszowa skromny arcybiskup, który dzięki swoim wielkim osobistym przymiotom miał dzieło zakończył uzyskując szczere zaufanie chrystianizowanych narodów i wdzięczność papiestwa. W tej sytuacji 1.VIII.1416 r. arcybiskup Jan z Rzeszowa i biskup wileński Piotr którzy otrzymali listem soborowym Misericos et miserator stosowne pełnomocnictwa, mogli zgodnie z wymogami ówczesnego prawa dokończyć dzieła chrystianizacji jednego z ostatnich narodów europejskich pozostającego dotąd poza wspólnotą państw chrześcijańskich.

Arcybiskup Jan rozpoczął podróż niezwłocznie. Podróż, która przez błota Polesia, puszcze Litwy, aż do żmudzkich rojstów bez względu na to czy odbyta drogami, czy też wiślaną szkutą musiała być dla 71-letniego człowieka rzeczą niezwykle trudną i uciążliwą. Wiedział jednak, że jeżeli chce sprawnie zrealizować plan, wypełniając tym samym wolę króla popartą decyzjami soboru to musi się spieszyć, była przecież już połowa lata, a zimy na Żmudzi bywały wczesne i surowe, uniemożliwiające kontakty z miejscowymi ludźmi. Wiedział ponadto, że osłabiony Zakon zacznie niedługo dążyć do zmiany soborowych postanowień i posiada wiele skutecznych sposobów by to uczynić z korzyścią dla siebie. Czas naglił i okoliczności nie pozwalały na żadną zwłokę. Jan z Rzeszowa był przecież rycerskim potomkiem, członkiem rodu Półkoziców, zatem rozpoczętą podróż odbył pomyślnie i zakończył ją wielkim sukcesem.

4. PATRYJARCHA
Wyjazd Jana z Rzeszowa na Żmudź po otrzymaniu soborowych pełnomocnictw, które wyjazd ten mu zlecały był natychmiastowy co świadczy że był to wyjazd wcześniej staranie przygotowywany. Arcybiskup miał w tej sprawie zapewnione poparcie i pomoc finansowa królewskiego dworu, jako że przedsięwzięcie przekraczało możliwości finansowania go przez skromnie uposażoną kapitułę archidiecezjalną. Było to ponadto przedsięwzięcie w skali międzynarodowej i królowi bardzo zależało na jego sukcesie. Wyjeżdżając na północ otrzymał do dyspozycji poczet polskich rycerzy, którzy służyli mu nie tyle do obrony, co do dodania splendoru wyprawie, a ich rycerskie poczty pomagały i ochraniały ogromny transport bielonego lnianego płótna oraz innych przedmiotów niezbędnych zarówno do prawidłowego dokonania obrzędu jak i do uposażenia kościołów, które zamierzano erygować dla późniejszych żmudzkich neofitów. Płótno miał dostać każdy przystępujący do chrztu, aby okryć nim swoje nagie ciało podczas zanurzania w wodzie poświęcanych w tym celu żmudzkich jezior. Otrzymywał je jako dar z okazji pamiątki chrztu każdy, zarówno mężczyźni jak i kobiety, chrzczeni zbiorowo, podzieleni na grupy, pod względem płci, którym zbiorowo nadawano imiona męskie bądź żeńskie. Jak wielki był to transport świadczy fakt, że płótno musiał dostać, każdy neofita przed przystąpieniem do obrządku, a zamierzano dotrzeć przynajmniej do 4 tys. Żmudzinów. Z początkiem XV w. Jeden tkacz na swoim warsztacie mógł w ciągu roku utkać 100 szt. takiego płótna, a przecież istniały potrzeby dostarczania płótna na obrzeża powstającej archidiecezji. Z chwilą przybycia arcybiskupiego orszaku na terytorium Księstwa Litewskiego wyjechał mu na powitanie dwór Wielkiego Księcia z marszałkiem Butrymem z Żyrmonów i starostą żmudzkim Michałem Kieżgajło na czele; był też z nim zapewne biskup wileński Piotr. Wielki Książę Witold przyłączył się do orszaku i odtąd przez cały czas mu towarzyszył z chwilą przybycia wszystkich do Kowna.
Sam akt chrztu poprzedzony przecież dużo wcześniejszą katechezą prowadzoną na Litwie i Żmudzi, chociażby przez wybitnych ludzi Akademii Krakowskiej, takich jak krakowski królewski kaznodzieja Mikołaj Wężyk z Giebułtowa, głoszący nauki przy pomocy tłumaczy czy prawnik, rektor Akademii Krakowskiej, biskup wileński w latach 1408-1415, znający język litewski Mikołaj z Gorzkowa, musiał być dokonany ponownie również na terytorium litewskim. Powodem tego był stosunkowo nikły rezultat dotychczasowej chrystianizacji, gdyż według relacji pewnego franciszkanina, naocznego świadka i uczestnika dotychczasowej akcji Kościoła, chrzest w diecezji wileńskiej przyjęło około 20 tys. Ludzi. Ponadto Krzyżacy, kierując się względami dotychczasowej swojej polityki starali się wszelkimi sposobami unieważnić dotychczasowe działania polskiego Kościoła. Starali się oni wywołać w Rzymie wrażenia, że zarówno król jak i książęta litewscy są chrześcijanami fałszywymi, gdyż jak głosili publicznie „król jedynie dla chęci posiadania królestwa i dla pięknej Jadwigi dał sobie polać głowę odrobiną wody”. Głosili też kłamliwie, że „ Jadwiga jest nadal żoną Wilhelma Habsburga”. Może nie dziwić nikogo fakt, że czynili to Krzyżacy, ale dziwi, że również obecnie tę i inne plotki powstałe w ustach osób zawistnych Jagiellonom w XV w. powtarzają niektórzy współcześni autorzy książek o życiu królewskiej dynastii.

Odnawiając akt chrztu na Litwie arcybiskup Jan z Rzeszowa czynił to w tych samych miejscach, gdzie chrzczono w roku 1387, a więc w Kownie, Trokach, Wiłkomierzu, Mejszagole, Niemenczynie, Hajnie, Krewie, Obolcach. Istniały tam już bowiem pierwsze erygowanie w międzyczasie parafie. Na Żmudzi zaś polecił uczynić to w miejscowościach: Ejrogoły, Rosienie, Kroże, Widukle, Kołtyniany, Łukniki i Miedniki (Wornie). Z wyjątkiem Łuknik i Szawian, gdzie istniały już kościoły, we wszystkich wymienionych miejscowościach stopniowo miano erygować nowe. Pozwoliło to utworzyć pierwszą sieć parafialną diecezji żmudzkiej. Na siedzibę diecezji arcybiskup wskazał miejscowość Wornie, w której istniał parokrotnie zdobywany przez Krzyżaków w latach minionych gródek Miedniki. Wprawdzie źródła historyczne zajmujące się chrystianizacją Litwy często podają, że żmudzką diecezję w Miednikach ustanowił książę Witold, a Litwę chrzcił król Jagiełło, jednak widać jest to tylko wielki skrót myślowy, często i błędnie powtarzany przez współczesnych. Zgodnie bowiem ze średniowiecznym podziałem władzy pomiędzy: regnum, sacerdotium, studium, czyli władzę królewską, kapłańską i uniwersytecką arcybiskup miał jej wystarczająco dużo, aby wyznaczać samodzielnie siedzibę diecezji, erygować ją i prosić o zatwierdzenie decyzji papieża. Księcia prosił jedynie o godne uposażenie tejże, jako że Żmudź była krajem biednym, często łupionym przez wojska zakonu.

Chcąc ulżyć doli Żmudzinów, arcybiskup Jan całkowicie zwolnił ich od opłat na rzecz kościoła, przenosząc koszty utrzymania na wielkoksiążęcy dwór litewski. Diecezję w Miednikach erygował Jan z Rzeszowa na mocy uprawnień legata papieskiego dekretem Litteras sacrosanctae, 24.X.1417 r. Natomiast 20.XI. tego roku skierował do społeczności soborowej list Decebat cogebatque, w którym powiadomił ją o dokonaniu dzieła chrystianizacji, ochrzczenia licznych bojarów, powołania 8 parafii i powołania do życia diecezji żmudzkiej. Podobnie uczynił też wkrótce król Jagiełło. Oba listy zostały przyjęte z wielkim zadowoleniem przez uczestników soboru w Konstancy. Świadkowie wydarzenia twierdzą, że treść listów czytano przy stojącym audytorium, a większość słuchaczy, uczestników soboru miała w czasie czytania łzy w oczach. W między czasie pobudowano w grodzie Miedniki mały kościółek, który legaci papiescy podnieśli do rangi katedry pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej, Chwalebnej dziewicy Bożej Rodzicielki Maryi, Świętych apostołów Piotra i Pawła i Świętego Aleksandra Papieża i Męczennika, osadzając w niej biskupa Macieja z Wilna.

Ostatni wielki akt chrześcijaństwa, jaki dokonał się pośród europejskich narodów dopełniony został wydaną 31.V. 1421 r. bullą papieża Marcina V użyczającą neofitom Żmudzinom jego apostolskiej opieki i ustanawiającą arcybiskupa lwowskiego oraz biskupów: miednickiego i wileńskiego opiekunami i sędziami dla narodu żmudzkiego, do których wszyscy poszkodowani i pokrzywdzeni winni się zwracać. Akt ten sankcjonował de facto przyłączenie diecezji żmudzkiej pod władzę lwowskiej metropolii. Jednak zamiast porządkować stan rzeczy zjednoczył tylko przeciwników władzy arcybiskupiej, którzy odtąd wspólnie zaczęli szukać sposobów, aby mu się przeciwstawić. Przyniosło to wkrótce oczekiwane skutki. Przyczyniły się też do tego wydarzenia na zupełnie innym terenie. Lwowski arcybiskup był jednak zbyt światłym człowiekiem, by przeciwstawiać się wydarzeniom małostkowym. Nie licowało to bowiem z jego służbą dla Kościoła i króla.
5. TOPORY
Starożytny ród Toporów wywodził się z czasów równie odległych jak początki polskiej państwowości. Pierwszym udokumentowanym przodkiem rodu był żyjący w XI w. Komes Sieciech, wojewoda księcia Władysława Hermana, Rodowa legenda szeroko rozpowszechniana, widziała protoplastę rodu pośród wojewodów Lecha legendarnego założyciela państwa polskiego, którego arcybiskup angielski Usseher of Armagh tworzący w XVII w. Drzewo genealogiczne władców świata umieszczał w 550 r. ery nowożytnej. Członkowie rodu piastowali w królestwie wybitne stanowiska, a kasztelan krakowski, bliski Jana z Rzeszowa, uzyskał w latach 1399-1402 stanowisko capitaneus generalis Regni Poloniae i locumtenens regis, czyli namiestnika lub wicekróla. Do rodu Toporów należał też Otton z Pilczy (Pilicy), wojewoda sandomierski, właściciel wielu dóbr w tym klucza Łańcuckiego, majątków pod Przeworskiem i Tyczynem, a więc sąsiad Rzeszowskich. Miał on córkę Elżbietę, uważaną w tamtych czasach za najbogatszą i najpiękniejszą pannę królestwa. Matka Elżbiety Jadwiga z Melsztyna była osobą równie wybitną i docenianą w królestwie Jagiellonów. 15 lutego 1386 r. została matką chrzestną króla Władysława Jagiełły, a jej podpis widnieje do chwili obecnej obok królewskiego podpisu na akcie erekcyjnym sporządzonym z okazji erygowania Akademii Krakowskiej.
Po śmierci Ottona z Pilczy Jadwiga wraz z całym rodem Toporów postanowiła strzec córki, by zapewnić jej godne i bogate małżeństwo. Nie ustrzeżono jednak pięknej panny, ponieważ porwał ją częsty gość w domu Toporów i dobry znajomy Jana z Tęczyna rycerz Wiszło Czambor. Zamknął on pannę w sobie tylko znanym zamku i szykował się do uzyskania pozwolenia możnej rodziny o zgodę na małżeństwo. Gdy kąpał się w krakowskiej łaźni chcąc godnie wystąpić przed królem, został zabity przez Morawianina rycerza Jenczika z Jicina, który zabrał pannę do swoich dóbr i po uzyskaniu zgody króla Władysława Jagiełły wziął z Elżbietą ślub. W pięć lat po ślubie Jenczik zmarł, a młodą bezdzietną wdowę wydano za niezbyt zamożnego szlachcica Wincentego Granowskiego. Dzięki powinowactwu żony stał się on człowiekiem wpływowym, posłem króla na europejskie dwory. Szlachcic Granowski okazał się być wybitnym patriotą dbałym o przestrzeganie na swoim dworze polskiego obyczaju i wręcz fanatycznie przestrzegającym w swoim otoczeniu używania polskiej mowy, choć w okresie tym warstwy ludzi możnych królestwa posługiwały się głównie łaciną. Widząc kraj w potrzebie wystawił wraz z żoną chorągiew wojska, na której czele uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem. Po swojej śmierci pozostawił Elżbietę, matkę pięciorga dzieci, najbogatszą wdową królestwa. Nie spieszyła się ona z ponownym zamążpójściem przez siedem lat, wychowując dzieci i zarządzając wielkim rodzinnym majątkiem, kiedy to w styczniu 1417 r. w Lubomli nad Bugiem spotkała owdowiałego od roku króla. Wkrótce po tym król odwiedził ją w jej łańcuckich dobrach, a po wizycie powiadomił swojego brata Witolda o planach małżeństwa.

Mimo, że możni kraju przygotowywali królowi małżeństwa polityczne, widząc na tronie Marię - córkę wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla, lub Elżbietę księżnę Brabantu, kuzynkę Zygmunta Luksemburczyka, król nie ustąpił. Jagiełło postanowił wziąć ślub z miłości do młodszej od siebie o 25 lat Elżbiety, kobiety wywodzącej się nie tylko ze starożytnego polskiego rodu, ale znanej z przestrzegania na swoim dworze polskiego obyczaju i polskiej mowy. Musiał jednak pokonać nie tylko opór polskich możnowładców, ale też pokonać przeszkodę związaną z tym, że Elżbieta była po matce jego chrzestną siostrą. Przeszkody te mógł tylko usunąć arcybiskup Jan z Rzeszowa. Znał on prawo kanoniczne, był przychylny i oddany woli króla i był ponadto jedynym arcybiskupem w królestwie, ponieważ arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba przebywał przez cały czas na soborze w Konstancy. Arcybiskup Jan był od dawna przyjacielem rodu Toporów, a było to ważne, gdyż przechodzący po śmierci Jana z Tęczyna kryzys, ten możny ród miał w królestwie wielu wrogów. Arcybiskup w celu należytego przygotowania ślubu został wezwany na początek kwietnia 1417 r. do przyjazdu z Litwy do Sanoka. Przygotowania trwały miesiąc, po czym do Sanoka poproszono na dzień 30.IV.1417 r. pozostałych panów królestwa, oznajmiając im dopiero po przyjeździe zamiar królewskiego ślubu. Przyszła królowa została poproszona o przyjazd na dzień przed planowanym ślubem.

Ślub odbył się w kościele parafialnym Sanoka 1.V. Po ślubie pozostawili możnych gości i udali się wraz z arcybiskupem Janem do jego lwowskiej metropolii, goszcząc tam jakiś czas, sam zaś arcybiskup wrócił na Litwę, by kontynuować rozpoczęte dzieło chrystianizacji. Po pobycie na Rusi, oboje królestwo udali się na krótko do Łańcuta skąd podróżując przez Biecz, Nowy Sącz przybyli w listopadzie do Krakowa. Przeciwnicy królewskiego małżeństwa, a byli wśród nich: arcybiskup Mikołaj Trąba, Zygmunt Luksemburczyk, Krzyżacy, zaczęli czynić próby jego unieważnienia. Delegat Zakonu na soborze w Konstancy oświadczył, że „nigdy nie uznają królowej Elżbiety, nawet gdyby król włożył na jej głowę 5 koron”. Król zagroził zrzeczeniem się korony i powrotem na Litwę, co skłoniło część możnowładców do ustępstw. Można było dokonać nareszcie koronacji nowej królowej. Uroczystość ta odbyła się w Katedrze na Wawelu 19.XI.1417 r. Aby przeprowadzić wymagany ceremoniał, król musiał ponownie poprosić o przyjazd z Litwy arcybiskupa Jana z Rzeszowa, który pomimo swoich 73 lat przyjechał niezwłocznie spełniając królewską wolę. Na drugi dzień po uroczystości koronacyjnej tj. 20.XI. arcybiskup napisał słynny list do soboru w Konstancy- Decebat cogebatque, w którym powiadomił uczestników soboru i cały świat chrześcijański o dokonaniu aktu chrytianizacji Żmudzi. Podobny w treści list napisał również król, po czym wraz z arcybiskupem wyjechali wspólnie na Litwę.

Mimo wrogiego nastawienia Krzyżaków do swojej osoby, królowa Elżbieta podjęła względem Zakonu politykę pokojowych układów. Wprowadziła dla nadgranicznych kasztelanii zakaz prowadzenia z zakonem granicznych utarczek. Doprowadziła do zwołania i osobiście uczestniczyła w zjeździe z Krzyżakami we Wieluniu. Zakon zerwał obrady zjazdu a mimo to królowa nadal prowadziła z nimi pokojową korespondencję. W sierpniu 1419 r. Elżbieta poczuła się źle, nękająca ją od jakiegoś czasu gruźlica nasiliła swoje niszczące objawy. 23.III.1420 r. królowa musiała wrócić do Krakowa, nie mając sił, by towarzyszyć królowi w jego codziennych obowiązkach z związanych z nimi podróżach po kraju. Poprosiła o pomoc arcybiskupa Jana gdyż wiedziała, że tylko na niego może liczyć w trudnych chwilach. Arcybiskup przybył natychmiast do łoża chorej. Pomimo licznych ciążących na nim obowiązków związanych z prowadzeniem wielkiej archidiecezji lwowskiej i podeszłego wieku, nie odstępował od łoża chorej, wspierał ją przez trzy miesiące tj. do chwili śmierci spowodowanej galopującą gruźlicą, która nastąpiła 19.V.1420 r. Spełnił wielki samarytański obowiązek względem ciężko chorej, na który nie zdobyli się inni wielcy hierarchowie i panowie królestwa. Arcybiskup osobiście przewodził pogrzebowi i odprawiał egzekwie, gdy składano zwłoki królowej do grobu w podziemiach Katedry na Wawelu. Jedynie z przykrością można wspominać incydent, gdy część możnych przyjęła śmierć Elżbiety z Pileckich Granowskiej z radością, zachowując się w czasie pogrzebu grubiańsko i weselnie. Cytowano słynny panegiryk biskupa Ciołka wulgarnie ubliżający zmarłej. Tylko nieliczni dostrzegali i pisali wtedy o jej wielkiej urodzie. Przy pochówku zwłok króla Stefana Batorego w kryptach Wawelu dokonano ekshumacji zwłok królowej Elżbiety. Uczestniczący przy czynnościach i oglądający jej zwłoki kronikarz napisał: „wyjęto jej kości z trumny, z których znać było, że białogłowa musiała być subtelna y cudna”.

6. CZYNY PATRYJARCHY
Upływ czasu wydawał się pozostawać bez wpływu na siły i zdrowie sędziwego arcybiskupa. Przemierzając rozległe połacie potężniejącego z każdym dniem królestwa Jagiellonów, tworzył dzieła, które to królestwo umacniały i stwarzały mu perspektywy rozwoju. Myśl stworzona przez Jana z Rzeszowa, owocująca powstaniem diecezji żmudzkiej z siedzibą znajdującą się w położonych blisko wybrzeża Bałtyku malutkich Miednikach (Worniach) stała się dla stosunków z Zakonem Krzyżackim, wydarzeniem porównywalnym w swoich skutkach z następstwami bitwy grunwaldzkiej. Dokonało się rozcięcie państwa krzyżackiego na części, w wyniku czego jego północna (inflandzka) część zanikła. Utworzenie siedziby metropolii w odległym Lwowie, pozbawiło Zakon dotychczasowych możliwości oddziaływania, jaką posiadali w stosunku do blisko położonego Gniezna, czy Wilna. Podjęli oni zatem natychmiastowe zabiegi na trwającym jeszcze forum soborowym w Konstancy, mające na celu zniwelowanie skutków działalności lwowskiego arcybiskupa. W tym swoim antypolskim działaniu znaleźli nieoczekiwanego sojuszników.
Działania arcybiskupa Jana z Rzeszowa jak też podanie królowi pomocnej ręki w jego zamierzeniach dynastycznych, jakim był ślub i koronacja na królową Elżbiety Granowskiej, przyczyniły mu wielu wrogów. Pośród nich znaleźli się miedzy innymi: brat królewski Wielki Książę Witold i arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba. Książę Witold, dla którego chrystianizacja Żmudzi przez królestwo polskie i utworzenie wielkiej archidiecezji ze stolicą we Lwowie zamiast w podległym mu Wilnie była czynem pozbawiającym go wszelkich nadziei na perspektywiczne usamodzielnienie się i oderwanie terenów księstwa od terytorium brata Władysława Jagiełły, zaczął działać powoli po myśli i wespół z Zakonem. Wystosował do soboru list domagający się przeniesienia siedziby nowej metropolii do Wilna i przekazania mu pełnej jurysdykcji nad Żmudzią. Arcybiskup gnieźnieński Mikołaj poczuł się głęboko zaniepokojony utratą dotychczasowych wpływów na politykę królestwa polskiego, jaką samodzielnie posiadał dotychczas oraz utratą dochodów wynikającą z prostego porównania terenów obu sąsiadujących ze sobą archidiecezji. Krzyżacy i Mikołaj Trąba bezpośrednio, a książę Witold poprzez listy, zaczęli domagać się od soboru i papieża cofnięcia decyzji dotyczących Miednik, archidiecezji lwowskiej oraz unieważnienia małżeństwa z Elżbietą Granowską. Dla wzmocnienia argumentów o pozornym chrzcie Władysława, Witolda, bojarów żmudzkich i litewskich, ludzie zakonu wywołali na pograniczu żmudzko-krzyżackim lokalne zamieszki, próbując skłonić Żmudzinów do napadu na Kłajpedę, będącą wtedy nadgranicznym grodem krzyżackim. Ogłosili przy tym na soborze, że na Litwie wybuchło potężne antykościelne powstanie mające na celu wyrżnięcie do nogi ludzi zakonu. Incydent ten lokalny w skali pogranicza północnych ziem królestwa, nazwany przez dziejopisarzy rabacją rosieńską, okazał się jednak bez większego znaczenia i szybko wygasł. Rzucił on niesławę wyłącznie na rządy w księstwie Witolda, który bezzwłocznie stłumił rebelię. O skutkach też powiadomił urzędujący sobór, a były nimi; rabunek dworu bojara żmudzkiego Sudejki, część poddanych Witolda zbliżyła się do zamku w Kłajpedzie kradnąc z podległego zamkowi dworu osiemnaście koni, trzy woły, oraz zabijając trzech broniących dobytku i opierających się rabunkowi pasterzy. Rabunek książę Witold zwrócił, szkody wynagrodził i przeprosił w liście krzyżackiego komtura.

Papież zdecydował się jednaj interweniować. 11 września 1421 r. w bulli Mirabillis Deus in donis, papież Marcin V usankcjonował kanonicznie i wziął pod bezpośrednią jurysdykcję Solicy Apostolskiej północne ziemie archidiecezji lwowskiej. Około roku 1422 przekazał je do archidiecezji gnieźnieńskiej. Arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba postanowił natychmiast wracać do kraju, przed wyjazdem jednak, jako że posiadał wielkie wpływy na członków soboru, uprosił przyznanie sobie tytułu Primas Regni i trwałe powiązanie tegoż tytułu z jego gnieźnieńską stolicą. Tutuł ten otrzymał i gdy wracał do kraju w czerwcu 1418 r. oboje królestwo przywitali go w Pobiedziskach pod Poznaniem jako Prymasa Polski. Tak więc Polska zyskała ten tytuł funkcjonujący do dnia dzisiejszego, pośrednio dzięki działalności wybitnego rzeszowianina arcybiskupa Jana. Decyzje papieża godziły strony i zostały przez nie stopniowo zaakceptowane. Arcybiskup lwowski Jan z Rzeszowa nigdy nie próbował w tej sprawie korespondować, czy bronić swojego stanowiska. Było dla niego zbyt oczywiste, że intencje jego były słuszne i pożyteczne dla ówczesnego państwa polskiego, co szczególnie unaoczniła wszystkim przyszłość. Jego codzienne obowiązki, jakie przyszło mu pełnić, zabierały mu cały jego czas, poza tym nie miał chęci brać udziału w zbędnych dyskusjach z oportunistami względem królewskiej woli, a miał od króla i papieża na wszystkie swoje posunięcia całkowite przyzwolenie. Działając na niwie rozwoju swojej diecezji nigdy nie gromadził osobistego majątku, a uzyskane od króla dodatkowe świadczenia i przywileje przeznaczał wyłącznie na jej rozwój. Król to doceniał, a arcybiskup Jan stawał się dla niego osobą coraz bliższą i był mu niezbędny w jego sposobie sprawowania królewskiej władzy. Obaj pozostali sobie bliscy aż do śmierci.

7. OBOWIĄZKI CODZIENNE
Wiek XV przynosił ludziom dzieła wielkie, zamykając jednocześnie i otwierając epoki dziejów ludzkości. Przynosił światu wielkie upadki (Bizancjum), wielkie wojny(stuletnia, wojny husyckie, osmańskie), podróże i odkrycia (Kolumb, Gutenberg), dawał też spokój potrzebny do rozwoju sztuki, nauki, państwowości. Okres ten tworzył i powoływał ludzi wybitnych, tak potrzebnych ówczesnemu światu w kontynuowaniu jego przyspieszonego rozwoju. Arcybiskup lwowski Jan z Rzeszowa herbu Półkozic był jednym z wybitnych przedstawicieli tej właśnie epoki. Nim wybuchła wielka wojna z Zakonem, efektem której była wielka bitwa pod Grunwaldem (1410 r.), król prowadził z Krzyżakami pertraktacje pokojowe. Delegacji polskiej, która w maju 1404 r. uczestniczyła w rozmowach pokojowych w Raciążu, przewodniczył arcybiskup Jan. W roku 1413 uczestniczył wraz z gronem panów polskich, swoich rodowców (herb Półkozic) w zjeździe polsko-litewskim w Horodle, podczas którego przyjęli oni do herbu bojara litewskiego Wołczka Kulwę. Jesienią 1415 r. przygotował wspomniany wcześniej pobyt króla w podlwowskich Dobrostanach, po czym odwiózł króla do Niepołomic. W roku 1419 podróżował do Jedlni, gdzie zaangażował się w obronę niechętnego mu arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Trąby, bowiem składane były na tegoż ostatniego potwarze wysyłane do soboru w Konstancy.
W czerwcu 1419 r. król przyjechał po niego do Lwowa - aby zabrać go z sobą na zjazd rycerstwa polskiego do Wolborza. W lipcu tegoż roku arcybiskup Jan poświadczał swoją pieczęcią akt przymierza pomiędzy królem Władysławem II(V) Jagiełłą, a Erykiem VII Duńskim, królem połączonej Danii, Szwecji, Norwegii. Do końca roku towarzyszył królowi w jego podróży przez Wielkopolskę, Wiślicę, Korczyn, do Lwowa, gdzie w obecności króla zwołał 28.09.1419 r. synod prowincji. Z polecenia papieża objął w marcu 1420 r. nie obsadzony po śmierci biskupa Macieja zarząd diecezji przemyskiej, 31.05.1421 r. objął arcybiskup Jan bullą papieża Marcina V patronat i sądową opiekę nad Żmudzinami w ich sporach z Zakonem Krzyżackim. Mimo swoich 75 lat towarzyszył królowi we wszystkich dokonywanych objazdach Wielkopolski, czego żądał od niego król mimo obecności w Gnieźnie hierarchy, arcybiskupa Mikołaja Trąby Prymasa Polski. Ilekroć król zamierzał odwiedzić teren jego archidiecezji wyjeżdżał zawsze naprzeciw królewskiemu orszakowi do jej granic. Uczestniczył w większości narad królewskiego dworu odbywających się w Krakowie, Niepołomicach czy ulubionym przez króla zamku w Nowym Korczynie. W listopadzie 1422r. zorganizował w benedyktyńskim klasztorze św. Krzyża na Łysej Górze (Łyścu) w obecności króla i możnowładców, składanie dziękczynnych wotów w podzięce za sukcesy w wojnach polski-krzyżackich.

Jesienią 1424 r. arcybiskup Jan miał odbyć mimo licznych obowiązków ciążących na nim w kraju swoją arcybiskupią podróż do Rzymu. W okresie tym obradował sobór w Siennie. Król Władysław Jagiełło skierował do papieża i soboru specjalny list z prośbą o nie zatrzymywanie tam zbyt długo arcybiskupa, ze względu na jego niezbędną obecność na terenie Królestwa Polskiego, jednocześnie specjalnym poleceniem nakazał lokalnym starostom czuwać pod nieobecność arcybiskupa nad terenem archidiecezji. Przed wyjazdem powołał jeszcze król arcybiskupa Jana z Rzeszowa do przygotowania koronacji królowej Zofii Holszańskiej on to, a nie prymas udzielił święceń kapłańskich Zbigniewowi Oleśnickiemu i 19 grudnia 1423 r. konsekrował go w Katedrze Wawelskiej na biskupa krakowskiego. W marcu (5.03.1424 r.) arcybiskup Jan uczestniczy w koronacji królowej Zofii oraz w pokoronacyjnych kilkudniowych uroczystościach. W czerwcu (12.06.1424 r.) papież Marcin V oceniając działalność arcybiskupa Jana z Rzeszowa wydaje dla jego potrzeb kilka bulli, między innymi prawo udzielania odpustu zupełnego w obliczu śmierci. Przed nadchodzącym rokiem jubileuszowym, oceniając osadnictwo i jego potrzeby w swoich podrzeszowskich dobrach, eryguje arcybiskup Jan parafię (1424 r.) we wsi Świlcza, ustanawiając w niej plebanem swojego kapelana Gawła. W listopadzie tego roku spotyka się z królem Władysławem w klasztorze św. Krzyża na Łysej Górze, gdzie wspólnie odprawiają modły w intencji podróży: króla na Litwę, a arcybiskupa do Rzymu gdzie wreszcie wyjechał na uroczystości roku jubileuszowego 1425. Po powrocie ze Stolicy Piotrowej uczestniczy jako jeden z ojców chrzestnych królewicza Władysława III nazwanego w przyszłości Warneńczykiem. 13.03 1425 r. uczestniczy w wielkim zjeździe dostojników polskich w Łęczycy. Chrzci w Krakowie 2.06.1426 r.) królewicza Kazimierza.

Kiedy nowy Prymas Polski arcybiskup gnieźnieński Wojciech Jastrzębiec powołuje komisję mającą na celu przygotowanie procesu kanonizacyjnego zmarłej królowej Jadwigi, (działalność komisji została dopiero niedawno zakończona kanonizacją) to na jej czele stanął arcybiskup Jan z Rzeszowa. W roku 1430 licząc sobie 85 lat jest nadal pełen sił, uczestniczy we wszystkich zjazdach i naradach dostojników Królestwa. Jesienią 1432 r. (październik-grudzień) gości w swojej lwowskiej siedzibie króla i wraz z nim podpisuje dokument zrównujący przywilejami szlachtę Ziemi Łuckiej ze szlachtą Królestwa oraz nadający dla kościoła prawosławnego liczne gwarancje i swobody. Końcem maja 1434 r. król Władysław Jagiełło nadjeżdżał powoli w stronę lwowskiej siedziby arcybiskupa, gdyż właśnie tam, a nie w krakowskiej stolicy zamierzał przyjąć hołd jednego z mołdawskich włodyków. Był to nieliczny raz, kiedy arcybiskup nie wyjechał mu naprzeciw do Medyki jak to było w jego zwyczaju. Król w czasie chłodnego wieczoru, słuchając śpiewu ptaków, a był to jego ulubiony obyczaj, przeziębił się. Mimo choroby postanowił nadal kontynuować podróż do Lwowa. Dojechał jednak tylko do Gródka (Jagiellońskiego), gdzie 1 czerwca 1434 r. zmarł. Na wiadomość o śmierci króla Władysława Jagiełły arcybiskup Jan z Rzeszowa ogłosił we Lwowie czas modlitw za króla. Egzekwia żałobne w stolicy jego archidiecezji trwały dwa tygodnie. Po śmierci króla publiczna działalność arcybiskupa ustała. Jeszcze tylko odwiedził pierwszy po wprowadzeniu na Rusi polskich praw ziemskich wiec sądowy w Gródku (Jagiellońskim). Ostatni raz na scenie publicznej wystąpił 31.12.1435 r. mając wtedy 90 lat, w Brześciu nad Bugiem, kiedy to w czasie wielkiego zjazdu dokończył dzieło życia króla Władysława Jagiełły, zatwierdzając wraz z dostojnikami królestwa akt pokoju brzeskiego zawartego z wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego, kończący wieloletni okres wojen w północnych granicach państwa.

8. ŚMIERĆ CZŁOWIEKA
W umysłach przeważającej części społeczeństwa wieków średnich tkwiła idea: pogodzić się ze swoim stanem. Dotyczyło to ludzi ubogich, niskiego stanu, jak i bogatych, wysoko urodzonych. Wyróżnikiem społecznym był głównie ubiór, gatunek i cena materii, z której go zrobiono. Zaznaczenie swojej pozycji w ówczesnym świecie nakazywało pokazać swój stan. Idea ta przyczyniła się między innymi do niebywałego rozwoju budownictwa murowanego. Według Adama Miłobędzkiego - Architektura Królestwa Polski w XX w., u schyłku wieków średnich, było w Królestwie Polskim 80 murowanych zamków i 500 miejskich budynków murowanych na 550 miast które wtedy istniały, a w których liczba domów sięgała 90 000. Wiek XV podwoił w Królestwie liczbę budynków murowanych. Budowano nie tylko zamki, kościoły czy budynki mieszkalne. Stan urodzenia wymagał posiadania bogatego nagrobka czy kamiennego sarkofagu stojącego w przykościelnej kaplicy. W rodzie Rzeszowskich taką kaplicę ufundował już w 1344 r. biskup krakowski Jan Grot, wznosząc ją pod wezwaniem Św. Jana Ewangelisty przy obrysie Katedry na Wawelu. /Obecnie zwana kaplicą biskupa Załuskiego/. Arcybiskup Jan z Rzeszowa budował wiele kościołów i katedr, w których mógł przygotować godny swojemu stanowi nagrobek. Przyjęłyby go w swoje mury katedry: krakowska, lwowska, wileńska czy przemyska, w której był tytularnym biskupem, on jednak w żadnej z tych nekropolii nie przewidywał miejsca swojego spoczynku. 31 maja 1434 r. zmarł król Władysław Jagiełło, człowiek, dla którego arcybiskup Jan poświecił tak wiele swojego życia. W kraju zapanowała żałoba. 11 czerwca zwłoki króla przewieziono do Krakowa i złożono je na zamku w kościele św. Michała. W tym czasie arcybiskup odprawiał we Lwowie egzekwie żałobne, które trwały dwa tygodnie. Być może nie miał już dość siły, by udać się do Krakowa na uroczystości pogrzebowe, które 18 czerwca odprawił w Katedrze na Wawelu arcybiskup Wojciech Jastrzębiec-Prymas Polski.
89-letni Jan z Rzeszowa czuł, że dni jego dobiegały kresu. Nie pojechał do Krakowa, kiedy 25 lipca arcybiskup Wojciech Jastrzębiec namaścił i koronował na króla Polski Władysława III (Warneńczyka), który był przecież jego chrzestnym synem. Pojechał jeszcze tylko do Brześcia nad Bugiem, gdzie wraz z dostojnikami Królestwa podpisał zawarty z wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego akt pokoju, ale było to przecież na terenie Podległym jego kościelnej jurysdykcji i z tej racji musiał akt ten zatwierdzić swoją pieczęcią. Prawie od początku istnienia polskiej państwowości istniał na Łysej Górze /Łyścu/ klasztor Benedyktyński pod wezwaniem Świętego Krzyża, w którym czczono od dawna relikwie Drzewa Świętego. Było to ulubione miejsce, gdzie arcybiskup Jan często spotykał się z królem Władysławem Jagiełłą. U stóp gór, w Piórkowie znajdował się dwór będący kiedyś własnością biskupów wrocławskich, który w końcu przeszedł na własność arcybiskupa Jana z Rzeszowa. Na adres tego domu przychodziła korespondencja arcybiskupa, w tym niektóre wydane przez kurię rzymską papieskie bulle.

Czując, że nadchodzi kres jego dni, Jan z Rzeszowa przybył do swojego ulubionego dworu. Zmarł w nim 12 VII 1436 r. Zgodnie z jego wolą, pochowano wielkiego arcybiskupa obok głównego ołtarza w kościele Świętego Krzyża, w murze prezbiterium (w chórze). Chciał być jak najbliżej bardzo czczonych przez siebie świętych relikwii, a w tym miejscu nie wypadało budować wystawnego sarkofagu, czego też sobie nie życzył. Na ścianie obok ołtarza umieszczono zatem skromną inskrypcję nagrobka, która z biegiem czasu uległa zatarciu, ostatni raz widziano ją około roku 1700. Potem ktoś dbały o estetykę wnętrza w czasie remontu zatarł napisy, likwidując ostatni ślad po tym wybitnym człowieku. Obecnie uważa się, że jeden z pastorałów biskupich przechowywanych w zbiorach arcybiskupów gnieźnieńskich był pastorałem arcybiskupa lwowskiego Jana z Rzeszowa. Śmierć Jana z Rzeszowa zabrała najwybitniejszego przedstawiciela rodu, dzięki któremu Rzeszowscy stali się znani w całej ówczesnej Europie.

Jan Lucjan Wyciślak